Buczenie i gwizdy po seansie "Zielonej granicy". Maja Ostaszewska też nie wytrzymała [TYLKO U NAS]

Podczas specjalnego pokazu "Zielonej granicy" Agnieszki Holland był też czas na rozmowę z twórcami. Choć prowadzący kierował pytanie o "przemianę" Straży Granicznej i Polaków przede wszystkim do reżyserki, Maja Ostaszewska nie mogła pozostawić jego słów bez odpowiedzi.

Bogusław Chrabota prowadzący spotkanie w warszawskiej Kinotece, które odbyło się 25 września,  powiedział, że interesuje go "postawa Straży Granicznej w 2021 roku, przy okazji tego szturmu na polską granicę i później te ostatnie sceny z pani [Agnieszki Holland - red.] filmu, ta ostatnia scena pokazująca ofiarność ludzi w 2022, po 24 lutego". Potem zadał pytanie:

Czy taka jest logika historii, naszych czasów, że musiało dojść do tamtego, żeby Polska mogła przeżyć jakąś metamorfozę i być taka, jaka była w 2022?

Maja Ostaszewska: Tam nadal umierają ludzie i walczą o zdrowie, o przetrwanie. Nic się nie zmieniło

Jeszcze w trakcie jego wypowiedzi widać było rosnące napięcie w Mai Ostaszewskiej, ale pierwsza głos zabrała Agnieszka Holland. Wymiana zdań doprowadziła do wybuczenia Chraboty, a wtedy po mikrofon sięgnęła aktorka grająca w "Zielonej granicy" i jednocześnie osoba angażująca się w pomoc na granicy polsko-białoruskiej, czyli Ostaszewska:

Po pierwsze, proszę pana, tam nadal umierają ludzie i walczą o zdrowie, o przetrwanie. Nic się nie zmieniło, więc nie nastąpiła jakaś wielka przemiana.

Później opowiadała zarówno o tym, co dzieje się na granicy, o pushbackach, które są łamaniem praw człowieka i łamaniem Kodeksu karnego. - Nie nastąpiło jakieś wielkie przebudzenie... - kontynuowała, na co Chrabota rzucił: "A może małe...". Wtedy pojawiły się nawet gwizdy. Zobaczcie całą wypowiedź Ostaszewskiej, w którym mówi też o pomocy strażników granicznych imigrantom i dylematach ludzi takich, jakich aktorzy portretują w "Zielonej granicy".

Zobacz wideo Na spotkaniu widzów z Agnieszką Holland było gorąco. Nagle głos zabrała Maja Ostaszewska

Ostaszewska zakończyła:

Nie nastąpiło jakieś wielkie przebudzenie się. Co więcej, słyszymy, że nasz rząd - już przestaje mu się opłacać przyjaźń polsko-ukraińska i zaczynają się pojawiać fatalne sygnały, więc to nie jest tak, że nagle wszyscy się przebudziliśmy. Wspaniałe jest to, jak odpowiedziało na ten hejt na nasz film społeczeństwo - no może nie całe, ale nasi widzowie. No właśnie ta frekwencja jest odpowiedzią.

W weekend otwarcia "Zieloną granicę" w kinach zobaczyło ponad 137 tys. widzów. To najlepsze otwarcie polskiego filmu w tym roku.

Agnieszka Holland: Uchodźcy na granicy białoruskiej nie "szturmują"

W dalszej części spotkania Holland nie pozostawiła bez odpowiedzi użytego przez dziennikarza słowa. - Pan użył takiego określenia "szturm". Uchodźcy na granicy białoruskiej nie "szturmują". Był jeden taki epizod zorganizowany przez Łukaszenkę, kiedy pognano na granicę dużą grupę mężczyzn i zmuszono ich de facto, żeby zaatakowali tę granicę przy użyciu gałęzi i kamieni. Zostali potraktowani z drugiej strony adekwatnie i ten "szturm" trwał jeden dzień, został odparty, nigdy nic takiego więcej się nie powtórzyło. Co nie znaczy, że się nie powtórzy, ponieważ tam są wszystkie siły, które używają takich metod, cynicznie i bezwzględnie, które im się politycznie opłacają - mówiła.

- Te obrazki z tego "szturmu" są "grzane" na okrągło od tego czasu, prawie dwa lata, przez telewizję partyjną przez TVP-iS - dodaje reżyserka - Tam nic innego nie miało miejsca. To są zrozpaczeni ludzie, którym jest naprawdę wszystko jedno, kto gdzie rządzi w tych krajach: czy to jest jakiś Łukaszenka, czy to jest jakiś Kaczyński, czy to jest jakiś Orban, czy to jest jakaś Merkel... Jest im wszystko jedno, o ile się okaże wobec nich człowieczeństwo, potraktuje ich jak ludzi, nie jak pociski, jako jakieś narzędzia polityczne, nie potraktuje się ich jako numery, jak to się dzieje w naszych ośrodkach zamkniętych dla cudzoziemców, gdzie ci ludzie spędzają często bez popełnienia żadnego przestępstwa - bo nielegalne przekroczenie granicy jest wykroczeniem, a nie przestępstwem - oni tam spędzają miesiące i lata, i są traktowani w niektórych gorzej niż w Guantanamo - powiedziała Holland. - Wszyscy jesteśmy postawieni w bardzo trudnej sytuacji i to nas interesowało w naszym filmie: jak kto się mierzy z tym wyborem, z tą presją, z tą tragedią i co z tego dla nas wszystkich wynika jako dla wspólnoty - dodała Holland.

Więcej o: