Kino w genach

Jennifer Lynch, córka TEGO Lyncha, po piętnastu latach milczenia zrealizowała swój drugi film. "Surveillance", czyli "Inwigilację" pokazano w Cannes poza konkursem.

Jennifer Lynch bez wątpienia odziedziczyła po słynnym ojcu nie tylko talent reżyserski, ale także makabryczne poczucie humoru. Sam David Lynch, gdy zobaczył scenariusz filmu "Surveillance", powiedział córce:

Nie możesz w ten sposób zakończyć filmu! To chore!

W ustach autora tak "chorych" filmów jak "Blue Velvet" czy "Zagubiona autostrada" brzmi to prawie jak komplement. "Surveillance" bez wątpienia zasługuje na uwagę, choć na pewno wiele osób podejdzie do filmu krytycznie.

Jennifer Lynch zastosowała bardzo wywrotowy pomysł w fabule, co samo w sobie jest godne pochwały (mniej enigmatycznie nie da się zabiegu reżyserki określić nie zdradzając, na czym zaskoczenie w filmie polega). "Surveillance" z początku zdaje się być dość standardowym thrillerem, w którym kilku świadków morderstwa wspomina traumatyczne wydarzenia.

Lynch nie traktuje tej historii do końca na poważnie : co i raz mruga okiem do widza, wplata w pełną przemocy opowieść dowcipne momenty. Co wcale nie oznacza, że przemoc zostaje tu zbanalizowana i służy czystej rozrywce. Pod wieloma względami "Surveillance" bliżej do "Funny Games" Michaela Haneke czy "Historii przemocy" Davida Cronenberga niż thrillerów klasy B .

Chwilami reżyserka nawiązuje (pytanie - czy świadomie, czy to też zwykłe zapożyczenia) do dokonań swojego ojca. Główne role zagrali w "Surveillance" aktorzy, którzy wystąpili u Lyncha: Julia Ormond ( "Inland Empire" ) oraz Bill Pullman ( "Zagubiona autostrada" ), który gra agenta FBI i chwilami przypomina agenta Coopera z "Twin Peaks" .

A tak twórcy opowiadali o swoim filmie na konferencji w Cannes:

David Lynch o córce i jej filmie: To chore! Jesteś popaprana!

mallui

Więcej o: