Kukiz: Przyprawiliście mi gębę wariata i homofoba, więc w radiu myślą, że płyta się nie nadaje [WYWIAD]

Radia nie chcą patronować nowej płycie Pawła Kukiza, bo "playlisty tworzą w nich Blumsztajn z Michnikiem" - napisał muzyk na Facebooku. I wywołał burzę. Jedni stanęli w jego obronie, twierdząc, że stał się ofiarą własnych poglądów, inni sugerowali, że płyta pewnie jest za słaba, a cała akcja była tanim chwytem marketingowym. Jak było naprawdę? Pomyśleliśmy, że najlepiej spytać o to samego zainteresowanego.

"4 września premiera mojej solowej płyty. WSZYSTKIE ogólnopolskie radia ODMÓWIŁY patronatu medialnego :-) :-) :-) . Oczywiście w przypadku Zetki czy RMF - rzecz zrozumiała, bo tam się gra tak jak się gra :-). Ale w życiu bym nie przypuszczał, że w Eska Rock, WAWie czy Antyradiu playlisty tworzą Blumsztajn z Michnikiem" - napisał lider Piersi na swoim profilu na Facebooku.

Przeczytaj: Kukiz na cenzurowanym. "Niech tą bolszewicką mentalność szlag trafi" >>

"Siła i honor" zgodnie z zapowiedziami ma być szczerą oceną historii Polski od 1939 roku. I to jej przekaz, jak twierdzi wokalista, stał się przyczyną cenzury. Czyli będzie głośno, mocno i niezależnie. Ale czy to rzeczywiście zniechęciło rozgłośnie? Zapytaliśmy o to autora albumu.

Mariusz Wiatrak: No to teraz już żaden patronat medialny nie jest chyba panu potrzebny.

Paweł Kukiz: Paradoksalnie cała ta sytuacja zrobiła mi więcej dobrego niż 15 patronatów razem wziętych.

A może pan to zrobił specjalnie? Płyty poszły do rozgłośni, mimo że wiedział pan z góry, jaka będzie odpowiedź?

- Z góry? Wie pan, gdybym posiadał takie zdolności przewidywania, to otworzyłbym salon wróżb i wydał płytę za własne pieniądze.

Ja wiem, że w tych czasach bardzo trudno uwierzyć, że człowiek stara się być po prostu uczciwy. Dziś liczy się tylko kasa, rozgłos i własne korzyści. Ale proszę mi wierzyć, że gdy pisałem te piosenki, był taki moment, kiedy zadałem sobie pytanie: "Czy ja przypadkiem za bardzo się nie użalam na tej płycie?". Może po prostu się starzeję, czasy się zmieniły i życie poszło do przodu. Ale teraz, kiedy rzeczywiście wszystkie rozgłośnie odmówiły tego patronatu i istnieje prawdopodobieństwo, że część z nich nawet nie słuchała tego materiału, upewniłem się, że wcale nie przesadzam. Czyli ta płyta miała powstać, bo była potrzebna. I bardzo dobrze, że powstała.

To dlaczego rozgłośnie ją odrzuciły?

- Jestem przekonany, że w znacznej mierze przyczyniły się do tego media, w tym m.in. Agora, która przyprawiła mi gębę homofoba, wariata i, cytat, "sprzymierzeńca spadkobierców polskich faszystów", jak napisał pan Frelich z "Gazety Wyborczej". Na marginesie więc powiem, że mój dziadek - ojciec mamy - pojechał w pierwszym transporcie do Auschwitz, a drugi - ze strony ojca - został zamordowany przez NKWD.

Inna pani, dziennikarka "GW" z oddziału wrocławskiego, z kolei napisała, że podobno do roli w rock operze "Krzyżacy" zachęcił mnie motyw krzyża na krzyżackim płaszczu... Kiedy zadzwoniłem i zapytałem, skąd posiada takie informacje, odpowiedziała, że wrzucił jej to zdanie redaktor prowadzący, bo "doda kolorytu"... Ręce opadają. Może na pierwszy rzut oka faktycznie to są rzeczy śmieszne, ale bywa i tak, że człowiek po przyprawieniu mu gęby wariata albo psychopaty traci możliwość zarobkowania czy wykonywania zawodu. Wydaje mi się, że taki mechanizm zadziałał w tym przypadku.

Ale ta gęba nie wzięła się z powietrza - m.in. podpisał pan list protestacyjny przeciwko paradzie Europride w Warszawie.

- Ale nikt do mnie wtedy z gazety nie zadzwonił i nie zapytał, jakie były moje intencje.

A jakie były?

- Jestem przeciwnikiem organizowania w samo południe w centrum miasta parad, które mogą zawierać jakikolwiek podtekst seksualny. Obojętnie, czy chodzi o heteroseksualistów, biseksualistów czy homoseksualistów. Po prostu to nie jest ani dobry czas, ani miejsce. Mówiąc bardziej obrazowo: gdybym ja wystosował do pani prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz wniosek o umożliwienie mi przeparadowania z kilkoma koleżankami z transparentem: "Rozmnażajmy się", ja byłbym w stringach, one bez biustonoszy, a wszystko to argumentowałbym troską o przyrost naturalny w naszym kraju, podejrzewam, że natychmiast zostałbym zaobrączkowany i potraktowany jako propagator pornografii.

Legalizacja związków partnerskich i wyjaśnienie ich sytuacji prawnej? Proszę bardzo, nie mam nic przeciwko. Ale nie zgadzam się na manifestowanie seksualności na ulicach. Jeśli do tego dodamy przyklejające się przy okazji parady skrajnie lewicowe organizacje, to trudno uwierzyć w argument, że służą one tylko wzrostowi tolerancji dla homoseksualistów.

Piotr Metz w wywiadzie NaTemat stwierdził, że to właśnie pana wizerunek w mediach mógł skłonić rozgłośnie do odrzucenia płyty.

- I ja się z nim w stu procentach zgadzam. Przyprawienie takiej gęby i mówienie przez media, co jest dobre, a co złe, spowodowało, że rozgłośnie, często nawet bez przesłuchania płyty, stwierdzają, że Kukiz po prostu się nie nadaje, bo to jest faszysta, homofob i biegający z krzyżem wariat.

Była jakaś oficjalna odpowiedź którejś z rozgłośni?

- Nie zajmowałem się tym osobiście, to było zadanie wytwórni, ale jeden z dziennikarzy opowiadał mi, że nie był w stanie uzyskać odpowiedzi od Antyradia, a w Trójce ponoć stwierdzili, że jedenastoosobowe kolegium redakcyjne uznało, że moja płyta nie jest zgodna z gustami ich słuchaczy... Tylko że na tym albumie jest i piosenka góralska, i stricte rockowe czy punkowe utwory, i poezja śpiewana - nie wierzę, że dla żadnego z tych kawałków nie znalazłoby się miejsce w radiu. Nie mam pretensji do RMF-u czy Zetki, to są prywatne stacje, ich małpy, ich cyrk. Ale w przypadku rozgłośni publicznych, które co chwilę nas atakują upomnieniami, żeby uregulować zaległości w płaceniu abonamentu, stwierdzenie, że żadne piosenki na tej płycie nie trafiłyby w gusta słuchaczy to czysty absurd. Czy już naprawdę żyjemy w społeczeństwie, w którym każdy ma poczucie istnienia w państwie powszechnego szczęścia i dobrobytu, gdzie nikt nigdy żadnej łzy nie uronił?

Ale właściwie po co panu dzisiaj te radia? Jest internet, YouTube, Facebook. Coraz więcej artystów właśnie tam decyduje się promować swoje płyty, omijając tradycyjną machinę promocyjną.

- Ja nie obrażam się na radia, zrobiły mi w końcu świetną reklamę, chciałem tylko przy tej okazji zwrócić uwagę na to, czym skutkuje powszechna poprawność polityczna - wszelkie piosenki czy zdarzenia twórcze, które zawierają choćby pierwiastek kontestacji nie są dopuszczane do oficjalnego obiegu i są z góry skazane na porażkę. Dlatego m.in. wystąpiłem przeciwko ACTA, bo radia i wytwórnie muzyczne zamieniły się w potężne konsorcja, gdzie liczy się tylko reklama i mamona. Muzyka jest tam już tylko dodatkiem. Muzyka musi być zachowawcza i pod żadnym pozorem nie może niepokoić słuchacza, żeby nie wybudzić go z letargu.

Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jakie to szkodliwe dla nas i naszej świadomości. Efekt jest oczywisty: tworzy się społeczeństwo coraz większych idiotów albo, jak mawia prawica, lemingów, na których zyskują wszystkie ugrupowania polityczne, a my powoli stajemy się czołowym eksporterem taniej siły roboczej w Europie. I to są właśnie całe moje poglądy narodowe.

Taki z pana prawicowiec, a kolegom po tamtej stronie też już pan kiedyś podpadł.

- Do tej pory odczuwam konsekwencje tego, że kiedyś napisałem piosenkę "ZChN się zbliża". Moi prawicowi koledzy nie są w stanie zrozumieć tego, że choć jestem osobą głęboko wierzącą, ale niekoniecznie mocno związaną z Kościołem, trudno mi nie było napisać piosenki w sytuacji, gdy konkretnie znany mi ksiądz spotykał się z konkretną żoną mojego konkretnego kolegi i łapał ją za konkretne miejsca, a potem tą samą ręką podawał mi ciało Chrystusa i śpiewał "Pan Jezus się zbliża". Ja tego nie wymyśliłem, to był dokument. W powszechnej opinii zaatakowałem kler i Kościół. Bzdura. Zaatakowałem tylko konkretnego księdza-pijaka, który po erotycznych spotkaniach z żoną mojego kolegi podawał komunię tą samą ręką, którą wcześniej majstrował pod spódniczką. Zresztą później pan Bóg mi chyba wynagrodził totalnym rozpropagowaniem płyty i zespołu.

Teraz, nagrywając "Siłę i honor", mógł się pan spodziewać podobnych reakcji, zwłaszcza ze strony sformatowanych rozgłośni.

- No dobra, a czy napisał pan kiedykolwiek jakiś wiersz w życiu?

Może raz, w podstawówce!

- I czy pan się wtedy zastanawiał, czy ktoś ten wiersz kiedyś przeczyta?

Raczej nie planowałem jego publikacji.

- To czy twórca zastanawia się, czy to, co on robi, gdzieś trafi albo nie trafi i co on dzięki temu osiągnie? Jeśli tak, to nie jest twórcą, tylko księgowym. Podpisałem kontrakt z Sony Music tylko dlatego, że zabrakło mi moich własnych pieniędzy na dokończenie nagrania.

Naprawdę kosztowała 100 tys. zł?

- A nawet więcej, bo nagrywałem ją w kilku studiach nagraniowych i z żadnego efektu do końca nie byłem zadowolony. A za wszystkie trzeba było zapłacić.

To nie lepiej było w tych mediach zwolnić, odpuścić...

- Niech pan dokończy: zastrzelić się?

Nie, wystarczyłoby przeczekać.

- Tylko na co miałbym czekać? Ja już mam 50 lat. Trudno człowiekowi, który dąży do prawdy, po prostu pojechać sobie na wczasy. Teraz każdy dzień się liczy i może stanowić o być albo nie być moich wnuków. O tym jest ta płyta.

Czyli naprawdę aż tak źle jest z tą Polską?

- Odpowiem tak: jestem za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych, skończeniem z partyjniactwem i wzmocnieniem instytucji prezydenta. Niech pan zwróci uwagę, to nie były wcale postulaty wyborcze PiS-u, tylko PO. Ale - jak to u nas bywa - nic z tego nie wyszło.

A jeśli okaże się, że "Siła i honor" się sprzeda, wtedy wyjdzie na to, że jednak nie wszyscy tkwią w tym letargu.

- Zapewniam pana, że takich osób jest całe mnóstwo. Tylko wytworzenie w mediach ogólnonarodowej histerii, przez którą wszystko to, co kontestuje obecny porządek rzeczy jest natychmiast wrzucane do kibla ekstremistycznych ruchów prawicowych, sprawia, że ci ludzie zostali zepchnięci na margines i potrzebują nadziei. Chciałbym, żeby taką nadzieję dała im ta płyta.

Więcej o: