50 płyt, które będą prezentowymi hitami na święta. Tak, pewnie znajdziecie je pod choinką [POLECAMY]

Święta to idealny moment na kupowanie płyt - przecież znakomicie sprawdzają się jako prezenty. Oto zestaw 50 płytowych propozycji prezentowych. To nie jest zestawienie najlepszych albumów roku, ale wybór ciekawych nowości z ostatnich miesięcy. Trochę propozycji z Polski, trochę z zagranicy, dużo popu, uzupełnionego o kilka pomysłów reprezentujących inne przystępne i popularne gatunki; coś dla wielbicieli nowych brzmień i dla tych, którzy wolą raczej tradycyjne granie. Słowem: płyty, które świetnie sprawdzą się pod choinką.

50 książek, które będziecie czytać w święta [POLECAMY] >>

 

1. Daniel Bloom "Lovely Fear"

Do tej pory znany był przede wszystkim jako autor muzyki filmowej - przez wiele lat współpracował z reżyserem Jackiem Borcuchem, sprawiając, że jego filmy pod względem oprawy dźwiękowej bardzo mocno wykraczały poza rodzimą średnią. Kilka miesięcy temu Bloom postanowił pokazać, że jego muzyka sprawdza się nie tylko w połączeniu z obrazem filmowym. Zaprosił do współpracy prawdziwą śmietankę dzisiejszej polskiej sceny muzycznej (m.in.: Gabę Kulkę, Melę Koteluk czy Tomka Makowieckiego) i przygotował zestaw przebojowych kompozycji, które idealnie nadają się i na samotny zimowy wieczór, i na późną noc w klubie.

 

2. The Dumplings "Sea You Later"

Choć członkowie tego zespołu wciąż są jeszcze nastolatkami, nagrali jedną z najciekawszych polskich płyt ostatnich lat. Jest na niej wszystko, czego można dziś oczekiwać od mocnego i ważnego albumu: kilka przebojów, które zapamiętuje się na długo już po pierwszym przesłuchaniu, świetne pomysły, jeśli chodzi o brzmienie, nietypowe linie wokalne, zróżnicowane nastroje i klimaty. Ta płyta ma też tę wartość, że spodobać się może zarówno temu, kto woli raczej bardziej alternatywne granie, jak i zwolennikom przystępnego popu. Jednym słowem: tym dwojgu dzieciakom ze Śląska udało się coś, co udaje się tylko najlepszym.

 

3. Pustki "Wydawało się"

Świetne podsumowanie długiej, owocnej, pełnej zwrotów akcji, historii tego zespołu - jednego z najciekawszych przedstawicieli rodzimej sceny ambitnego grania. Album zawiera - ułożone w kolejności odwrotnej do chronologii ich powstawania - utwory z wszystkich płyt grupy, pozwala więc prześledzić bardzo dokładnie jej historię i to, jak muzycy dochodzili do dzisiejszego, oryginalnego i dość łagodnego, brzmienia, zaczynając od surowych, gitarowych piosenek. Wisienką na torcie są dwa najnowsze, premierowe utwory, które otwierają album,

 

4. Rysy "Traveler"

Ostatnie miesiące na polskiej scenie stoją pod znakiem ciekawych debiutów zespołów z kręgu szeroko rozumianych brzmień elektronicznych. To formacje sytuujące swoją twórczość na linii, której biegunami są proste synth popowe piosenki i mniej piosenkowe klubowe kompozycje taneczne. Temu duetowi jest - w porównaniu z liczną konkurencją - zdecydowanie najbliżej do tego drugiego, choć jego członkowie postanowili jednak nie uciec do końca na swej debiutanckiej płycie w stronę instrumentalnych kompozycji. Zaprosili do współpracy kilkoro młodych wokalistów i udało im się wraz z nimi stworzyć kilka nader przebojowych piosenek.

 

5. Coldplay "A Head Full Of Dreams"

Ten zespół to już dziś w zasadzie perpetuum mobile sceny muzycznej - jedna z tych grup, która może na swojej płycie umieścić cokolwiek, a i tak miliony fanów na całym świecie ją kupią. Pierwszy singel promujący ten album był dość zaskakujący - owszem, Coldplay od dawna nie jest już zespołem czysto gitarowym, ale tak czy owak niemal orkiestrowa aranżacja i ślady bardzo niecodziennych inspiracji, były sporym zaskoczeniem. Cała płyta aż tak eksperymentalna nie jest, a kalejdoskopowy obrazek na okładce jest znakomitą metaforą mnogości pomysłów z najróżniejszych muzycznych planet, która się na niej znalazła.

 

6. Enya "Dark Sky Island"

W Enyi Polacy zakochani są od dawna. Uwielbiają jej muzykę, bliską celtyckim klimatom, które zawsze cieszyły się nad Wisłą sporą sympatią, uwielbiają jej niezwykły głos, uwielbiają oniryczne brzmienie jej piosenek. Jej nowa, pierwsza od siedmiu lat, płyta będzie więc wyśmienitym prezentem dla wielu osób - Enya nie od dziś łączy bowiem pokolenia i środowiska. Irlandzka artystka sama nagrała prawie wszystkie partie instrumentalne, ale najważniejsze dla fanów jest oczywiście to, że piosenki ozdobiła swoim rozpoznawalnym w pierwszej chwili głosem.

 

7. Seong-Jin Cho s/t

Tej płyty z pewnością nie zabraknie w tym roku pod polskimi choinkami. Nawet mimo tego, że jeszcze pół roku temu o tym artyście nie słyszał w Polsce nikt, poza kilkoma czujnymi obserwatorami środowiska młodych azjatyckich pianistów. Ale wszystko się zmieniło w związku z tegorocznym Konkursem Chopinowskim, który - ku zaskoczeniu chyba wszystkich - przyciągnął przed ekrany zaskakująco potężną publiczność. Ta - było nie było niszowa i specjalistyczna - impreza nigdy wcześniej nie cieszyła się tak masową popularnością. Nic dziwnego, że zwycięzca tej rywalizacji z miejsca stał się w Polsce prawdziwą gwiazdą.

 

8. Disclosure "Caracal"

Ten zespół to spełniony sen branży muzycznej. Młodzi angielscy artyści - nota bene: bracia - grają muzykę, która potencjalnie podobać się może wszystkim, którzy mają dziś od 15 do 45 lat i lubią granie, przy którym nogi same rwą się do tańca. Muzycy w bardzo umiejętny sposób prześlizgują się przez wszystkie ważne nurty muzyki tanecznej z ostatnich trzech dekad, przygotowując z tych inspiracji barwny i przebojowy koktajl. Druga płyta grupy nie zawiodła oczekiwań, z góry wiadomo, że młodzi muzycy będą w nadchodzącym sezonie gwiazdami połowy letnich festiwali, warto więc zapoznać się z ich propozycją już dziś.

 

9. John Newman "Revolve"

Newman to dziś jeden z najważniejszych, a przede wszystkim - najbardziej popularnych wokalistów na brytyjskiej scenie popowej. A nie od dziś wiadomo, że co wielkie za Kanałem La Manche, wielkie jest też i w większości Europy, Polski nie wykluczając. Z pewnością znajdzie się więc sporo chętnych, żeby pod choinkę włożyć komuś drugi album 25-letniego dziś artysty. Płytę promował ciepło przyjęty singel "Come And Get It" - co prawda nie miał, jak poprzednie popularne piosenki Newmana, słowa "love" w tytule, ale i tak sprawił, że płytą zainteresowało się sporo fanów.

 

10. Adele "25"

Jeszcze jedna tegoroczna samospełniająca się przepowiednia sceny muzycznej. Było wiadomo, że kiedy tylko angielska wokalistka obudzi się z wielomiesięcznej artystycznej hibernacji, cały świat znów oszaleje na jej punkcie. I tak rzeczywiście było: kiedy tylko Adele przywitała się sakramentalnym "Hello", singel natychmiast słychać było wszędzie: od Los Angeles do Tel Avivu, od Bergen do Madrytu. Trzeci pełnometrażowy album wokalistki, tak jak wszystkie poprzednie, miał w tytule kolejne cyfry, odnoszące się do wieku artystki w chwili, gdy powstawały zawarte na nim piosenki. Jego gigantyczny sukces był w zasadzie formalnością.

 

11. Smolik / Kev Fox

To jeden z największych sukcesów na polskiej scenie muzycznej w ostatnim czasie. Sukces z jednej strony jak najbardziej przewidywalny - bo każda płyta firmowana przez Smolika okazuje się skarbnicą przebojów, z drugiej - trochę zaskakujący, bo jeden z najbardziej utytułowanych i szanowanych polskich producentów wydał swoją najnowszą płytę niemal znienacka. Tym razem postanowił zaprosić do współpracy zagranicznego artystę, angielskiego wokalistę, który z miejsca bardzo dobrze poczuł się i odnalazł na polskiej scenie.

 

12. Zakopower "Drugie pół"

Miłość Polaków do góralszczyzny w najróżniejszych postaciach w kolejnych pokoleniach nie ustaje ani trochę. Znakomicie radzą sobie na scenie muzycznej artyści, którzy w ten czy inny sposób wykorzystują elementy tradycji z okolic Zakopanego - zarówno ci, którzy przepisują ją jeden do jeden, jak i ci, którzy - jak choćby Gooral - przerabiają ją bardzo mocno na współczesną modłę. Nic więc dziwnego, że wielką popularnością cieszy się zespół Zakopower. Grupa na swojej czwartej płycie łączy elementy kultury góralskiej i polskiej tradycji estradowej sprzed pół wieku.

 

13. Lianne La Havas "Blood"

Wiele wskazuje na to, że już niedługo to może być jedna z najważniejszych artystek na współczesnej scenie ambitnego popu, neosoulu czy dynamicznego r'n'b. Bo ta młoda Angielka ma wszystko, co potrzeba, żeby zwrócić na siebie uwagę: talent, osobowość i... świetne refreny. Jej druga płyta, przebojowa, oryginalna i różnorodna, a także jej pełne energii koncerty są najlepszymi dowodami na to, że to nie jest po prostu kolejna wylansowana przez producentów gwiazda, ale artystka z osobowością.

 

14. Fismoll "Box Of Feathers"

Kariera tego wokalisty to prawdziwy fenomen. Zaczynał stojąc samotnie z akustyczną gitarą na mikroskopijnych scenach w ciasnych klubach, dziś we wszystkich miastach, do których przyjeżdża grać koncerty, fani nie są w stanie pomieścić się w największych salach. Na dodatek na scenie występuje dziś wraz z nim prawdziwa mini-orkiestra. Wszystko za sprawą piosenek z najdelikatniejszym brzmieniem i niemal szeptanymi liniami wokalnymi. Okazało się, że dziś jest w Polsce czas na taką muzykę, a Fismoll jest tym artystą, który szeroko otworzył przymkniętą do tej pory furtkę, do której zbliżają się właśnie jego liczni naśladowcy.

 

15. The Neighbourhood "Wiped Out"

Idealni "chłopcy z sąsiedztwa" przypomnieli o sobie w tym roku sporą ilością koncertów i wydaną jesienią drugą płytą. Album "Wiped Out!" okazał się jeszcze większym sukcesem niż wydana dwa lata temu płyta "I Love You" - w rodzimych Stanach zespołowi udało się nawet wspiąć na sam szczyt listy sprzedaży. Tak jak w przypadku poprzedniego albumu, także ten najnowszy wypełniony jest arcyprzebojowym gitarowym pop rockiem, który znakomicie sprawdza się zarówno na płycie, jak i zagrany na żywo.

 

16. Dawid Podsiadło "Annoyance And Disappointment"

Dawid Podsiadło to fenomen, jakiego na polskiej scenie nie było od lat. To artysta, który zamienia w gigantyczny sukces wszystko, czego się tylko dotknie. Za swoją pierwszą płytę zebrał cały zestaw Fryderyków, gra koncerty tylko w największych salach, a bilety rozchodzą się w mgnieniu oka, zaskarbił sobie miłość niemal wszystkich recenzentów i całej branży. Nic więc dziwnego, że jego drugi album był jednym z najbardziej oczekiwanych wydawnictw roku. I znów wszyscy są zgodni - bardzo wysokie oczekiwania zostały zaspokojone w pełni. Ta płyta zdaje się więc być idealnym prezentem świątecznym.

 

17. Hurts "Surrender"

Ten zespół niezmiennie cieszy się sporą sławą wśród polskiej publiczności. Co ciekawe - grupie udała się sztuka, która udaje się rzadko: zaczynała jako zespół kierujący swoją twórczość raczej do publiczności alternatywnej, żeby szybko zdobyć sporą popularność w znacznie szerszych kręgach. Dwóch, zawsze bardzo eleganckich, Anglików proponuje na swoim trzecim albumie kolejny zestaw przebojowych, elektronicznych piosenek z lekką dozą melancholii. O tym jak przebojowe są kompozycje zespołu świadczy najlepiej fakt, że na dziesięć utworów, które znalazły się na płycie, ponad połowa została wydana na singlach i znakomicie radziła sobie w zestawieniach sprzedaży.

 

18. Seal "7"

Cyfra w tytule może być trochę myląca, bo to w zasadzie dziewiąty, a nie siódmy, album tego angielskiego artysty. Matematyczne zagadki zdecydowanie odchodzą jednak na bok, kiedy chodzi o kolejny - pierwszy po czteroletniej przerwie - materiał wokalisty uwielbianego na całym świecie. Seal nie zawiódł swoich fanów, dostarczając im godzinę przebojowego grania, w którym - jak zawsze - na plan pierwszy wysuwają się elementy gorącego soulu i mocnego r'n'b. Współtwórcą tego materiału jest Trevor Horn, o którym mówi się, że to człowiek, który "wymyślił muzykę lat 80-tych".

 

19. Besides "Everything Is"

Jedna z najbardziej zadziwiających karier na polskiej scenie muzycznej ostatnich lat. Zespół wywodzi się z jak najbardziej alternatywnych kręgów, gra niszową muzykę, której daleko do standardowych radiowych przebojów, a jednak doczekał się sporej popularności i uznania. Muzycy wierni są od początku swej działalności estetyce post-rockowej: długim, rozbudowanym kompozycjom instrumentalnym, w których kluczową rolę odgrywają potężnie brzmiące gitary. Zdecydowali się na udział w telewizyjnym programie dla młodych muzyków, który wygrali, zdobywając sporą sławę, a przy okazji wprowadzając ten gatunek na muzyczne salony.

 

20. The Corrs "White Light"

Klimaty celtyckie, a przede wszystkim - irlandzkie, w Polsce są w cenie od bardzo dawna. Nic więc dziwnego, że sporą popularnością cieszy się nad Wisłą irlandzki zespół The Corrs. Złożona z licznego rodzeństwa formacja łączy w swojej muzyce rock z tradycyjnym folkiem. Grupa istniała w latach 1990-2005, a w tym roku, ku uciesze fanów, powróciła po dekadzie zawieszenia działalności i przypomniała o sobie premierową, szóstą w dyskografii płytą, która zyskała nader przychylne recenzje krytyków.

 

21. Muse "Drones"

Jeden z tych zespołów, których pozycja pozwala na całkowitą swobodę artystyczną. Mówiąc krótko: ta trójka Anglików cieszy się takim zaufaniem swoich licznych fanów, że może sobie pozwolić na wszystko. Muzycy Muse na swej najnowszej płycie nawet nie próbowali więc specjalnie kombinować i eksperymentować - dokładnie wiedzą, czego oczekuje ich publiczność. I dają im to w dużej ilości: potężnie brzmiące riffy, przebojowe refreny i sporą dawkę patosu. I jeszcze jeden znak rozpoznawczy swojej twórczości - zaangażowane teksty wokalisty. Tym razem - zgodnie z tytułem płyty - jej leitmotivem jest kwestia bezpieczeństwa i prawa do prywatności.

 

22. Simply Red "Big Love"

Ten album to pamiątka jeszcze jednego wielkiego tegorocznego powrotu. Oto bowiem po pięcioletniej przerwie na wydanie kolejnej płyty zdecydowali się muzycy pochodzącego z Manchesteru zespołu Simply Red. Grupa, powstała w 1985 roku, a więc w samym środku eksplozji charakterystycznej manchesterskiej muzyki alternatywnej, nie miała z nią nic wspólnego, promując autorski pomysł na mocno zaprawiony soulem pop. Na "Big Love" zespół udowadnia, że ten pomysł nadal się sprawdza.

 

23. The Weeknd "Beauty Behind the Madness"

Na początku dekady kanadyjski producent i wokalista, który naprawdę nazywa się Abel Makkonnen Tesfaye, zaczął publikować w internecie swoje pierwsze utwory. Kiedy w 2013 roku wydawał swoją debiutancką płytę "Kiss Land" uznawany był za alternatywnego artystę, który próbuje swoich sił w gatunkach bliskich scenie popowej, a przede wszystkim - r'n'b. Wydana niedawno druga płyta katapultowała go na szczyty list przebojów. I wszystko wskazuje na to, że Kanadyjczyk zaczyna się tam zadomawiać na dobre.

 

24. Years & Years "Communion"

Świetny przykład niemal wzorcowej kariery na współczesnej scenie muzycznej. Ci młodzi angielscy muzycy zaczęli od wydania singla w małej wytwórni niezależnej, chwilę potem mieli już podpisany kontrakt z kultową oficyną Kitsune - prawdziwym inkubatorem wielkich karier na scenie muzyki okołoelektronicznej, a po kilku miesiącach debiutancki album ukazał się nakładem dużej wytwórni. Podobnie było w Polsce: w ciągu kilku miesięcy zespół awansował z pozycji grupy występującej na kameralnym, przeznaczonym dla ciekawych debiutantów, poznańskim festiwalu Spring Break, na jedną ze scen Open'era.

 

25. Lana Del Rey "Honeymoon"

Kalifornijska artystka zdaje się być coraz bardziej odklejona od rzeczywistości, co nijak nie przeszkadza jej - a może właśnie wręcz pomaga - nagrywać coraz lepszych płyt. Tym razem, na swoim czwartym pełnowymiarowym wydawnictwie, Del Rey jak nigdy wcześniej zbliża się do iście apokaliptycznej atmosfery i funeralnego klimatu. Co wcale nie oznacza, że ta płyta nie nadaje się na prezent świąteczny. Wręcz przeciwnie - te mroczne ballady, pełne trudnej miłości, zgorzknienia, przemocy i najróżniejszych gorących uczuć, brzmieć będą zimowymi wieczorami wyśmienicie.

 

26. Kendrick Lamar "To Pimp a Butterfly"

W tym roku to właśnie Lamar był królem - choć pretendentów do hiphopowego tronu nie brakowało. Ale to właśnie Kalifornijczyk wydał płytę, która zachwyciła wszystkich: krytyków i fanów, a dziś trafia na wysokie miejsca wszystkich zestawień najważniejszych i najciekawszych albumów roku. Krytycy chwalą ją za muzyczną różnorodność, fani cenią przebojowe utwory i mocne, szczere teksty, które bezwzględnie rozliczają się z jawnym i ukrytym rasizmem.

 

27. Beach House "Depression Cherry"

To jeden z tych zespołów alternatywnych, którego twórczość bez żadnego problemu, bez żadnych osłon i zabezpieczeń, trafić może do szerszej publiczności. Amerykański duet porusza się w granicach gatunku zwanego dream popem, który opiera się na łagodnym brzmieniu i niemal onirycznych kompozycjach. Muzycy grupy są wierni wypracowanej przez ponad dekadę swojej działalności estetyce - trzymają się jej także na swojej najnowszej płycie, a raczej - najnowszych płytach, bo w tym roku, w krótkim odstępie czasu, bez wielkich zapowiedzi i przygotowań, wydali dwa pełnowymiarowe albumy - oprócz "Depression Cherry" światło dzienne ujrzała także płyta zatytułowana "Thank Your Lucky Stars".

 

28. Drake "If You're Reading This It's Too Late"

Kolejny przykład tendencji czy mody na współczesnej scenie muzycznej - wydawania płyt w zasadzie z dnia na dzień, bez wcześniejszych zapowiedzi i wielotygodniowego promowania materiału wydawanymi wcześniej singlami. Kanadyjski raper ot tak, w zasadzie niemal z dnia na dzień, opublikował zbiór swoich najnowszych kompozycji. Ci wszyscy, którzy zachwycili się występem muzyka podczas tegorocznego gdyńskiego Open'era, powinni być równie szczęśliwi słuchając jego najnowszej płyty.

 

29. Björk "Vulnicura"

Kiedy jedna z największych indywidualności i osobowości na współczesnej scenie muzycznej wydaje kolejną płytę - nie ma się co zastanawiać, trzeba sprawdzić, co się na niej znalazło. Björk planowała wydanie albumu w marcu, ale fakt, że wyciekł on do sieci dużo wcześniej sprawił, że przyśpieszyła datę premiery o dwa miesiące. Po płytach dotykających wielkich dzisiejszych problemów ludzkości - np. spraw związanych z ekologią, tym razem islandzka artystka zdecydowała się na wypowiedź dużo bardziej osobistą - zapis jej walki z traumą po rozstaniu z wieloletnim partnerem. Krytycy i publiczność przyjęli ten smutny album z zachwytem, a artystka zdecydowała się wydać kilka miesięcy po premierze jego instrumentalną wersję.

 

30. D'Angelo "Black Messiah"

Jeszcze jeden - obok Drake'a - artysta, któremu występ na tegorocznym festiwalu Open'er zdecydowanie poprawił notowania w Polsce i przysporzył wielu polskich fanów. Historia życia i kariery D'Angelo to materiał na osobny, bardzo duży, tekst z licznymi zwrotami akcji i zaskakującymi sytuacjami. Dość powiedzieć, że po imponującym rozpoczęciu kariery na przełomie wieków, amerykański mistrz współczesnego popu, mocno podlanego sosem funkowo-soulowym, zniknął aż na piętnaście lat. W tym roku powrócił z entuzjastycznie przyjętym albumem i koncertami, które do jego twórczości przekonywały najbardziej niechętnych.

 

31. Courtney Barnett "Sometimes I Sit and Think, and Sometimes I Just Sit"

Prawdziwe objawienie sceny alternatywnej, artystka, której twórczość może się okazać ciekawa także dla publiczności spoza alternatywnej niszy. To dobiegająca dziś trzydziestki gitarzystka i wokalistka z Australii, która przebojem wdarła się na światowe sceny swoimi wyśmienitymi piosenkami: pod względem muzycznym są głębokim ukłonem wobec blues-rockowej tradycji, a ich siłą są osobiste, czasem mocno prowokatorskie i bezczelne teksty. I jeszcze koncerty, na których dziewczyna z drugiego końca świata porywa publiczność swoją spontanicznością i energią.

 

32. Florence And The Machine "How Big, How Blue, How Beautiful"

To była jedna z płyt całkowicie i bezapelacyjnie skazanych na sukces. Angielska grupa od lat kroczy ścieżką, na której nie zdarzają się potknięcia i błądzenie - nawet złamana na koncercie noga nie przeszkadza dać publiczności tego, czego oczekuje. Już po pierwszych singlach zwiastujących nowy album było wiadomo, że fani mogą być spokojni: to były prawdziwe hymny z przebojowymi melodiami, wielkimi refrenami i tekstami, z którymi utożsamić mógł się niemal każdy. Kiedy album się ukazał okazało się, że cały wypełniony jest właśnie takimi piosenkami. A wielka trasa koncertowa tylko potwierdziła, że ten zespół rozdaje dziś karty na scenie lekko alternatywnego popu.

 

33. Alabama Shakes "Sound & Color"

Ameryka wiedziała, że ten zespół jest wielki już dawno, Europa mogła się o tym przekonać właśnie w tym roku. Punkt wyjścia zdaje się być dość ryzykowny: hipsterzy grający klasyczny soulowy rock sprzed pół wieku. Ale ten pomysł w pełni uwiarygodniała liderka i wokalistka grupy: Brittany Howard to prawdziwe nowe wcielenie Niny Simone, Arethy Franklin czy kilku innych "dam śpiewających bluesa". Głos ma niemal niewiarygodny, a ekspresję tak imponującą, że na koncercie nie sposób oderwać od niej wzroku ani na moment. Druga płyta grupy, pełna znakomitych kompozycji, bardzo umocniła jej pozycję na dzisiejszej scenie muzycznej.

 

34. Ellie Goulding "Delirium"

To była jedna z najbardziej oczekiwanych płyt tego roku. Ale przecież nie mogło być inaczej w przypadku jednej z najbardziej popularnych dziś artystek na scenie pop, która od trzech lat nie wydała nowego, pełnowymiarowego materiału. Szybko okazało się, że wokalistka - we współpracy ze sporym, międzynarodowym zestawem producentów - przygotowała tym razem zestaw utworów, obliczonych na stanie się wielkimi popowymi przebojami. Wszystko jest na dobrej drodze, a kiedy Angielka, zaraz po nowym roku, wyruszy na kilkumiesięczną trasę koncertową, o niej samej i o jej nowej płycie z pewnością będzie głośno.

 

35. Carly Rae Jepsen "Emotion"

Wydawać by się mogło, że kanadyjska artystka jest nową twarzą na światowej scenie popowej. Ale to oczywiście nieprawda - Jepsen pnie się po prostu w swoim własnym tempie na szczyt popularności. Zaczynała w telewizyjnym programie dla młodych talentów już w połowie poprzedniej dekady, a szaleństwo wokół niej zaczęło się wraz z publikacją singla "Call Me Maybe", który w 2012 roku był najlepiej sprzedającą się piosenką na świecie. Na tak przygotowany grunt artystka śmiało mogła rzucić swój najnowszy materiał - album pełen popowych przebojów bardzo mocno inspirowanych latami 80-tymi.

 

36. Selena Gomez "Revival"

Aktorka, modelka, projektantka mody. I oczywiście - utalentowana i coraz popularniejsza wokalistka. Gomez zaczynała karierę jeszcze jako dziecko, grając w filmach przeznaczonych dla najmłodszych widzów. Nie było trudno przewidzieć, że zdobytą w ten sposób sławę będzie chciała wykorzystać, żeby zaprezentować także inną stronę swej twórczej aktywności, debiutując na scenie muzycznej w szeregach kierowanego przez siebie zespołu The Scene. Przełomowy okazał się dla niej w tym względzie rok 2013, kiedy światło dzienne ujrzał "dorosły" film z jej udziałem, "Spring Breakers", a także debiutancki album solowy "Stars Dance". W tym roku artysta wydała kolejny zestaw piosenek, który został przyjęty nader ciepło.

 

37. New Order "Music Complete"

Ponoć ma to być ostatnia płyta klasyków, pionierów i mistrzów alternatywnej elektronicznej muzyki tanecznej. Oby te deklaracje nie okazały się prawdą. Zanim się okaże, czy duma muzycznego Manchesteru zaproponuje jeszcze kiedyś swoim fanom jakieś premierowe kompozycje, można w tym roku położyć pod choinką najnowszy materiał zespołu. Jego tytuł odnosić się może w pewnym sensie do jego gatunkowej rozpiętości: obok utworów mocno gitarowych, bliskich temu, co grupa prezentowała trzy dekady temu, znaleźć tu można kompozycje niemal dyskotekowe.

 

38. Bob Dylan "Shadows in the Night"

Kiedy ojciec chrzestny współczesnej muzyki wydaje płytę, nie dyskutuje się i nie krytykuje, tylko słucha się jej w skupieniu. Tym bardziej, że jest czego słuchać. Muzyczni malkontenci i rewizjoniści mogą sobie oczywiście - tak jak to robią od lat - opowiadać historie o tym, że Dylan nie ma głosu i od lat zagubił się kompletnie, jeśli chodzi o przynależność gatunkową swojej muzyki, ale w obliczu tej płyty ich wszystkie argumenty natychmiast bledną. Dylan nagrał stare piosenki Sinatry w tak stylowy i poruszający sposób, że nie ma w ogóle o czym gadać. Tego po prostu trzeba posłuchać.

 

39. Ibeyi "Ibeyi"

To jeden z najbardziej egzotycznych zespołów na dzisiejszej scenie nieoczywistego popu. Ale swoją pozycję, popularność i uznanie te dwie dziewczyny zawdzięczają przecież nie tylko swojemu nietypowemu pochodzeniu. Siostry Diaz mają mocno pokręcone, choć może we współczesnym świecie wcale nie tak niezwykłe pochodzenie, w którym znaleźć można tropy europejskie, kubańskie i afrykańskie. Daje im to możliwość konstruowania piosenek z wykorzystaniem elementów tradycji i kultur z różnych stron świata. I dzięki temu ich napełnione soulem i r'n'b elektroniczne granie brzmi naprawdę oryginalnie. Debiutancki album był świetnym dowodem na to, że ich eklektyczna, multikulturowa formuła sprawdza się znakomicie.

 

40. Mark Ronson "Uptown Special"

To artysta skromny, ale tak naprawdę to przecież jeden z najważniejszych producentów na współczesnej scenie popowej. W ciągu swojej kilkuletniej kariery miał okazję współpracować z tyloma ważnymi postaciami dzisiejszej muzyki, że wymienienie choćby kilku nazwisk natychmiast budzi szacunek. Bo to właśnie on jest odpowiedzialny za kariery takich artystek jak: Amy Winehouse, Adele czy Lily Allen. Ronson, jak to producenci współpracujący z gwiazdami, od czasu do czasu wydaje coś pod własnym nazwiskiem. Jego najnowsza, trzecia płyta, przyniosła m.in. gigantyczny globalny przebój "Uptown Funk" i sporo innych, zdecydowanie wartych poznania, utworów.

 

41. Róis~n Murphy "Hairless Toys"

To artystka niezmiennie ukochana przez polską publiczność - posłusznie kupuje ona wszystkie jej płyty i stawia się niezawodnie na jej kolejnych koncertach nad Wisłą (w tym roku jeden z nich odbył się nad Wisłą całkiem dosłownie - wokalistka wystąpiła na festiwalu Audio River w Płocku, na nadwiślańskiej plaży). Irlandzka artystka występowała na początku wieku w popularnym zespole Moloko, w połowie poprzedniej dekady wydała dwie bardzo cenione płyty solowe, po czym zniknęła na dłuższy czas. Wróciła w tym roku albumem, tak jak poprzednie, pełnym przebojowego grania z pogranicza muzyki tanecznej i ambitnego popu.

 

42. Father John Misty "I Love You, Honeybear"

Artysta, którym zachwyciła się w tym roku spora część sceny alternatywnej, ale przystępność jego propozycji sprawia, że równie dobrze mogą go słuchać ci, którym na co dzień bliżej raczej do popu. Muzyk wywodzi się ze sceny alternatywnego folku - przez lata grał w słynnej formacji Fleet Foxes, ale na najnowszej płycie wydanej pod pseudonimem Father John Misty słychać raczej mało tego typu brzmień. Owszem, nie brakuje na tym albumie akustycznych instrumentów, ale artysta poszedł raczej w stronę klasycznych piosenek, opartych na wpadających w ucho melodiach. Ważną rolę w tych utworach odgrywają też ironiczne, pisane mocno pod włos teksty.

 

43. The Prodigy "The Day Is My Enemy"

Tego zespołu nie trzeba w Polsce przedstawiać chyba nikomu, kto słucha muzyki. Grupa z powodzeniem trafia do publiczności w różnym wieku i o najróżniejszych zainteresowaniach muzycznych - to chyba jeden z bardzo nielicznych zespołów świata, który potrafi zagrać na imprezie znanej jako Woodstock i na festiwalu Open'er, wzbudzając taki sam entuzjazm bardzo przecież odmiennej publiczności, uczestniczącej w tych wydarzeniach. Angielscy muzycy przez ostatnie lata byli bardzo aktywni, jeśli chodzi o granie koncertów, ale do studia nagraniowego raczej się nie wybierali - najnowszy album wydany więc został aż cztery lata od premiery poprzedniego.

 

44. Halsey "Badlands"

Od dawna jest na amerykańskiej scenie popowej miejsce dla niezbyt grzecznych dziewcząt, artystek, którym daleko jest do stylu wielkich popowych dam - wolą być krzykliwe, zadziorne, nie do końca przewidywalne, choć oczywiście nie przekraczające pewnych granic. Koniec końców grają przecież w tę samą grę, tylko trochę innymi pionkami. Oto kolejny przykład tego typu artystki - dziewczyna, która nie ucieka przed dość nietypowymi jak na scenę popową brzmieniami i prowokacyjnymi tekstami. Zaczynała od nagrywania piosenek we własnej sypialni i publikowania ich w internecie, dziś ma w dorobku oficjalny debiut, który trafił na czołówki list sprzedaży. A przebój "New Americana" amerykańskie rozgłośnie radiowe grały nieustannie przez całą jesień.

 

45. Grimes "Art Angels"

Na koncertach potrafi być niemal punkowo hałaśliwa i mocna, ale jej najnowsza płyta w tym kontekście brzmi wyjątkowo łagodnie i subtelnie. Ale najważniejsze, że jednocześnie brzmi niezwykle oryginalnie, jest wciągająca i zachwycająca. Kanadyjska artystka imponuje swoją wszechstronnością i wielkim talentem. Jej najnowsza płyta to bardzo wyrazisty manifest mocnej artystycznej osobowości, a zarazem - zbiór przebojowych kompozycji, których po prostu znakomicie się słucha. Wiele wskazuje na to, że przyszły rok będzie należał właśnie do niej - jej nowa płyta pod choinką będzie ku temu znakomitą rozgrzewką.

 

46. Bokka "Don't Kiss And Tell"

Najbardziej tajemniczy, a zarazem - niezwykle ceniony - polski zespół na scenie szeroko rozumianego alternatywnego popu, potwierdza swoją drugą płytą, że zainteresowanie, którym obdarzyli go nie tylko polscy, ale i zagraniczni dziennikarze, nie jest w żaden sposób przypadkowe. Grupa przebojem wkroczyła na międzynarodową scenę singlem, który zrobił furorę w wielu miejscach muzycznego świata i pełnymi żaru występami na żywo w zasłaniających twarze maskach i kostiumach. Członkom grupy do dziś udaje się zachować anonimowość i podtrzymywać zainteresowanie swoją twórczością.

 

47. Oly. "Home"

W tej płycie, jak w soczewce skupia się kilka ważnych zjawisk i fenomenów współczesnej polskiej sceny muzycznej. To kolejny przypadek artystki, która korzenie ma w nurcie "sypialnianym" - zaczynała od nagrywania piosenek we własnej sypialni i publikowania ich w internecie. Kolejny przypadek artystki, która z czasem rozbudowała swój zespół i swoje brzmienie i dziś występuje w wieloosobowym składzie. Kolejny przypadek artystki, której karierę przyspieszył Robert Amirian, jedna z najbardziej znaczących postaci na współczesnej rodzimej scenie muzycznej. Wreszcie kolejny przypadek artysty wydawanego przez pilnie i skutecznie szukającą nowych talentów wytwórnię Next Pop. A pomijając to wszystko - to po prostu kolejny przypadek artystki, która ma w dorobku kilka przebojowych i chwytliwych piosenek.

 

48. Król "Wij"

To jeden z najbardziej pracowitych artystów na współczesnej polskiej scenie alternatywnej. W ciągu ostatnich lat wydał kilka płyt: najpierw z zespołem Kawałek Kulki, potem jako połowa duetu UL/KR, a ostatnio - już pod własnym nazwiskiem. Twórczość Króla przez ten czas ewoluowała od prostego, gitarowego indie rocka przez mroczną i połamaną elektronikę do dzisiejszej postaci, w której estetyka akustycznego singer/songwritingu zderza się z brudną elektroniką. Siłą twórczości tego wykonawcy są także nietypowe, poetyzujące teksty piosenek, jedne z ciekawszych na dzisiejszej polskiej scenie muzycznej.

 

49. Kobiety "Podarte sukienki"

Powrót gdańskiego zespołu na dawno upatrzone pozycje. Niewiele słychać na tej płycie klimatów calypso-latino, pod znakiem których stało poprzednie wydawnictwo grupy. Słuchając najnowszych piosenek Kobiet można odnieść wrażenie, że muzycy po kilku płytach odważnie romansujących z nieco bardziej popową estetyką, postanowili powrócić do swoich korzeni i zabrzmieć dużo bardziej alternatywnie. Nie na tyle jednak, żeby odstraszyć i zniechęcić tych, którzy polubili zespół za przebojowe melodie i wpadające w ucho refreny.

 

50. Chłopcy Kontra Basia "O"

Jeden z najciekawszych tegorocznych projektów na polskiej scenie muzycznej. Muzycy, którzy od dawna słynęli z zainteresowania polską kulturą ludową i przepisywania jej na współczesny język, tym razem postanowili przyjrzeć się i przypomnieć gatunek zupełnie dziś zapomniany i mocno lekceważony - tzw. pieśni dziadowskie, tradycyjne ludowe ballady z narracyjnymi tekstami, pełnymi niezwykłych wydarzeń i baśniowych elementów. Doświadczeni muzycy zamienili dawne pieśni w świeżo brzmiące piosenki, w których folk przenika się z jazzem i kilkoma innymi gatunkami.

Więcej o: