Morrissey: pogodzony z losem artysta żegna się ze światem

To był zupełnie inny Morrissey niż kiedyś. Nie kaprysił, nie miał humorów, nie grał gwiazdy. Na festiwalu Flow w Helsinkach zaśpiewał kilka piosenek i wyznawał publiczności miłość.

W Helsinkach zakończyła się kolejna edycja festiwalu Flow, jednej z imprez tworzących wielką skandynawską trójkę - to imprezy odbywające się w ten sam weekend w trzech krajach Skandynawii. Dwie pozostałe to Way Out West w Goeteborgu i Oya w Oslo. 

Fiński festiwal słynie z kilku nietypowych cech: odbywa się na terenie dawnej elektrowni, zrewitalizowanej w ciekawy sposób na potrzeby kultury, a w jej programie mieści się bardzo szerokie spektrum wykonawców: od popowych, rockowych i hiphopowych gwiazd przez przedstawicieli bardzo mocnej w Skandynawii sceny jazzowej aż do radykalnych awangardowych eksperymentatorów.

Tegoroczna edycja miała kilku bohaterów, ale na plan pierwszy wysunął się jeden z najbardziej kapryśnych artystów na dzisiejszej scenie, Morrissey.

Flow Festival w Helsinkach 2016Flow Festival w Helsinkach 2016 Mat. prasowe

Poruszające pożegnanie

Muzyk zaskoczył wszystkich. Nie tylko swoją niezłą formą fizyczną i wokalną, która u człowieka wymęczonego chorobą i niekończącymi się wojnami ze wszystkimi, nie była czymś oczywistym. Zaskoczył jednak przede wszystkim tym, że... wcale nie był kapryśny. Mało tego, sprawiał raczej wrażenie stonowanego, potulnego, w smutny sposób pogodzonego ze światem i z losem. Można było wręcz odnieść wrażenie, że w obliczu nieuchronnego, wyraźnie zbliżającego się wielkimi krokami zakończenia kariery, Morrissey godzi się ze światem i żegna ze swoimi fanami.

 

Mistrz nasączania muzyki emocjami tym razem posunął się w tym jeszcze dalej niż zwykle - jego fiński występ był prawdziwą lawiną wzruszeń: udzielały się one zarówno widzom, jak i samemu wokaliście, który kilka razy ocierał płynące z oczu łzy. Wielokrotnie, na różne sposoby, dawał publiczności do zrozumienia, jak bardzo ją kocha i jak bardzo jest szczęśliwy, że może dla niej występować. - Och, mieszkańcy Helsinek - mówił między utworami - kocham wasze miasto bardziej niż jedzenie.

Cieszę się, że mogłem tu wrócić. Nie zabrakło także mocnych deklaracji i oświadczeń o bardzo zaangażowanym charakterze. - Za nic nie możemy pozwolić, żeby politycy przejęli pełną kontrolę nad światem - mówił Morrissey ze sceny. - Wspólnie mamy o wiele większą siłę niż oni, musimy to wykorzystać. Piosenka "Meat Is Murder" stała się natomiast, jak zawsze, przyczynkiem do mocnej agitacji przeciwko zabijaniu zwierząt: na ekranie za sceną pojawiły się brutalne sceny z rzeźni.

O tym, jak bardzo zmieniły Morrisseya niedawne wydarzenia z jego życia, najlepiej świadczyło chyba jednak samo zakończenie koncertu. Po godzinie występu na scenę wszedł ktoś z obsługi technicznej i poinformował, że czas koncertu dobiegł końca. Morrissey, wyraźnie zaskoczony i rozczarowany, nawet nie próbował dyskutować czy robić awantury, umówił się tylko z zespołem, która z kilkunastu piosenek z listy utworów do wykonania, powinna zakończyć ten koncert. Na koniec powiedział jeszcze publiczności coś, co zabrzmiało w kontekście tego emocjonującego występu bardzo wymownie i poruszająco. - Pamiętajcie, cokolwiek się zdarzy, bardzo was kocham.

Flow Festival w Helsinkach 2016Flow Festival w Helsinkach 2016 Mat. prasowe

Trzy ważne koncerty

Podczas trzydniowej imprezy w Helsinkach można było zobaczyć sporo innych wykonawców. Genialny pod co najmniej kilkoma względami koncert zagrał Anderson .Paak. Ten, teoretycznie, raper przez prawie godzinę pokazywał, że gatunkowe klasyfikacje nie mają dla niego żadnego znaczenia, że energią mógłby obdzielić co najmniej kilku innych kolegów z branży, że można z powodzeniem rapować grając iście jazzowe rytmy na perkusji i że koncert hiphopowy może być bardzo daleki od gatunkowego schematu.

Podczas festiwalu w interesujący i inspirujący sposób korespondujące ze sobą widowiska zaprezentowały w niedzielny wieczór dwie panie: Sia i Anohni. W obu przypadkach muzyka była tylko tłem dla ich popisów wokalnych, ale przede wszystkim - niezwykłej oprawy wizualnej.

Sia zaprezentowała znane już z amerykańskich koncertów widowisko, w którym na pierwszym planie był zrealizowany wcześniej film i odtwarzający go na scenie aktorzy - artyści specjalizujący się w teatrze tańca. Ten pomysł wywracał do góry nogami wiele - zdawałoby się: niepodważalnych - reguł dotyczących grania koncertów, a samo widowisko nabierało tym samym wymiaru bez mała rewolucyjnego. Trzeba, po prostu: trzeba będzie je zobaczyć w najbliższy piątek w Krakowie, gdzie artystka wystąpi w ramach Kraków Live Festival - to widowisko może na trwałe zmienić zasady gry na koncertowych arenach całego świata.

Flow Festival w Helsinkach 2016Flow Festival w Helsinkach 2016 Mat. prasowe

Anohni - artystka, która odwołała w ostatnich dniach kilka koncertów, w tym ten na katowickim Off Festiwalu - zdecydowała się wystąpić pierwszy raz po chorobie. Owszem, stała na środku sceny, od stóp do czubka głowy zasłonięta specjalną szatą, ale tak naprawdę skrywała się za pokazywanymi na ekranie, filmowanymi w dużym zbliżeniu, często zapłakanymi, twarzami anonimowych kobiet, należących do najróżniejszych etnicznych mniejszości. "Śpiewały" one poszczególne piosenki, a mocno zaangażowane politycznie i społecznie teksty o przemocy, prześladowaniach czy inwigilacji, "włożone" w ich usta zabrzmiały jeszcze mocniej i jeszcze bardziej przekonująco niż na płycie.

Stary mistrz, obiecujący debiutanci

Nie najlepiej wypadł natomiast niestety koncert Iggy Popa, który przypominał bardziej rocznicowe odgrywanie przebojów w kasynie w Las Vegas. W przeciwieństwie do wiosennej trasy, podczas której Pop w towarzystwie Josha Homme'a promował swoją nową płytę, tym razem ojciec chrzestny kilku podgatunków rocka poszedł trochę na łatwiznę: na czele przeciętnie grającego zespołu przedstawił przekrojowy zestaw obowiązkowy swoich przebojów z kilku dekad.

Owszem, dobiegający siedemdziesiątki artysta dał z siebie wszystko, owszem, te piosenki po raz kolejny okazały się wiecznie żywe, ale poczucie lekko festyniarskiego podejścia do tego koncertu mogło zepsuć cały efekt.

Flow Festival w Helsinkach 2016Flow Festival w Helsinkach 2016 Mat. prasowe

Na festiwalu nie zabrakło miejsca na występy kilku młodych, pilnie obserwowanych talentów z rożnych krajów. Na największej scenie zaprezentowała się m.in. Laura Mvula, jedno z głośniejszych nazwisk na scenie neo-soulu. Angielka pokazała spore możliwości głosowe, ale jej występ jako całość nie porywał. Z jednej strony jej niemal elegijny repertuar nie najlepiej sprawdził się w festiwalowych okolicznościach, z drugiej - spory zespół, który jej towarzyszył, zdawał się być raczej pogubiony niż zwarty i czujny.

Znacznie lepiej wypadła Dua Lipa - wywodząca się z Kosowa angielska modelka coraz pewniej kroczy ścieżką przeznaczoną dla nowych twarzy sceny popowej. Kilka niezwykle przebojowych piosenek i spore jak na debiutantkę obycie sceniczne - lata pracy na modowych wybiegach robią swoje - mogą się dla niej okazać kluczem do sporego sukcesu.

Flow Festival w Helsinkach 2016Flow Festival w Helsinkach 2016 Mat. prasowe

Spośród lokalnych wykonawców, których w programie helsińskiego festiwalu było oczywiście sporo, najciekawiej wypadł chyba Jaakko Eino Kalevi, który - choć wciąż niedługo po debiucie - w swej ojczyźnie jest już sporą gwiazdą. Swoim wyważonym, a jednocześnie pełnym energii koncertem pokazał, że to nie przypadek: po mistrzowsku nawigował między indie-popową przebojowością i psychodelicznymi zakamarkami, przez cały czas trzymając w ryzach tendencje do zbyt abstrakcyjnych improwizacji.
Przemysław Gulda

Komentarze (4)
Morrissey: pogodzony z losem artysta żegna się ze światem
Zaloguj się
  • comeonbabe

    Oceniono 10 razy 4

    Bardzo mi smutno, że Moz w Stodole nie był taki pogodzony ze światem i szanujący publiczność. Cały czas mam żal i jest mi przykro. Nie mam niestety czasu żeby za nim jeździć na koncerty i czekać na jego dobry humor. Po 30 latach (ja go słucham od prawie tylu lat) nie robi się tego wiernym fanom...

  • Caro Emerald

    Oceniono 1 raz 1

    Jakkolwiek szanuję trud włożony przez autora w napisanie tekstu, trzeba przyznać, że nie przestudiował dokładnie tematu, o którym tutaj pisze. Wprowadza czytelnika w błąd - Morrissey powiedział to, co zwykle mówi, nie było żadnego nietypowego dla niego zdania. Było o tym już wiele razy, ale powtórzę: w Stodole zszedł ze sceny, bo najprawdopodobniej źle zrozumiał jeden z komentarzy. Po podobnym komentarzu w Helsinkach też mógłby tak samo zejść (to się zdarzało potem i co prawda nie schodzi od razu, ale skraca koncerty).

  • bob2436

    0

    Wiem, że nie na temat, ale błagam was o odpowiedź. Chodzi mi o te dziwną ażurową konstrukcję w kształcie cylindra, najlepiej widoczną na ostatnim zdjęciu - po prawej stronie zdjęcia. Co to do diabła jest? Widywałem coś takiego w różnych miastach i a chiny nie mogłem znaleźć żadnej informacji. Przypomina toto niedokończony zbiornik paliwa w rafinerii, ale na pewno nim nie jest, bo w Rzymie stoi w miejscu, gdzie na pewno żadna rafineria nie powstanie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX