Imany: wobec tego, co się dzieje w świecie, nie sposób śpiewać piosenek o pogodzie

Była lekkoatletką, modelką, dziś Imany to jedna z największych gwiazd francuskiej sceny muzycznej, niezwykle popularna także w Polsce m.in. dzięki piosence "You Will Never Know". Teraz wraca z nową płytą.
 

Imany właśnie wydała nowy album, zatytułowany "The Wrong Kind Of War", a jesienią wybiera się na kilka koncertów do Polski. W rozmowie z Gazeta.pl zdradza, dlaczego na jej płycie jest tyle polityki i czym oprócz śpiewania chciałaby się zająć.

Przemysław Gulda: Właśnie ukazała się twoja kolejna płyta, album zatytułowany "The Wrong Kind Of War". Jak powstawały piosenki, które się na niej znalazły?

Imany: Ta płyta powstawała bardzo długo: trzy lata, a w gruncie rzeczy nawet jeszcze dłużej. To było celowe działanie, chciałam mieć dużo czasu, żeby móc wszystko dobrze przygotować, przemyśleć, uniknąć błędów, głupich pomyłek, które ciągnęłyby się potem za mną już zawsze. Byliśmy w bardzo wygodnej sytuacji, nikt nas nie poganiał, nie musieliśmy się śpieszyć ani ograniczać. Żeby móc uświadomić sobie, czym była praca nad tym albumem, trzeba wiedzieć, że podczas sesji nagraniowych powstało sześćdziesiąt piosenek. Wybraliśmy z nich tylko dwanaście, które ostatecznie trafiły na płytę. Chcieliśmy mieć pewność, że wybieramy tylko te naprawdę najlepsze.

Materiał na ten album powstawał w Dakarze. Jak tam trafiliście?

- Praktyczna przyczyna była w zasadzie bardzo banalna: mój producent ma tam dom, w którym urządził studio nagraniowe. Studio domowe daje zupełnie inny komfort pracy niż tradycyjne miejsca, w których nagrywa się muzykę. Mieszkając i pracując w jednym miejscu, można się odciąć od całego świata i skupić tylko na pracy. I tego właśnie potrzebowaliśmy podczas pracy nad tym albumem: żadnych telefonów, żadnych spraw, rodzinnych obiadów i wypadów do klubów ze znajomymi. W tak dużym i pełnym bodźców mieście jak Paryż, zupełnie nie byłoby to możliwe. Dakar dał nam to, czego potrzebowaliśmy - całkowite odcięcie od rzeczywistości.

Ale jest jeszcze oczywiście druga kwestia, którą w pełni uświadomiliśmy sobie już na miejscu - Dakar, klimat tego miasta, jego niezwykła atmosfera, okazały się mieć bardzo duży wpływ na brzmienie naszego materiału. Powiem wprost: zakochałam się w tym miejscu, w artystycznym środowisku, które tam działa, w tych malowniczych małych uliczkach. Nie było sposobu, żeby ta miłość nie przeniosła się na muzykę, która powstawała w tym miejscu. Jestem pewna, że to słychać na tej płycie.

Koncert Imany w BydgoszczyKoncert Imany w Bydgoszczy Fot. Grażyna Marks / Agencja Gazeta

Muzyka muzyką, ale niezwykle ważna jest na twojej nowej płycie warstwa tekstowa. To zaskakująco mocno polityczna płyta...

-...a na początku zupełnie nic tego nie zapowiadało! Kiedy zaczynaliśmy pisać piosenki na ten album, nie miałam żadnych założeń, żadnych konkretnych planów, co do jego tematyki, co do spraw, o których chciałam powiedzieć. Co więcej: skupiałam się wtedy raczej na brzmieniu słów, a nie na ich znaczeniu. Traktowałam swój głos tylko jako jeden z instrumentów w zespole i dbałam tylko o to, żeby słowa piosenek układały się w ładne melodie. Dopiero potem zrozumiałam, że mam do dyspozycji narzędzie, którego nie mogę nie wykorzystać. Od tego czasu moje teksty zaczęły nabierać zupełnie innego wymiaru i zaczęła się w nich pojawiać zupełnie inna tematyka.

Kiedy piosenek zaczynało być coraz więcej, zauważyłam, że właściwie wszystkie mają taki właśnie, polityczny, zaangażowany wymiar.

Nawet te o miłości napisałaś w taki sposób, że można je odczytywać przez pryzmat konfliktu, wojny.

- Bo przecież wszystko podszyte jest miłością, wszystko jest z nią związane, wszystko z niej wynika. Z nią albo często z jej brakiem. Wojna to przecież w gruncie rzeczy właśnie brak miłości. Kiedy pisze się piosenkę o braku miłości nietrudno więc złapać się na tym, że w którymś momencie stała się ona piosenką o wojnie.

Dobrze, ale przecież nie chodzi o to, że piosenki o wojnie "wyszły" ci przez przypadek.

- Oczywiście, że nie. Myślę, że ta tendencja do pisania utworów o poważnych sprawach wzięła się u mnie z dwóch, łączących się w jakimś sensie spraw: po pierwsze - w ostatnim czasie bardzo dojrzałam, wydoroślałam. Po drugie - coraz wyraźniej zauważam, jak bardzo i jak szybko zmienia się świat, w którym żyjemy, jak wiele dzieje się w nim rzeczy, z którymi trudno się pogodzić. Bardzo szybko dotarło do mnie, że w tej sytuacji, w obliczu tego, co dzieje ze światem, nie mogę stać z boku i śpiewać piosenek o pogodzie. Muszę zająć stanowisko, zabrać głos w ważnych sprawach, muszę się zaangażować. Dlatego piosenki na tej płycie są właśnie takie.

 

Jedna z twoich piosenek poświęcona jest Nelsonowi Mandeli. Dlaczego jest to dla ciebie na tyle ważna postać?

- To, że ta piosenka poświęcona jest właśnie Mandeli wynika z tego, że bezpośrednią inspiracją do jej powstania była wiadomość o jego śmierci. Dzień po tym, kiedy dotarła do nas informacja o tym, że nie żyje, zebraliśmy się w studiu. Postanowiliśmy uczcić jego pamięć i oddać mu hołd, pisząc o nim piosenkę. Ale oczywiście ten utwór ma znacznie szerszy wymiar i więcej bohaterów, którzy nie pojawiają się w nim bezpośrednio.

Chodzi o takie postaci jak np.: Che Guevara, Gandhi, Malcolm X czy Angela Davis - osoby, które są dla mnie bardzo ważne, a dla wszystkich mogą stać się bardzo mocnym źródłem inspiracji i siły. Nawet kiedy wydaje nam się, że jesteśmy w trudnej sytuacji, a nasza walka jest skazana na sromotną klęskę, warto sobie o nich przypomnieć i uświadomić, że oni mieli o wiele gorsze położenie, a mimo to nie poddawali się i walczyli o to, co było dla nich ważne.

Zwykle grywasz koncerty z zespołem, ale czasem - jak w ostatni poniedziałek w Warszawie - zdarza ci się występować w bardzo minimalistycznej odsłonie, tylko z akompaniamentem akustycznej gitary. Które z tych koncertów są dla ciebie bardziej wymagające?

- Oczywiście, że te akustyczne. To są występy, powiedziałabym, bez asekuracji. Kiedy mam za sobą cały zespół, a to często oznacza nawet ośmiu muzyków, mogę być spokojna, że nawet jeśli coś mi nie wyjdzie, nawet jeśli mam danego wieczoru mniej energii, zawsze znajdzie się ktoś, kto uratuje sytuację i weźmie na siebie ciężar koncertu. A kiedy jestem na scenie prawie sama, tylko z gitarzystą, nie mam się za kim schować. To jest trochę stresujące, choć z drugiej strony, mam oczywiście poczucie, że podczas takich występów kontakt z publicznością jest dużo bliższy, niemal intymny. To trochę jak transmisja myśli i emocji prosto z serca do serca.

Koncert Imany w BydgoszczyKoncert Imany w Bydgoszczy Fot. Grażyna Marks / Agencja Gazeta

Powiedziałaś kiedyś, że twoje życie i życie każdego człowieka, żeby być bogate musi się składać z etapów, w których odgrywa się różne role. Byłaś już lekkoatletką i modelką, teraz jesteś wokalistką. Kiedy myślisz o przyszłości, w jakiej roli się widzisz?

- Chciałabym znaleźć kiedyś czas na to, żeby napisać książkę. Chodzi mi to po głowie już od dłuższego czasu, może więc tym kolejnym etapem, kolejną rolą będzie właśnie rola pisarki. Myślę też o scenariuszu filmowym, a może nawet scenariuszach - mam już kilka konkretnych pomysłów, ale ciągle nie mam czasu, żeby się nimi zająć na poważnie. Czuję, że chciałabym wręcz wyreżyserować te filmy. I sama jestem ciekawa, czy to się kiedykolwiek zdarzy. Ale spokojnie, póki co jeszcze trochę pośpiewam.

Jesienna trasa Imany w Polsce składać się będzie z trzech koncertów: w czwartek (13 października) artystka wystąpi w gdańskim klubie Stary Maneż, w piątek (14 października) - w jednej z hal Międzynarodowych Targów Poznańskich, a w sobotę (15 października) w stołecznej Progresji.