Leonard Cohen nie żyje. Pięknie pożegnał się ze światem

Leonard Cohen wielokrotnie powtarzał w ostatnim czasie, że jest gotowy na śmierć. Ale czy to sprawia, że łatwiej się z nią pogodzić jego fanom?

Świat muzyki poniósł kolejną w ostatnim czasie bolesną stratę: po śmierci Davida Bowiego, Lemmy'ego Killmistera i Prince'a, odeszła jeszcze jedna legenda - Leonard Cohen. Wokalista, autor tekstów, pisarz zmarł w wieku 82 lat w swoim domu w Los Angeles. Rodzina nie ujawniła dokładnej przyczyny śmierci, syn artysty, Adam Cohen, zapewnił tylko, że "ojciec umarł spokojnie, do ostatniej chwili pracując i prezentując swoje niezwykłe poczucie humoru. Tuż przed śmiercią udało mu się dokończyć album, który uważał za jedno ze swoich najwspanialszych dzieł".

Poruszające pożegnanie

Rzeczywiście, opublikowana zaledwie kilkanaście dni przed śmiercią artysty płyta, zatytułowana "You Want It Darker" to album na tyle interesujący, że w dyskografii kanadyjskiego barda wyróżniać się będzie nie tylko dlatego, że ją zamknie. Artysta umieścił na tej płycie zestaw piosenek z jednej strony świetnie nadających się na definicję jego specyficznego stylu, z drugiej - na swój sposób przebojowych, z trzeciej wreszcie - niezwykle poruszających.

 

Bo co innego powiedzieć można o delikatnych, napełnionych melancholią balladach, w których ponad 80-letni starzec bardzo wyraźnie i jednoznacznie żegna się ze światem, z przyjaciółmi, miłościami i przyjemnościami życia, w których wspomina najważniejsze momenty swojego barwnego życia, w których umawia się z bogiem, jakby chciał wynegocjować warunki swojego odejścia. Te piosenki już w dniu premiery płyty robiły wielkie wrażenie, dziś, kiedy śmierć artysty nadała im dodatkowego wymiaru, wywołują ciarki na plecach. Trudno wyobrazić sobie piękniejsze i bardziej znamienne artystyczne pożegnanie.

Mocny głos, mocne teksty

Leonard Cohen urodził się w 1934 roku w żydowskiej rodzinie z polskimi korzeniami, mieszkającej w Montrealu. Debiutował jako pisarz i do końca życia miał ambicje literackie. Kiedy jego pierwsze próby pisarskie - dwie powieści, opublikowane w połowie lat 60-tych - nie spotkały się z wielkim zainteresowaniem publiczności i uznaniem krytyki, zdecydował się spróbować swoich sił jako autor tekstów piosenek, a także - ich wykonawca.

Okazało się, że to strzał w dziesiątkę - już debiutancki album artysty, wydana w 1967 roku płyta "Songs Of Leonard Cohen" zwróciła uwagę na jego samego i charakterystyczne cechy jego twórczości: mocny, niski głos, melorecytacje zamiast klasycznego śpiewu, minimalistyczne brzmienie i pełne oryginalnych metafor teksty. Te ostatnie wyróżniały się bardzo mocno na tle propozycji innych artystów - od samego początku było jasne, że bliżej im raczej do poezji niż zwykłych tekstów piosenek.

Leonard CohenLeonard Cohen Mario Anzuoni / REUTERS / REUTERS

Choć potem, podczas trwającej prawie pół wieku kariery, artyście zdarzały się romanse z różnymi gatunkami i stylistykami - bywało przecież i tak, że nagrywał płyty wypełnione elektronicznym brzmieniem - to właśnie te elementy pozostały jego znakami rozpoznawczymi aż do śmierci.

Nieśmiertelne przeboje

Wiele utworów Cohena weszło na zawsze do kanonu współczesnej muzyki. Pierwszym, który zwrócił uwagę na kanadyjskiego wokalistę była piosenka "Suzanne" z debiutanckiej płyty. Inne wielkie przeboje Cohena to m.in.: "Sisters Of Mercy", "Dance Me To The End Of Love", "First We Take Manhattan" czy "I'm Your Man".

Ale utworem, który doczekał się największej sławy jest bez dwóch zdań piosenka "Hallelujah". Tę przypominająca religijny hymn balladę Cohen opublikował w 1984 roku. Potem doczekała się niezliczonych wersji: nagrywali je m.in.: Bob Dylan, Willie Nelson czy Jeff Buckley, którego wykonanie zyskało popularność większą od tej, którą cieszył się oryginał. Dziś piosenka należy do obowiązkowego repertuaru każdego uczestnika wszystkich telewizyjnych konkursów dla młodych talentów.

 

W Polsce artysta dość wcześnie doczekał się bardzo skutecznego promotora i propagatora swojej twórczości w osobie Macieja Zembatego. Tłumaczył on teksty Cohena i wykonywał z powodzeniem na koncertach. Dużo sympatii Cohenowi przysporzyło w Polsce także jego poparcie dla demokratycznej opozycji w latach 80-tych.

Więcej o: