Ania Rusowicz: Zróbmy sobie w święta przerwę od hejtu

- Parę osób odradzało mi ten pomysł, twierdząc że to ryzykowne, by nagrywać płytę świąteczną w Polsce. Zadziałało to na mnie tym bardziej motywująco, bo lubię robić rzeczy, których boją się inni - mówi o inspiracji do nagrania płyty z pastorałkami Ania Rusowicz.

Czy te pastorałki wejdą na stałe do polskich śpiewników świątecznych? Ich autorka ma taką nadzieję. Właśnie ukazała się świąteczna płyta Ani Rusowicz zatytułowana "RetroNarodzenie".

 

Przemysław Gulda: Skąd pomysł, żeby nagrać tak nietypową płytę?

Ania Rusowicz: Pomysł urodził się parę lat temu. Siedzieliśmy z mężem Hubertem przy stole wigilijnym i po raz kolejny w tle z winylowej płyty brzmiała muzyka Franka Sinatry i Binga Crosby’ego. Stwierdziliśmy wówczas, że fajnie byłoby posłuchać czegoś nowego. Jesteśmy fanami zimy. Chyba wolimy ją bardziej niż lato. Lubimy jak pada śnieg, jeździmy na snowboardach. Dla nas okres Świąt Bożego Narodzenia to super czas. Spędzamy go często w górach z przyjaciółmi. Jest wtedy dużo zabawy i beztroski.

A jeśli tak głębiej sięgnąć dna serca, powód jest też taki, że święta Bożego Narodzenia były ostatnimi jakie spędziłam w moim domu rodzinnym, z całą rodziną w komplecie. To moje ostatnie wspomnienie, jakie mam z tamtego miejsca.

Anna RusowiczAnna Rusowicz Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta

Jak powstawały utwory, które trafiły na płytę? W większości są twojego autorstwa. Czy pisałaś je specjalnie na ten album czy zebrałaś kompozycje z różnych lat?

- Chodziłam, myślałam i myślałam, ale nie miałam pojęcia, jak się za to zabrać. Nie miałam w tym żadnego doświadczenia: wiedziałam jak napisać piosenkę psychodeliczną, ale pastorałkę? I przyszedł dzień, kiedy usiadłam do pianina i zaczęło wychodzić. Ale pojawiła się inna kwestia: wokół mnie znalazło się parę osób, które odradzało mi ten pomysł, twierdząc że to ryzykowne, by nagrywać płytę świąteczną w Polsce. Zadziałało to na mnie tym bardziej motywująco, bo lubię robić rzeczy, których boją się inni. Jestem zodiakalnym baranem, więc przecieram szlaki.

Gdy wydawałam płytę „Mój Big Bit”, a potem psychodeliczny album „Genesis”, nie było w Polsce tak dużej mody na muzykę vintage i każdy patrzył na mnie jak na nienormalną. Potem zrobiła się moda i trwa z powodzeniem do dziś. Do muzyki vintage’owej nawiązują też teraz polscy artyści tacy jak: Dawid Podsiadło, Organek, Natalia Przybysz czy Brodka. Okazało się, że w narodzie jest wielka potrzeba powrotu do naturalnych brzmień z dawnych lat.

Jak zadziałało połączenie estetyki świąteczno-pastorałkowej z rock’n’rollem? Nie baliście się, że to może spowodować jakiś zgrzyt: muzyczny czy obyczajowy?

- Ten zgrzyt istnieje, mam wrażenie, tylko w Polsce. Na całym świecie artyści wydawali i wydają płyty świąteczne i nie ma w tym żadnego obciachu. Zrobili tak m.in. muzycy takich zespołów jak: Ramones, Kiss, White Snake, Beach Boys, Deep Purple, nawet Sex Pistols i Iggy Pop, a w dzisiejszych czasach np. kontrowersyjna Lady Gaga i nie tylko. Święta Bożego Narodzenia stały się elementem popkultury. Oczywiście, święta te wywodzą się z religii chrześcijańskiej, ale czy Coca Cola przygotowując reklamy ze św. Mikołajem wykorzystuje to jako główny powód?

Osobiście mam wielu znajomych, którzy są ateistami, agnostykami albo buddystami, a normalnie, po chrześcijańsku, obchodzą święta, przystrajają choinkę i siadają do stołu wigilijnego. Jest wiele paradoksów na tym świecie. Poza tym Jezus był największym hipisem na świecie. Wyglądał jak hipis i głosił przepiękne idee, za które był w stanie umrzeć. Jakby spojrzeć na tę sytuację bez całej martyrologii, to jest właśnie cała esencja hipisowskiego „Peace & Love”.

Ania RusowiczAnia Rusowicz Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta

W materiałach prasowych twojej nowej płyty pojawia się określenie „radość wspólnego muzykowania”. Jaka atmosfera panowała podczas sesji nagraniowej tego albumu?

- Impreza na maksa. Świetny, radosny czas. Mam dziką satysfakcję, bo udało nam się zrobić coś pod prąd i nietuzinkowego. Coś, co zostanie na lata i ma szanse żyć na nowo każdego roku. Poza tym nie poszłam na łatwiznę. Nie zaśpiewałam tradycyjnych polskich kolęd. Nie o to mi chodziło. Chciałam wejść w pewną tradycję.

W latach 60-tych, a czerpię z nich inspirację, zespoły nagrywały komercyjne piosenki świąteczne: Skaldowie, Czerwone Gitary, Filipinki. Miałam też wzniosły cel, by poszerzyć polską kulturę o nowe pastorałki. Kto wie, może za sto lat będą mnie cytować jak mistrza Karpińskiego? Marzenia trzeba mieć wielkie, zwłaszcza gdy robi się rzeczy czyste i z dobrą intencją.

Jak dobierałaś gości, którzy pojawili się w studiu podczas nagrań?

- Przede wszystkim zaprosiłam przyjaciół. Ludzi, z którymi się prywatnie znam i lubię. Ta płyta miała być symbolicznym stołem wigilijnym, a zazwyczaj święta spędza się z rodzina i przyjaciółmi.

Który z gości okazał się najbardziej krnąbrny we współpracy, a który najbardziej cię czymś zaskoczył?

- W związku z tym, że są to ludzie mi bliscy, nikt nie robił mi pod przysłowiową górę. Przy nagrywaniu było parę śmiesznych sytuacji, ale to nie dla wiadomości publicznej. Artyści to zwariowani ludzie.

Ania RusowiczAnia Rusowicz Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Płyty z materiałem tego typu mają, siłą rzeczy, żywot ograniczony tylko do czasu okołoświątecznego. Jak będziecie promować te piosenki? Przygotowujecie jakieś okołobożonarodzeniowe koncerty z tym repertuarem?

- Fajnie byłoby grać te koncerty w formie musicalowej. Stworzyć coś na kształt szopki bożonarodzeniowej.

Jakie znaczenie mają dla ciebie święta Bożego Narodzenia?

- Ostatnio złapałam się na tym, że dostaję albo sama wysyłam wiadomości do znajomych o treści: „Zdrowych, spokojnych, pełnych miłości...”. I te życzenia są naprawdę prawdziwe, bo zazwyczaj okres świąt w polskich domach, to czas ostrej „nerwówy”, pogoni za prezentami, obżarstwa czy rodzinnych kłótni. Ani w tym spokoju, ani zdrowia... Myślę, że dobrze byłoby, żeby w te święta każdy z nas zrobił sobie choć krótką przerwę od hejtu, spojrzał na innych łaskawiej. Pani w sklepie na klienta, jedni politycy drugich, tych którzy mają odmienne poglądy i racje. Wszystkim nam dobrze by to zrobiło.

Jak obchodziłaś święta jako dziecko, jak obchodzisz je dziś?

- Kolosalna zmiana nastąpiła, kiedy przestałam wierzyć w Świętego Mikołaja. Jako dziecko bardzo wierzyłam, że istnieje, aż w pewne święta przyszedł w adidasach i czar prysł. Nic już nie było takie same jak kiedyś.

Jaka jest twoja ulubiona kolęda?

- „Cicha noc”.

Więcej o:
Komentarze (1)
Ania Rusowicz: Zróbmy sobie w święta przerwę od hejtu
Zaloguj się
  • maczores

    Oceniono 3 razy 1

    Świetna płyta, dobrze skomponowana, zagrana i zaśpiewana a to rzadkość w polskiej piosence. Można słuchać przez cały rok.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX