"Tajne koncerty" na Primavera Sound. Tego nikt się nie spodziewał! Fani oszaleli

Festiwal Primavera Sound zaskoczył w tym roku fanów muzyki - wielką niespodzianką ostatniego dnia był kolejny już "tajny koncert" - tym razem był to występ grupy Haim.

W niedzielę, a właściwie już w poniedziałkowy ranek, w Barcelonie zakończyła się tegoroczna edycja festiwalu Primavera Sound. Przez kilka dni pod scenami tej ważnej i popularnej imprezy przewinęło się w sumie 200 tys. osób, z czego połowę stanowili Hiszpanie, a drugą - goście z kilkudziesięciu krajów z całego świata.

Rozmach, rytuały i niespodzianki

Ostatnim dniem głównej części festiwalu była sobota, w niedzielę odbywały się jeszcze "deserowe" koncerty na kilku scenach w centrum miasta.

Sobotnim headlinerem była kanadyjska formacja Arcade Fire, oczekiwana przez publiczność jeszcze bardziej niż przed festiwalem, za sprawą rewelacyjnego "tajnego koncertu", który bez zapowiedzi zagrała przed garstką widzów pierwszego dnia imprezy. Drugi koncert miał znacznie większy rozmach i pokazał, że muzycy są w znakomitej formie przed rozpoczęta właśnie w Barcelonie trasą koncertową.

Spore zainteresowanie wzbudził też występ Grace Jones. Pod względem wizualnym, ale i muzycznym, a przede wszystkim - rytmicznym, bardzo mocno nawiązywał do plemiennych rytuałów rodem z Afryki. Sama artystka wzbudzała natomiast uwagę nie tylko swoją żywiołowością, ale i nietypowymi, odważnymi kreacjami: wyglądała jak postać z plemiennych legend, "ubrana" tylko w gorset i wymalowane na całym ciele symbole.

Grace Jones na Primavera Sound 2017Grace Jones na Primavera Sound 2017 Eric Pamies

Przygotowujący codzienne niespodzianki dla widzów i tym razem nie zawiedli: niemal o świcie na jednej ze scen nieoczekiwanie pojawiła się wielka gwiazda nieoczywistego popu - amerykańska kobieca formacja Haim. Dla członkiń grupy, które ostatnio pracowały nad nową płytą, był to pierwszy duży koncert od dłuższego czasu, a dla widzów - tym większa niespodzianka.

Dziewczęta wypadły znakomicie: zagrały zestaw największych przebojów, w które wplątały premierowe kompozycje. Na różne sposoby pokazywały też, że mocno stęskniły się za graniem na żywo. Koncert zakończyły wykonując najnowszy singel, który przerodził się w porywającą perkusyjną improwizację na sześć rąk. Publiczność była zachwycona.

"Nie było żadnej Al Kaidy"

Największym odkryciem ostatniego dnia festiwalu okazało się być trio Swet Shop Boys, wykonujące radykalnie polityczny, a przy tym mocno zabawny hip hop. Mimo, że ich występ odbywał się o bardzo wczesnej porze, przyciągnął spory tłum, a członkowie grupy postarali się, żeby widzowie nie nudzili się ani przez moment.

Ci, którzy woleli tańczyć, bawili się bez opamiętania przy dynamicznych podkładach, ci którzy przyszli raczej posłuchać tekstów, dostali trzy kwadranse politycznego wykładu, podanego z dużym humorem - podczas piosenki o coraz bardziej upokarzających praktykach, związanych z bezpieczeństwem na lotniskach, której symbolem stała się konieczność przechodzenia bez butów przez całą strefę kontroli, muzycy ostentacyjnie pozbyli się obuwia i skakali po scenie boso.

Najmocniejszym momentem koncertu był ten, w którym jeden z raperów w całkowitej ciszy wygłosił ze sceny płomienny tekst, będący jednocześnie porywającym hiphopowym poematem i radykalnym politycznym manifestem.

Swet Shop Boys na Primavera Sound 2017Swet Shop Boys na Primavera Sound 2017 Alba Ruperez

- Nic wam nie mówi to, że wcale nie wysadzają się żadni imigranci, ale chłopaki z gett na północy, skazani przez biały kapitalizm na życie w skrajnej biedzie i na marginesie? - pytał brytyjski artysta. - Nie było żadnej Al Kaidy, to tylko wymysł, stworzony po to, żeby mieć więcej kontroli.

Wspólny głos mniejszości

Koncert w Barcelonie, pierwsze spotkanie zespołu z dużą publicznością w Europie, był kolejną ważną cezurą związaną z jej fenomenem. Swet Shop Boys to wynik spotkania dwóch artystów z zupełnie innych światów: Simanshu Suri to nowojorski raper z hinduskimi korzeniami, występujący od lat w cieszącym się dość niszową popularnością zespole Das Rasist, Rizwan Ahmed to natomiast wychowany w rodzinie brytyjskich muzułmanów raper i poeta, szerszej publiczności znany jednak przede wszystkim jako aktor - ostatnio można go oglądać w popularnym serialu HBO "The Night Of".

Zaczęli razem rapować do nietypowych podkładów, pełnych sampli z tradycyjnej muzyki arabskiej i hinduskiej, kiedy zauważyli, że mają bardzo podobne problemy. Że przedstawiciele mniejszości etnicznych, niezależnie od tego, jak bardzo ich skóra jest ciemniejsza od białej, narażeni są na podobne traktowanie i podobne upokorzenia.

Piosenki grupy bardzo szybko stały się zjawiskiem przekraczającym granice krajów i kontynentów, czymś czego od dawna szukali na scenie muzycznej przedstawiciele mniejszości innych niż czarna, wspólnym głosem, jednoczącym przedstawicieli różnych grup. Jak to działa w praktyce, świetnie było widać na barcelońskim koncercie, gdzie pod sceną zebrali się i świetnie wspólnie bawili, młodzi ludzie o hinduskich, arabskich i innych pozaeuropejskich korzeniach. Mimo wszystkich różnic między tradycjami, w których byli wychowani, znakomicie odnajdowali się w piosenkach raperów Swet Shop Boys o codziennej nietolerancji i ksenofobii.

Bojkot artystów to niejedyny skandal w długiej historii festiwalu w Opolu

Więcej o:
Komentarze (1)
"Tajne koncerty" na Primavera Sound. Tego nikt się nie spodziewał! Fani oszaleli
Zaloguj się
  • niedlapoprawnosci

    Oceniono 2 razy 2

    Ja prl.... a muzyce coś będzie czy tylko o rapujących politycznie raperach. O koncercie Arcade Fire ledwie kilka linijek. I nawet nie wiadomo czemu był świetny, wiadomo że był z rozmachem. O grace jones, że była pomalowana i miała odważne kreacje. O Haim, że zagrały nowe kawałki i stęskniły się za graniem... Boże...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX