New Cage: piosenki Johnny Casha przekraczają granice gatunków

Przyjrzeli się utworom wielkiego amerykańskiego mistrza i nagrali je po swojemu. Tak powstał zarys płyty projektu New Cage, przygotowanej przez dwójkę muzyków obecnych od lat na polskiej scenie: Joannę Halszkę Sokołowską i Bartka Tycińskiego. Płyta zespołu New Cage nazywa się "Wszystko Jutro" i jest dostępna w sprzedaży od 6 czerwca.

Przemysław Gulda: Nagraliście właśnie płytę, którą wypełniają w dużej części nowe wersje klasycznych piosenek Johnny’ego Casha. Dlaczego postanowiliście przybliżyć i przypomnieć właśnie tego wykonawcę? Jak wybieraliście utwory Casha, które chcieliście zagrać po swojemu?

Joanna Halszka Sokołowska: Parę lat temu znajomi wymyślili, że mogłabym zaśpiewać jego piosenki na otwarciu jednego z ich warszawskich klubów. Skojarzenie było proste: przestrzeń przypominała więzienne podwórko, chodziło więc o przywołanie konkretnego koncertu, który Cash zagrał dla grupy więźniów. Pomysł od razu mi się spodobał, trafiał w moją fascynację formą melodyjnych piosenek gitarowych, w których prosto można wyrazić rzeczy wielkie, w których szczerość - bo w takim śpiewie nie ukryje się żadnych uczuć - przeplata się ze sceniczną kreacją, czyli czasem jedną wielką ściemą…

Od jakich piosenek zaczęłaś?

Joanna Halszka Sokołowska: Od dwu pierwszych piosenek, które przyszły mi do głowy bez większego namysłu („First Time Ever I Saw Your Face” i „Ring of Fire”). Zaczęłam coś nagrywać; wszystko zapowiadało się wspaniale, jednak dość szybko stało się jasne, że do takiego grania potrzebny jest co najmniej jeden mistrz gitary. Dlatego zapytałam Bartka Tycińskiego co o tym sądzi - graliśmy wtedy razem w Der Father i we wspólnym projekcie zespołu Mitch & Mitch i Zbigniewa Wodeckiego.

New CageNew Cage Olga Pulwarska

I jak zareagował na tę propozycję?

Joanna Halszka Sokołowska: Zasugerował, żeby zacząć od minimalnej wersji dwuosobowej. Wtedy wspólnie wybraliśmy i opracowaliśmy piosenki, które lubiliśmy. Okazało się, że obydwoje nie wiemy, jakie tak naprawdę mamy podejście do grania coverów. Jesteśmy twórcami i zawsze swój własny materiał wydawał się czymś bardziej wartościowym. Dla pewnej równowagi, czyli na wypadek gdybyśmy jednak woleli grać rzeczy autorskie, do materiału zaczęliśmy dołączać więc swoje kompozycje. Nagle okazało się, że wreszcie jest miejsce na piękny utwór („Nothing”), do którego kiedyś zaczęłam śpiewać Bartkowi jakiś tekst. Sama też wygrzebałam swoje piosenki, które chciałam śpiewać z piękną gitarą (jedna z nich „No Heart” zagrała już wcześniej w filmie w kompletnie innej wersji - na orkiestrę smyczkową). Zapanował entuzjazm, symetria i równowaga: po dwie piosenki od każdego, do tego spójny klimat gitarowo-melodyjno-uczuciowy.

A kim jest Cash dla ciebie?

Bartek Tyciński: Johnny Cash wielkim artystą był. To jest fakt niezaprzeczalny. Lubię jego głos, piosenki wykonane przez niego, jego sposób gry na gitarze i złoty tron, który miał w domu. Jednak pojawienie tematu Casha było pretekstem do powstania czegoś więcej niż tylko nagrania „tribute to Johnny” lub „polska starsza młodzież śpiewa Casha” lub „the best of Johnny Cash”.

Do czego dokładnie?

Bartek Tyciński: Chciałem założyć  zespół z Halszką Sokołowską, chciałem grać proste piosenki. Kiedy Halszka zaproponowała Casha, zareagowałem z entuzjazmem i powiedziałem „ok.”. Wszystko zaczęło się układać w spójną całość. Zaczęliśmy grać utwory, które wykonywał Cash. Nie wszystkie były jego kompozycjami. Czyli wpisaliśmy się w tradycję grania i śpiewania i przekazywania dalej utworów, które nam się podobają i dodawania czegoś od siebie. Wybraliśmy kompozycje, które chcieliśmy zagrać po swojemu. Czyli te, które nam się szczególnie podobały i do nas przemawiały i które chcieliśmy przemielić na nasze podobieństwo. Na płycie nagraliśmy po dwa autorskie utwory. Swoje wybrałem dlatego, że pasowały do ogólnego klimatu i koncepcji.

Jak pracowaliście nad kolejnymi piosenkami? Co najbardziej chcieliście zachować w swoich wersjach, a czego woleliście się pozbyć?

Bartek Tyciński: To jest skomplikowane w moim przypadku. Są momenty lub utwory, kiedy sprawia mi przyjemność czyste odtwarzanie najbliższe oryginałowi. Tak było np. gdy z Warszawską Orkiestrą Rozrywkową odegraliśmy płytę zespołu Brasilian Octopus z 1968 roku lub gdy gramy utwory grupy Helmet. Są też takie gdzie ingerencja czy dekonstrukcja materiału jest tak naturalna, że aż się sama robi. Natomiast tym razem nie zrobiliśmy według mnie żadnej rewolucji. Odtworzyliśmy te piosenki, ale przepuściliśmy je przez filtr naszych muzycznych doświadczeń. Jedne piosenki pozostały prawie nie zmienione, a inne trochę. Pozostały wszystkie teksty i linie melodyczne.

New CageNew Cage Olga Pulwarska

Które piosenki wymagały najwięcej pracy?

Joanna Halszka Sokołowska: Nasze covery powstawały z założeniem zachowania melodii i tekstów, ale z dużą wolnością aranżacyjną. Najszybciej „złapaliśmy” te wersje, w których forma miała być bliska zwykłemu „odegraniu” utworu. Tak było z „Walk The Line”. „Ain’t no Grave” okazał się jednorazowym strzałem kompletnie wariackiej próby, chociaż dla mnie dość duże znaczenie miała tu dramaturgia tekstu, a zwłaszcza idących za tym emocji. Najdłuższe przymiarki to „Ring of Fire”. Okazało się, że nie tyle nie możemy nic wymyślić, ale wręcz odwrotnie: ta piosenka w swojej genialnej prostocie sprawdza się z każdej możliwej wersji. Mieliśmy tych wersji na pewno z dziesięć. Byliśmy w potrzasku. Myśleliśmy, że pozostanie nam grać koncerty składające się z różnych wersji tego utworu. Na szczęście wygrała łagodność, która wcale nie odbiera przestrzeni ogniowi, oraz pustynny rytm stąpającego w słońcu wielbłąda.

Co jest dla was najważniejszym powodem do prawdziwego kultu Casha w Stanach? Dlaczego ten kult w żaden sposób nie działa w Polsce a jeśli działa to w bardzo minimalnym zakresie?

- Joanna Halszka Sokołowska: Johnny Cash jest całym światem. Nie jestem znawcą tego świata, tzn. jego teoretykiem, dlatego nie potrafię mówić o muzyce country, jej pozycji w Ameryce w sposób kompetentny. Mogę ją lubić lub nie lubić; czuć, lub nie. Jak widać: w naszej pracy, zostawiliśmy tę sferę, tym, którzy wiedzą. My chcieliśmy po prostu zacząć grać, odcinając się od wszelkich kontekstów, zrzucając z tego materiału ciężar historii muzyki country, świata, w którym piosenki Casha śpiewa Johnny Cash. Skupiając się na melodii, słowach, na brzmieniu z łagodnością w uwadze, można tę całą otoczkę rozbroić. I nie chodzi tu o jakiś brak świadomości, szacunku, czy ignorancję, raczej o świadomość, że melodie, słowa same w sobie niosą ogromną wiedzę, ale z innego klucza.

Muzyka country jest w Polsce dotknięta swego rodzaju odium: kojarzy się tylko i wyłącznie z tą najbardziej prostą i najmniej wymagającą odmianą tego gatunku. Czemu tak się dzieje? Czemu do Polski nie trafia country bardziej wyrafinowane i interesujące pod względem artystycznym?

Bartek Tyciński: Piosenki Casha według mnie nie mieszczą się w ramach jednego gatunku muzycznego. One są ponad podziałami i to jest piękne. Co do samego country, nie wiem jakie odmiany są wartościowe, a jakie nie. Ile country musi zawierać utwór aby był w pełni country. Ile kapeluszy ma być na scenie abyśmy dostali zespół country. Takie podziały przydają się może w dziennikarstwie i w sklepach z płytami ale mnie nie interesują.

New Cage | 'Wszystko jutro'  | Wydawcy: Wydawnictwo Agora / Lado ABC | Premiera: 6 czerwcaNew Cage | 'Wszystko jutro' | Wydawcy: Wydawnictwo Agora / Lado ABC | Premiera: 6 czerwca fot. Zygmunt Sokołowski

 

Graliście kiedyś z Mitch & Mitch na Pikniku Country. Pamiętasz tamten koncert?

Bartek Tyciński: Oczywiście, zostaliśmy zaproszeni na tzw. scenę alternatywną, ostatniego dnia festiwalu gdzie mogą zagrać nie do końca „czyste” gatunkowo zespoły. Publiczność szybko się podzieliła na tych, którym się podobał nasz występ oraz na tzw. znawców tematu, którym raczej nie przypadliśmy do gustu. Raczej miło to wspominam. Impreza ma charakter festynu czy biesiady familijnej, gdzie wszyscy się dobrze bawią i raczej się nie różni zbytnio od innych masowych imprez miejskich czy wiejskich, może tylko tym że więcej było kapeluszy i flag polskich i konfederackich.

Jakich artystów country poza Cashem cenicie najbardziej? Co najbardziej cenicie w muzyce country?

Bartek Tyciński: Prawie żadnych nie znam oprócz klasyki gatunku w postaci nieśmiertelnej Dolly Parton. Szczególnie podoba mi się jej wersja utworu „Jolene” w zwolnionej wersji. Podoba mi się też Willy Nelson, szczególnie z wyglądu. Lubię piosenkę Lee Marvina „Wandering Star”. A z tak mniej oczywistych rzeczy to Peter Drake czy Speedy West & Jimmy Bryant. Peter Drake i Speedy West świetnie grali na pedal steel guitar czyli poziomej gitarze z pedałami. Uwielbiam ten instrument. Jimmy Bryant to gitarzysta który podobno nigdy się nie mylił.

Jak będziecie promować tę płytę? Czy planujecie wspólne koncerty? Jak będą brzmiały koncertowe wersje waszych piosenek?

Joanna Halszka Sokołowska: Mamy zaplanowanych kilka koncertów na koniec lipca. Wersja koncertowa w schemacie będzie przypominać to, co słychać na płycie, chociaż kilka miejsc zostawia miejsce na drobne improwizacje, tym samym na momenty nieprzewidziane i jedyne. Koncerty gramy w trójkę - z perkusistą, Maciem Morettim albo Hubertem Zemlerem.

Piszecie o waszych utworach, że to „piosenki drogi”, co to dla was oznacza?

Joanna Halszka Sokołowska: Miałam na myśli kontekst filmów drogi, które w amerykańskim kinie kojarzą się też z określonym typem muzyki, z pewnym nastrojem. Takie piosenki, niezależnie od tego w jakiej sytuacji zostaną puszczone, zawsze sprawiają, że rzeczywistość staje się jakby filmem, jakbyśmy odgrywali rolę w jakiejś projekcji. Bardzo służy temu westernowa gitara… Jednak mimo tego nawiązania jest w naszym materiale także drugie oblicze, dość szczere i proste - to właśnie ta warstwa, w której głos nie ma nic do ukrycia, do „odegrania”. Śpiewanie ich na żywo ma w sobie coś z zupełnego odsłonięcia, nie może nie być szczere. Myślę też, że Bartek odegrał tu dużą rolę - nie tyle w łagodzeniu mojego głosu, czy wspólnych pomysłów, co w obstawaniu przy kierunku, żeby tę łagodność częściej i wspólnie wybierać.