"Czarownice z Eastwick" w Teatrze Syrena. Pieprzny taniec z demonem [RECENZJA]

Jakub Panek
To nie jest musical, po którego obejrzeniu nuci się motyw przewodni. Ale brak piosenek-hitów "Czarownicom z Eastwick" niczego nie ujmuje. Jacek Mikołajczyk z powodzeniem otworzył nowy etap w historii Teatru Syrena i wyreżyserował bardzo udane przedstawienie.

Od kilku lat rośnie w Polsce popularność musicalu jako gatunku teatralnego. Kiedyś do wyboru był jeden, może trzy tytuły. Dziś? Gdzie nie spojrzysz - musical. Tylko w tym sezonie na afisze polskich teatrów trafiły takie tytuły jak: "Piloci" (Teatr Muzyczny Roma w Warszawie), "Wiedźmin" (Teatr Muzyczny w Gdyni), "Nine" (Teatr Muzyczny w Poznaniu), "Les Mieserables" (Teatr Muzyczny w Łodzi), czy "Doktor Żywago" (Opera i Filharmonia Podlaska w Białymstoku).

Warto jednak podkreślić, że musical to gatunek arcytrudny i powinni go realizować wyłącznie wizjonerzy, sprawni reżyserzy, a przede wszystkim ludzie świadomi tego, że wystarczy, że w przedstawieniu "coś zatrzeszczy" i jest klapa. A wystawienie każdego tytułu naprawdę dużo kosztuje. Ten wstęp pozwala mi płynnie przejść do Jacka Mikołajczyka, młodego zdolnego reżysera, który - czego nie kryje - kocha musicale. Po tym jak z sukcesem odkurzył Teatr Muzyczny w Poznaniu - dając mu świetną "Zakonnicę w przebraniu" i "Nine", wystartował w konkursie na dyrektora warszawskiego Teatru Syrena. Sceny z ogromnymi tradycjami, dającej Warszawie dobrą rozrywkę, ostatnio teatr z wyjątkowo mizernym repertuarem.

"Czarownice" z Syreny

Mikołajczyk dyrektorem został, przedstawił swoją wizję i szybko wziął się za realizację "Czarownic z Eastwick", którymi postanowił zainaugurować nową erę Syreny. Musical, który wybrał do realizacji przy ul. Litewskiej wielkiego sukcesu na West Endzie w Londynie, czy na Broadwayu w Nowym Jorku nie osiągnął. Złożyło się na to wiele czynników, m.in. kryzys w teatrze muzycznym po zamachu na World Trade Center.

Mimo to Mikołajczyk zaryzykował. Po latach "Czarownice z Eastwick" zawitały nad Wisłę. To wciągająca historia o trzech kobietach, które mają za sobą nieudane związki. Zahukane w prowincjonalnym miasteczku, w realiach lat 60. ubiegłego wieku szukają na nowo swojej seksualności i kobiecości. Nadprzyrodzonymi mocami ściągają do miasteczka demonicznego Darryla van Horne'a. Mężczyznę z krwi i kości, wulgarnego uwodziciela. Dla części widzów ten musical stworzony na podstawie powieści Johna Updike’a będzie reminiscencją kultowego filmu z 1987 roku z Jackiem Nicholsonem, Cher, Michelle Pfeiffer i Susan Sarandon w głównych rolach.

"Czarownice z Eastwick" to musical bardzo aktorski, ale też przegadany. Część widzów, która przyjdzie do Syreny go obejrzeć będzie miała niedosyt. Za mało tu muzyki i piosenek. Ale ich brak na szczęście rekompensuje obsada, jaką do produkcji skrupulatnie, poprzez castingi skompletował Mikołajczyk. W roli rzeźbiarki Alexandry oglądamy Olgę Szomańską. To charyzmatyczna, obdarzona ciemnym i mocnym głosem aktorka. Szerszej publiczności znana z występów w oratorium Piotra Rubika i Zbigniewa Książka "Tu Es Petrus", teatromanom z roli charyzmatycznej śpiewaczki/zakonnicy w musicalu "Zakonnica w przebraniu" w Poznaniu. Druga główna rola - wiolonczelistki Jane przypadła Barbarze Melzer. To jeden z najlepszych polskich głosów musicalowych, ale też niezapomniane role w teatrze muzycznym. Melzer grała m.in. "Metrze", "Upiorze w operze", "Chicago", czy "Mamma Mia!". Trzecią czarownicę - poetkę Sukie gra Paulina Grochowska. Wspaniale odnalazła się w stylistyce "Czarownic z Eastwick", urzeka jej gra i silny wokal. Nie byłoby tego musicalu, a już na pewno jego charakteru bez Tomasza Steciuka. Jego Darryl to popis. Ale Steciuk to już nestor polskiego teatru muzycznego. W dorobku ma naprawdę udane kreacje Filipa Golarza w "Akademii Pana Kleksa", Upiora w "Upiorze w operze", czy Thénardiera w musicalu "Les Misérables".

Wszystko gra

Z obsady "Czarownic z Eastwick" na szczególną uwagę i uznanie zasługują jeszcze trzy nazwiska: Beata Olga Kowalska (Felicia) w brawurowej roli lokalnej działaczki, żywcem wyjętej  z "Żon ze Stepford", Maciej Pawlak (Michael) - dobry wokal, świetna gra i "amerykański luz", a także Jagoda Król (Dziewczynka), która pełniąc w sztuce funkcję trochę łącznika, a trochę żartu, czaruje publiczność.

"Czarownice z Eastwick" w reżyserii Mikołajczyka to przedstawienie, na które warto się wybrać. Oprócz oglądania dobrej gry aktorskiej, to okazja do posłuchania (po kilkunastu latach przerwy) orkiestry w odkurzonym orkiestronie pod dyrekcją Tomasza Filipczaka. Muzyka na żywo połączona z dobrze ułożoną choreografią Jarosława Stańka, ciekawą i mądrze wymyśloną na tę przestrzeń scenografią Grzegorza Policińskiego, a także przemyślanymi i naprawdę ładnymi kostiumami autorstwa Ilony Binarsch dają naprawdę dobry efekt. Widać to szczególnie w jednym z nielicznych numerów zbiorowych - "Tańcu z demonem", w którym zagrało wszystko. "Czarownice z Eastwick" to w ogóle taki pieprzny taniec z demonem. Sztuka przesycona jest seksem, wulgarnymi żartami, a także niegrzecznymi zachowaniami. Ale ta strona jest równoważona przez magię i sztuczki, które zostały przygotowane pod okiem Macieja Pola.

Nie ma co czarować. Wierzę, że "Czarownice z Eastwick" pozwolą Jackowi Mikołajczykowi wyciągnąć Teatr Syrena z marazmu, a dorosłym widzom dadzą po prostu dobrą rozrywkę. Z pieprzem i mocnymi głosami.

Komentarze (9)
Czarownice z Eastwick w Teatrze Syrena [RECENZJA]
Zaloguj się
  • anonimowy83

    Oceniono 4 razy 0

    Chętnie się wyborę. Skorzystam z programu 500+ a więć to dzięki dobrej zmianie.
    Dziękuję i prosze o więcej.

  • fduczyc

    Oceniono 5 razy -3

    a armia różańcowa gdzie ? jest pozwolenie na demoralizację społeczeństwa? za państwowe pieniądze zamiast dla ojca Muchomorka?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX