Polska Batushka dała obrazoburczy i najbardziej widowiskowy koncert na islandzkim festiwalu

Mimo ogromnej konkurencji, zwłaszcza ze strony znakomitych lokalnych, islandzkich zespołów, to właśnie polska grupa Batushka zagrała najbardziej widowiskowy koncert na festiwalu Eistnaflug.

Przez cztery dni europejską stolicą metalowego grania stała się odległa i dzika Islandia. W małym rybackim miasteczku Neskaupstadur na odległym wschodnim krańcu wyspy odbywał się metalowy festiwal Eistnaflug, nie odkryta perełka wśród tego typu letnich wydarzeń. Jedną z ozdób mocnego programu tego wydarzenia był w tym roku znakomity występ jedynego reprezentanta polskiej sceny metalowej, białostockiej formacji Batushka.

Batushka: obrazoburcza liturgia wśród zielonych fiordów


Polska grupa zagrała ostatniego dnia festiwalu i od pierwszych minut było wiadomo, że jej występ będzie najbardziej widowiskowym koncertem na całym festiwalu. Znany już polskiej publiczności z niedawnej trasy i widzom w wielu innych krajach program, na Islandii można było zobaczyć po raz pierwszy. Umieszczony pomiędzy występami cenionych metalowych zespołów z całej Europy bardzo mocno wyróżniał się dopracowaniem, precyzją i niezwykle oryginalną oprawą.


Zamaskowani muzycy grupy, ubrani w kostiumy przypominające liturgiczne szaty, odtwarzali na scenie prawosławną liturgię ze wszystkimi jej charakterystycznymi elementami: ikonami, kadzidłami, dzwonkami, drewnianymi kołatkami. Już sam fakt wpisania w taki kontekst atmosferycznego black metalowego grania rodzi mnóstwo kulturowo-religijnych dysonansów i paradoksów. Prezentowanie tego widowiska w kontekście islandzkiej rzeczywistości: protestanckiej, surowej, mocno podporządkowanej naturze, dodawało temu widowisku zupełnie nowych znaczeń. Ta niezwykle mroczna blackmetalowa liturgia w prawosławnym stylu zabrzmiała wśród zielonych islandzkich fiordów bardzo egzotycznie, ale w jakimś sensie pasowała tam idealnie.

Solstafir - stały headliner

Specjalny, wydłużony i rozbudowany koncert dał zespół Solstafir, jedna z największych gwiazd islandzkiego metalu, doskonale znana miłośnikom ostrego grania na całym świecie, jeden z tych zespołów, którego członkowie z wielkim powodzeniem rozsadzają ramy gatunku i obalają związane z nim schematy. Występy grupy są zresztą stałym punktem festiwalu Eistnaflug - zespół występuje tu co roku i zawsze przyciąga mnóstwo widzów.


Nic dziwnego, propozycja grupy jest naprawdę oryginalna muzycznie, a na koncercie wyjątkowo atrakcyjna: muzycy idealnie wyczuwają cienką linię między patosem a wzruszeniem, między łagodną transowością i nieposkromionym żywiołem. Ich koncert płonął emocjami, płynnie przechodził między nastrojami, w bardziej dynamicznych momentach porywał, tymi nastrojowymi zaś fragmentami bardzo poruszał.
Z tego, że zespół jest w znakomitej koncertowej formie cieszyli się uczestnicy festiwalu, ale ucieszyć się będą mogli także polscy fani - niemal dosłownie w tym czasie, kiedy muzycy zmierzali do Neskaupstadur, ogłoszone zostały ich dwa koncerty w Polsce - w drugiej połowie listopada grupa wystąpi w Gdańsku i Warszawie.

Garnitury i ramiona umazane krwią

Zespołem, który zdecydowanie wyróżnił się wśród sporego zestawu islandzkich i skandynawskich specjalistów od ekstremalnego grania była grupa Audn. Jej atmosferyczny black metal już na płytach ewokuje odniesienia do dzikiej przyrody i siły natury, na żywo, w miejscu w którym powstaje, zabrzmiał więc jeszcze bardziej przekonująco i sugestywnie. Młodym muzykom błyskawicznie udało się na scenie odtworzyć nastrój znany z płyt, a ich muzyka idealnie łączyła w sobie brutalność i melancholię. Ciekawym, choć prostym gestem, mocno kontrastującym ze schematem dotyczącym takiego grania, był fakt, że muzycy wystąpili - zresztą zwykle to robią - w... eleganckich garniturach.
Pod tym względem na drugim biegunie był występ szwedzkich mistrzów obrazoburczych występów z grupy Watain. Muzycy wyszli na scenę w kostiumach wyglądających jak szyte w piekle, wysmarowani błotem i krwią. Ich festiwalowy występ i tak był jak na ich możliwości dość skromny pod względem kontrowersyjnych gestów. Dzięki temu można było się trochę bardziej skupić na muzyce - Szwedzi udowodnili, że ich black metal jest bardzo wyrafinowany, oryginalny i dojrzały.

Głośno i familijnie


Eistnaflug to jeden z wielu mało znanych, ale zdecydowanie wartych poznania i odwiedzenia festiwali muzycznych, które odbywają się na Islandii. To impreza poświęcona przede wszystkim mocnemu graniu, takim gatunkom jak metal, hard core i punk, przyprawiona elementami innych stylistyk, takich jak choćby eksperymentalna i taneczna elektronika. Organizatorzy co roku budują mocny program, w którym znaleźć można międzynarodowe gwiazdy i mnóstwo reprezentantów bogatej i różnorodnej sceny z ich ojczystej wyspy.


Mocne wrażenia muzyczne podają w bardzo familijnej atmosferze. Choć na festiwalu potrafi się pojawić kilka setek fanów metalu z całej Islandii, Skandynawii, a nawet ze Stanów Zjednoczonych, impreza ma niemal domowy charakter. Trudno, żeby było inaczej w kraju, gdzie ilość mieszkańców jest tak mała, że prawie wszyscy się znają, a poza stolicą istnieją tylko małe miasteczka i wsie.


Festiwal odbywa się właśnie w jednym z nich, małej rybackiej osadzie, liczącej ledwie 1400 mieszkańców. Neskaupstadur mieści się na dodatek w bardzo malowniczej okolicy: nad fiordem, w dolinie otoczonej wysokimi górami. Festiwal odbywa się w miejscowej szkole, scena zainstalowana jest w... sali gimnastycznej, a między koncertami można posiedzieć koło boiska albo iść na spacer w góry, zielonymi połoninami koło wodospadów. To idealna sceneria, zwłaszcza dla islandzkich zespołów grających atmosferyczny black metal, a zarazem - to znakomite, choć nietypowe warunki do organizacji tego typu wydarzenia.

Na co do kina w lipcu? Doczekaliśmy się powrotu "Iniemamocnych" i "Mamma Mia"!