"Eva" Szczepkowskiej. Warszawska Rampa atrakcyjnie o twórczości Cassidy

Nowy spektakl na kameralnej scenie Teatru Rampa w Warszawie to nie tylko hołd dla twórczości Evy Cassidy. To kombo dojrzałego wokalu Doroty Osińskiej i talentu aktorskiego Joanny Szczepkowskiej.

Przedstawienie kameralne to zawsze spore wyzwanie. Bo mała przestrzeń jeszcze bardziej skupia uwagę widzów. Każde podawane ze sceny słowo czy piosenka są szczególnie analizowane. Nie można tutaj widza wykiwać. Albo dostaje wysokiej jakości produkt kulturalny, albo barachło. Przede wszystkim jednak musi otrzymać spektakl/koncert/wydarzenia dopasowane do tej atmosfery.

Na początku listopada do repertuaru Teatru Rampa dołączyła "Eva". Przedstawienie na podstawie życiorysu amerykańskiej piosenkarki Evy Cassidy napisała Joanna Szczepkowska. Aktorka i reżyserka pierwotnie – jak wyznała - miała stworzyć muzyczny monodram dla Doroty Osińskiej. Finalnie powstała sztuka dla dwóch aktorek z zespołem muzycznym. Nową sztukę Szczepkowska w programie do spektaklu nazywa balladą. A "Eva" w Rampie to coś więcej. To dumka na trzy talenty.

Szczepkowska jak Ibisz

Eva Cassidy to postać tragiczna światowego show-biznesu. Mimo wielkiego talentu nie miała siły zmierzyć się ze światową sceną. Koncerty w okolicach Waszyngtonu jej wystarczały. Być może, gdyby znalazła na swojej drodze wyraźniejszy drogowskaz poszłaby w stronę wielkich nazwisk. Ale ona – skromna Eva, nie przywiązująca uwagi do blichtru i wyglądu, skupiała się tylko na gitarze, muzykach, z którymi grała po klubach i garażach oraz na interpretacjach piosenek. Tych wybitnych do dziś można posłuchać na wydanych po jej śmierci w 1996 roku (zmarła na raka w wieku 33 lat) płytach. Do spektaklu w Rampie reżyserka i twórczyni przedstawienia Joanna Szczepkowska wybrała 17 piosenek. Sztukę zaprojektowała w taki sposób, by z jednej strony pokazać świat Cassidy i jego kameralność oraz doskonałość zarazem, a z drugiej wyśmiać sztucznie kreowane przez PR-owców tzw. gwiazdy sceny muzycznej.

W efekcie na nazbyt skromnie ubranej w scenografię scenie Rampy oglądamy wystylizowaną na Madonnę Joannę Szczepkowską w roli zadziornej, bezczelnej i porywającej tłum Gwiazdy oraz w kontrze do niej skromną i niezwykle liryczną Dorotę Osińską w roli Evy Cassidy. Szczepkowska mówi do publiczności współczesnym wierszem, trochę chaotycznie, ale mimo wszystko z niezwykłą dynamiką. Jest trochę takim Krzysztofem Ibiszem z lat 90., który zapowiada kolejne pary w ówczesnym hicie telewizyjnym "Czar par". Tyle tylko, że w miejsce par mamy kolejne – śpiewane ładną angielszczyzną piosenki. Cassidy uwielbiała tzw. covery. Nadawała im swój charakter i brzmienie. Jakże przyjemnie się słucha tych wybranych do spektaklu w Rampie - m.in.: "Time After Time", "Fields of Gold" czy "Over the Rainbow".

Dorota Osińska od samego początku spektaklu aż do "What a Wonderful World", który kończy 90-minutowy muzyczny obraz o Cassidy, tworzy emocjonalną więź z publicznością, jednocześnie nie wychodząc ze skromnej roli, jaką jej powierzono. Bardzo dobrze współpracuje z muzykami pod kierownictwem Pawła Stankiewicza. To wszystko brzmi prawdziwie, a o to przecież chodzi. Tak łatwo przeszarżować z aranżami i wejść na stronę weselnego bandu.

"Sukces jest wtedy, kiedy robi wrażenie wiersz, a nie autor wiersza". Te słowa Joanny Szczepkowskiej z mojego wywiadu z 2015 roku dla "Wyborczej" świetnie pasują do klamry zamykającej te kilka słów o "Evie". Szczepkowskiej w kameralnej przestrzeni Teatru Rampa na warszawskim Targówku udało się stworzyć przyjemny i bardzo dopracowany koncerto-spektakl. Obok współpracy dwóch bardzo zdolnych kobiet – Szczepkowskiej i Osińskiej oraz czystych emocji ze świata Cassidy, publiczność otrzymuje przede wszystkim muzykę i emocjonalne interpretacje. To one pozostaną w pamięci najbardziej. Ale przecież są tutaj najważniejsze.