"Zastrzelił mnie!". Mark David Chapman - człowiek, który odebrał życie ikonie

Gdyby John Lennon żył, miałby 79 lat. Wielki muzyk odszedł przedwcześnie przez osobę, która kochała go ponad wszystko. Życiorys Marka Davida Chapmana to jedno wielkie pasmo wzlotów i upadków. Przez lata miłość do Beatlesów, a w szczególności do Lennona, pozostawała jego jedynym pewnikiem. Do czasu...

W filmie Danny’ego Boyle’a “Yesterday”, wyobrażającym sobie świat bez Beatlesów, została umieszczona wzruszająca scena. Jack Malik, główny bohater, który robi karierę na piosenkach czwórki z Liverpoolu, bo jest jedyną pamiętającą je osobą, odnajduje Johna Lennona. Jego postać mieszka na odgrodzonej od świata plaży i prowadzi szczęśliwe, spełnione życie. Dla Jacka spotkanie z Lennonem, który w znanej mu alternatywnej rzeczywistości nigdy nie był sławny, to niesamowite wydarzenie.

Poruszony mężczyzna w pewnym momencie pyta artystę: - Ile ty masz lat?, na co Lennon odpowiada: - 78. Trudno sobie wyobrazić, żeby w tym momencie seansu którykolwiek z fanów muzyka mógłby się nie wzruszyć. Tak naprawdę bowiem życie Johna Lennona skończyło się o wiele szybciej, w tragicznych okolicznościach.

"Zastrzelił mnie!"

Jest ósmy grudnia 1980 roku, godzina 22:50. Pod rezydencję Dakota na Manhattanie podjeżdża limuzyna Johna Lennona. Yoko Ono wysiada pierwsza, John idzie kilka kroków za nią. - Panie Lennon! - słyszy w pewnym momencie za sobą. Odwraca się i widzi otyłego, około trzydziestoletniego mężczyznę w okularach. To Mark Chapman. Stoi na lekko ugiętych nogach, w ręku trzyma rewolwer. Nie mija chwila i strzela w kierunku Lennona pięć razy; cztery pociski trafiają w cel.

Lennon, słaniając się na nogach, próbuje uciekać. Dochodzi do schodów i pada tuż pod dyżurką strażnika. Wcześniej krzyknie tylko: "Zastrzelił mnie!". Chapman stoi spokojnie. Zanim przyjedzie policja, zdąży poczytać jeszcze książkę, którą zabrał ze sobą. To jego ulubiona - "Buszujący w zbożu" J.D. Salingera.

Tego samego dnia o 23:07 lekarze stwierdzają zgon zaledwie 40-letniego Johna Lennona. Wiadomość błyskawicznie obiega cały świat, a pod rezydencją muzyka niemal natychmiast zaczynają się zbierać tłumy fanów. Zaledwie dwie godziny po zabójstwie jest ich już tam około tysiąca. Palą świeczki, śpiewają utwory Beatlesów i zastanawiają się, kim był szaleniec, który uśmiercił jedną z największych gwiazd świata muzyki...

"Pussy"

Mark Chapman od dzieciństwa jest wielkim fanem Beatlesów, a przede wszystkim Johna Lennona. Plakatami wykleja wszystkie ściany swojego pokoju, całymi dniami gra na gitarze piosenki zespołu. Jest grzecznym, aczkolwiek wyśmiewanym przez rówieśników dzieckiem. Koledzy przezywają go "Pussy".

Patrząc na jego życiorys, można uznać go za jedno wielkie pasmo wzlotów i upadków. W wieku 14 lat Mark ze spokojnego chłopca nagle staje się buntownikiem, chętnie sięgającym po narkotyki i alkohol. Zaczyna opuszczać szkołę, wchodzić w ostre konflikty z rodzicami, ucieka nawet z domu. W wieku 16 lat następuje w nim nieoczekiwana przemiana. Staje się żarliwym wyznawcą Jezusa, próbuje nawracać kolegów w szkole. Na szyi nosi duży, drewniany krzyż, angażuje się w działania YMCA [Young Men's Christian Association – Związek Chrześcijańskiej Młodzieży Męskiej - przyp. red.].

Na studiach Chapman poznaje dziewczynę, z którą wkrótce się zaręcza. Jest szczęśliwy, ale pewnego dnia zdradza swoją sympatię, co wprowadza go w głębokie poczucie winy. Kiedy narzeczona z nim zrywa i zostaje wyrzucony ze studiów, popada w depresję. Ukojenia szuka w podróży. W styczniu 1977 roku wylatuje na Hawaje. Próbuje się pozbierać, ale jego stan psychiczny się pogarsza, a pieniądze topnieją. W końcu postanawia popełnić samobójstwo.

Kupuje rurę od odkurzacza i wynajmuje samochód, którym jedzie na opustoszałą plażę. Jeden koniec węża wsadza do rury wydechowej, drugi do samochodu. Zamyka wszystkie szyby, włącza silnik i w oczekiwaniu na śmierć traci przytomność. Niedługo budzi się jednak wycieńczony i zdziwiony, że żyje. Okazuje się, że wąż od odkurzacza stopił się w rurze wydechowej. Mark uznaje to za łaskę od Boga i szansę na nowe życie. Udaje się do szpitala psychiatrycznego, skąd wychodzi pełen nadziei.

Wkrótce poznaje starszą od siebie Japonkę i bierze z nią ślub. Zatrudnia się jako strażnik i dozorca. Na służbowe tabliczki ze swoim nazwiskiem nakleja taśmę z napisem "John Lennon". W międzyczasie ciągle słucha ukochanych Beatlesów i poświęca wolne chwile na granie ich piosenek. Kiedy tego nie robi, czyta swoją ulubioną książkę - "Buszujący w zbożu".

Ugrzeczniony Lennon

W 1969 roku dobiega końca pewna era w historii muzyki - w nieprzyjemnej atmosferze rozpada się zespół The Beatles. Każdy z jego członków rusza z karierą solową. Lennon od razu wskakuje na falę politycznego aktywizmu i zaczyna od bezkompromisowych utworów. Na jego debiutanckim albumie znajdują się takie piosenki jak "Working Class Hero", poprzez którą Lennon krytykuje system klasowy, czy “Power to the People”, radykalny rewolucyjny hymn. To jednak nie przekonuje wiernych fanów Lennona, dlatego muzyk postanawia się “ugrzecznić”.

Wydany w 1971 roku singiel "Imagine", choć też polityczny, roztacza przepiękną wizję świata bez barier i wojen. Lennon i Yoko Ono są od tamtego momentu ściśle kojarzeni z ruchami występującymi przeciwko wojnie, z hippisami. Niedługo po "Imagine" ukazuje się świąteczna ballada "Happy Xmas (War is Over)", za którą Lennonowi mocno się dostaje - administracja prezydenta Nixona w odwecie za “propagandowe działania” podejmuje kroki w kierunku deportacji Brytyjczyka.

 

W trakcie batalii z Nixonem, trwającej przez kilka lat, Lennon wydaje trzy płyty, ale jego życie prywatne jest niczym huragan. Muzyk rozstaje się z Yoko Ono, przenosi się z Nowego Jorku do Los Angeles i pije na potęgę. W 1974 roku wraca jednak do Wielkiego Jabłka i powoli odzyskuje grunt pod nogami. Wypuszcza utwór "Whatever Gets You thru the Night" - jedyny singiel, z którym Lennon solo podbił pierwsze miejsce listy Billboard Hot 100. Z powodzeniem wspiera muzycznie Ringo Starra, Eltona Johna i Davida Bowie’ego. W niedługim czasie godzi się z Yoko - ich małżeństwo przeżywa renesans.

W 1975 roku rodzi się Sean, jedyny syn Ono i Lennona. John doświadcza smaku ojcostwa po raz drugi, ale jego życie i tak przewraca się do góry nogami. Artysta postanawia wycofać się z aktywnej działalności muzycznej i poświęca całą swoją uwagę dziecku - piecze chleb, gotuje, opiekuje się juniorem. Nie wytrzymuje jednak bez muzyki zbyt długo i w październiku 1980 roku wydaje piosenkę "(Just Like) Starting Over". Miesiąc później ukazuje się nagrany w duecie z Yoko Ono album “Double Fantasy”, który początkowo spotyka się z mało przychylnym przyjęciem krytyków i fanów. Za kilka tygodni płyta niespodziewanie wyląduje jednak na szczytach list sprzedaży na całym świecie - z najsmutniejszego możliwego powodu.

Obłęd

Pod sam koniec lat 70. Mark Chapman zaczyna pić i popada w długi. Na szczęście jego oszczędna żona opanowuje sytuację i w 1980 roku finanse małżeństwa wracają do normy. Tylko Mark nie wraca. Z depresji popada we wściekłość i na odwrót. Kupuje kolejne egzemplarze "Buszującego w zbożu" i zaczyna je czytać partnerce. Myśli o zmianie nazwiska na Holden Caulfield - takie samo, jakie ma bohater jego ulubionej powieści.

Któregoś dnia przynosi z biblioteki ilustrowaną książkę "John Lennon: One Day at a Time". Jest wściekły, kiedy dostrzega w niej oznaki luksusu w życiu Lennona, np. limuzynę. Nie potrafi zrozumieć, dlaczego jego idol głoszący miłość i pokój ma przy tym miliony dolarów. Złość szybko przeradza się w obsesję. Mark siedzi godzinami nago na podłodze i kołysząc się na boki słucha piosenek Beatlesów. Zaczyna rozmyślać o zabiciu Lennona.

20 października Chapman dowiaduje się, że Lennon wrócił do nagrywania, po pięcioletniej przerwie i wydał właśnie "Double Fantasy". Mark uznaje, że musi wykorzystać moment; musi zabić Lennona. Trzy dni później zwalnia się z pracy. Składa ostatni podpis na liście - zamiast zwykłego "Chappy" pisze "John Lennon". W miejscowym sklepie kupuje rewolwer. Jak na ironię, sprzedawca nazywa się Ono.

30 października Chapman ląduje na lotnisku w Nowym Jorku. Przez kilka dni kręci się w pobliżu domu gwiazdy na Manhattanie, obserwuje okna jego apartamentu. Kupuje naboje do rewolweru, planuje morderstwo. 10 listopada znowu następuje zwrot w jego głowie. Dzwoni do żony i przyznaje, że miał zamiar zabić Johna Lennona. Zrozumiał jednak, że ją kocha i nie może tego zrobić, dlatego wraca do domu. Twierdzi, że uratowała go jej miłość. Szybko kupuje bilet i leci do Honolulu.

Wkrótce ponownie popada w obłęd. Najpierw nęka grupę Hare Kryszna pogróżkami telefonicznymi o zamachu bombowym. Potem znowu pojawiają się myśli o zabójstwie idola. Szóstego grudnia po raz kolejny ląduje w Nowym Jorku. Wynajmuje hotel, godzinami stoi pod Dakotą na Manhattanie. Myśli o morderstwie, ale się waha. Kiedy ósmego grudnia budzi się w hotelowym pokoju, czuje, że to "ten dzień".

Jest godzina 17, kiedy Lennon podjeżdża pod rezydencję. Mark stoi tam już od kilku godzin w grupie fanów. W ręku ma płytę "Double Fantasy", w kieszeniach rewolwer i swoją ulubioną książkę .

- John, możesz podpisać? - pyta, wyciągając płytę w kierunku gwiazdy.

- Jasne - odpowiada Lennon i składa na okładce autograf: "John Lennon, grudzień 1980". Ktoś robi im w tym czasie zdjęcie.

- Czy to wszystko? - pyta uprzejmie gwiazda.

- Tak, dzięki, John - odpowiada Mark i patrzy, jak jego idol odchodzi. Przez chwilę modli się do Boga, aby odwiódł go od zbrodniczych planów. Chce iść do hotelu i zapomnieć o wszystkim. Nie potrafi jednak. Za kilka godzin zrobi to, po co tutaj przyjechał - zabije wielkiego Johna Lennona. A po wszystkim pokornie odda się w ręce policji.

Czego chce Bóg

Podczas zatrzymania przez policję Chapman jest spokojny. Przeprasza funkcjonariuszy, że "narobił im tylu kłopotów". Na pierwszym przesłuchaniu stwierdza: "Jestem pewien, że w przeważającej mierze jestem Holdenem Caulfieldem, bohaterem tej książki, ale jakaś mała cząstka mnie jest diabłem".

Fani Lennona są tak zbulwersowani zabójstwem, że władze obawiają się samosądu. Oskarżony o zabójstwo drugiego stopnia Mark trafia do szpitala na badania psychiatryczne. Okna jego pokoju pomalowane są na czarno, aby zapobiec atakowi ewentualnych snajperów. Policjanci w jego otoczeniu noszą kamizelki kuloodporne. Ale zagrożenie rośnie, policja obawia się szturmu na szpital. Kilka dni później Chapman zostaje przewieziony do więzienia na wyspę Rikers. Za nim udaje się zespół psychiatrów.

Mark przechodzi dziesiątki testów i opowiada historię swojego życia. Trzech z dziewięciu psychiatrów orzeka, że jest on chory psychicznie.

W styczniu 1981 roku Chapman wpada na pomysł, aby użyć swojego procesu do promowania "Buszującego w zbożu". Jednemu z psychologów mówi: 

Wszyscy będą czytali tę książkę! Z pomocą Boga Wszechmogącego, mediów... wydana zostanie ekskluzywna edycja! 

Mark planuje, aby w czasie procesu czytać powieść i od czasu do czasu wstać i krzyknąć: "Czytajcie “Buszującego w zbożu”! Czytajcie!". Na początku czerwca dzwoni do swojego adwokata i mówi, że uświadomił sobie, iż Bóg chce, aby przyznał się do winy. Obrońca próbuje go od tego odwieść. Chce, aby Mark został uniewinniony z powodu niepoczytalności i trafił do szpitala. On jest jednak nieugięty. Twierdzi, że był w pełni świadomy tego, co zrobił.

To samo mówi przed sądem. Przyznaje się do zaplanowania zbrodni. Prokurator okręgowy zarzuca mu, że zabił Lennona dla sławy. Obrońca wciąż próbuje swoich sił i tłumaczy, że Chapman właściwie nie wiedział, po co przyszedł pod Dakotę. Sędzia pyta Marka, czy ma coś do powiedzenia. Ten wstaje i zaczyna czytać fragment "Buszującego w zbożu": 

Wyobrażam sobie tych wszystkich malców, bawiących się wśród ogromnych pól zboża... tysiące, tysiące malców i nikogo dorosłego w okolicy - z wyjątkiem mnie. Jeśli oni dokądś pobiegną, nie wiadomo dokąd... trzeba, żebym ich zatrzymał. Chciałbym po prostu być buszującym w zbożu.

24 sierpnia 1981 roku sąd skazuje Marka Chapmana na dożywocie, z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie po co najmniej 20 latach. W 2000 roku Mark prosi o nie po raz pierwszy. Władze odmawiają. Od tamtej pory ubiegał się o wolność jeszcze pięć razy. Wciąż bezskutecznie.

Więcej o:
Komentarze (88)
"Zastrzelił mnie!". Mark David Chapman - człowiek, który odebrał życie ikonie
Zaloguj się
  • mcguirre

    Oceniono 46 razy 34

    Przezwisko „Pussy”, głęboko wierzący. To wszystko tłumaczy. Głęboka wiara odciska tragiczne piętno na psychice.

  • envol

    Oceniono 38 razy 24

    Współczesne ustalenia psychiatrii, nie wiedzieć dlaczego, nie chce ludziom powiedź wprost, że każda religia wcześniej czy później prowadzi ludzi do choroby psychicznej. To bardzo duże uproszenie, ale tak jest w rzeczywistości, po prostu prawdy religijne degradują ludzki umysł, są zaprzeczeniem naszych naturalnych zdolności do logicznego wnioskowania. Człowiek religijny nie myśli, jest cały czas na religijnym haju. Żarliwa modlitwa działa na ludzki umysł jak narkotyk, który ogłupia do tego stopnia, że potrafi nawet doprowadzać ludzi do omamów słuchowych i wzrokowych. Ludzie rozmodleni mają wizję i inne tego typu zaburzenia psychiczne i brednie duchowe. Mało tego, ludzie religijni cały czas poszukują potwierdzenia dla swoich irracjonalnych racji religijnych, stąd w jednym kościele będą to kult tzw. świętych, lub przedmiotów o tzw. boskim pochodzeniu i sile. W innym kościele będzie to jakaś wydumana eucharystia ewentualnie osiągnięcie takiego stanu psychicznego , który uprawnia i predestynuje do tego aby uznać się za lepszego, za co najmniej nauczyciela dla innych wyznawców w obrębie podobnego religijnego szaleństwa. Zatem psychiatria na razie milczy, ponieważ w tę religijną zabawę jest uwikłanych jeszcze zbyt wielu ludzi na świecie. Ale problem jednak narasta, ponieważ niektóre religie zaczynają się radykalizować, jak w średniowieczu. Mowa jest tutaj szczególnie o skrajnych odłamach Islamu, ale w niektórych sektach protestanckich tez nie jest lepiej. Podobnie było w czasach dawnych, gdy ludzie wierzyli, że nasza planeta jest płaska. Musiało minąć wiele lat zanim uległo to zmianie. A John Lennon, po prostu śpiewał o ludziach, o życiu jakie jest, bez tej religijnej bredni. Zabił go religijny szaleniec.

  • ja_prostak

    Oceniono 29 razy 21

    Anonimowy do bólu glut chciał zaistnieć i zaistniał. Dorabianie do tego jakiejś ideologii to bzdury do kwadratu.

  • jezierskiadam

    Oceniono 19 razy 15

    Imagine
    John Lennon
    Wyobraź sobie, że nie ma nieba
    Imagine there's no heaven

    To łatwe jeśli spróbujesz
    It's easy if you try

    Nie ma piekła pod nami
    No hell below us

    Above us only sky

  • szlag_mnie_trafi

    Oceniono 14 razy 10

    Może to nie jest najważniejsze pytanie tej historii, ale jednak pozwolicie....

    KTO I DLACZEGO MU BROŃ SPRZEDAŁ?

  • lukturko

    Oceniono 14 razy 8

    "Religia, to najgorsza rzecz, jaka przydarzyła się ludzkości" Każda religia.

  • strange_email

    Oceniono 14 razy 8

    W jaki sposób Lennon mógł wiedziec, że ten świr go "zastrzelił"? Przecież mówiąc to żył jeszcze. A być może Lennon powiedział "he shot me" co nie znaczy, w tym kontekście, "zastrzelił" tylko "postrzelil'. Wiem, pierdoła ale oczy bolą.

  • gilda123

    Oceniono 7 razy 7

    Powinien myśleś o wolnoàci gdy odbierał komuś życie.

  • janbar22

    Oceniono 5 razy 5

    Większość komentarzy o religii...na prawdę tyle z tego wam zostało po przeczytaniu? To jest paranoja.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX