Co dalej z Trójką? Kuba Strzyczkowski: Serwisy informacyjne troszeczkę zmienią charakter

Na antenie Trójki nowy dyrektor-redaktor naczelny Kuba Strzyczkowski mówił o przyszłości rozgłośni. - Serwisy pozostaną po redakcją redaktora naczelnego, mam nadzieję, że troszeczkę zmienią charakter, proszę nasłuchiwać - próbował przekonać słuchaczy.

Strzyczkowski był gościem trwającej dwie godziny audycji "Godziny prawdy". Pytania zadawali mu słuchacze oraz Michał Olszański, który przez kilka dni był poza radiem. Odszedł po tym, jak w atmosferze skandalu po decyzjach władz Polskiego Radia z Trójką pożegnali się m.in. Marek Niedźwiecki i Piotr Kaczkowski.

Kuba Strzyczkowski: Patrzyłem z przerażeniem na to co dzieje się w Trójce

- Dlaczego się dzisiaj odzywam do państwa? Bo sytuacja się zmieniła, takie mam wrażenie - powiedział Michał Olszański na początku, nawiązując do swojej niedawnej wypowiedzi. Dziennikarz mówił, po tym, jak unieważniono 1998. Notowanie Listy Przebojów Programu Trzeciego, "w obecnej sytuacji" nie wyobraża sobie pojawienia się na antenie. Od tego czasu zmieniła się osoba na stanowisku dyrektora-redaktora naczelnego Trójki. Tomasza Kowalczewskiego (był nim od listopada 2019, to on wydał decyzję o unieważnieniu notowania LP3 i wysyłał nocą sms-y do Piotra Metza po tym, jak na pierwszym miejscu rankingu znalazła się piosenka "Twój ból jest lepszy niż mój" Kazika) zastąpił wieloletni dziennikarz Trójki, prowadzący m.in. audycję "Za, a nawet przeciw" Kuba Strzyczkowski.

- Patrzyłem z przerażeniem na to co dzieje się w Trójce, na moich kolegów, którzy mają swoje codzienne problemy, mają kredyty, mają rodziny, które muszą utrzymać, a podejmowali decyzje o odejściu - mówił Strzyczkowski i przyznawał, że sam rozważał złożenie wypowiedzenia: Traciłem kolegów, środowisko, miejsce pracy. Miałem świadomość, ze niedługo przyjdzie moment, gdy powiem do widzenia - mówił.

Na pewno nie wróci Mann, ale co z Niedźwieckim?

Strzyczkowski podkreślał, że nie może publicznie mówić o konkretnych nazwiskach, ale przekonywał, że prowadzi rozmowy na temat powrotu do Trójki z wieloma osobami, także tymi "z nazwiskami". - To są ludzie poobijani, z ogromnym dorobkiem, którzy nie podejmują decyzji ad hoc - zaznaczał i przekonywał, że w trakcie tych rozmów jest niezależny.

Wielokrotnie w audycji padało nazwisko Marka Niedźwieckiego. Nowy redaktor naczelny Trójki na antenie odczytał przeprosiny skierowane do wieloletniego prowadzącego Listę Przebojów Programu Trzeciego. To odpowiedź na skierowane przez Niedźwieckiego pismo przedprocesowe.

Kuba Strzyczkowski w oświadczeniu na antenie: Przepraszam Marka Niedźwieckiego >> 

Zobacz wideo Marek Niedźwiecki - głos LP3. Gdy miał propozycję z Trójki bał się, że jest już za stary

Strzyczkowski mówił też, że nie wyobraża sobie Trójki bez LP3 i Niedźwieckiego, sugerując, że prezenter poważnie rozważa powrót do rozgłośni. - Pracują tu niemalże sami wariaci, a to wariactwo polega na tym, ze zamiast krwi maja eter radiowy. To jest nie do opowiedzenia - mówił o tym, co wyróżnia Trójkę wśród innych stacji radiowych - To rodzaj psychicznego skrzywienia, większość ludzi nie jest chyba w stanie tego zrozumieć, choć słuchając państwa w tym ciemnym tygodniu, dochodzę do wniosku, ze ten eter we krwi ma też wielu słuchaczy - mówił. Przyznał, że do Trójki nie wrócą Wojciech Mann, Jerzy Sosnowski i Marcin Kydryński, którzy związali się z projektem Radia Nowy Świat.

Afera w Trójce. Strzyczkowski: Kowalczewski był tylko pośrednikiem

Pytany o to, dlaczego nie reagował wcześniej, choćby po odejściu Artura Andrusa czy Roberta Kanterajta w 2017 roku ("Sam widziałeś, że krok po kroku Trójka staje się narzędziem aparatu sam widziałeś, że ktok po kroku Trójka staje się narzędziem aparatu władzy" - mówił Olszański) Strzyczkowski argumentował: 

Ja nie zmienię całego świata, ja odpowiadam za ratowanie Trójki.

#KogoNieSłychać w Trójce. Jak prawica zdobyła Program Trzeci Polskiego Radia i straciła słuchaczy >>

Dodawał, że jego zdaniem problem polega na sposobie komunikacji, okazaniu szacunku, traktowaniu pracowników jak ludzi dorosłych i z dorobkiem, czego ostatnio zabrakło. Zastrzegał też, że odpowiada za dymisję swojego poprzednika i robił wszystko, by w tej sprawie nie oceniać nikogo. - Nie stoję za dymisją dyrektora Tomasza Kowalczewskiego. Tomek znalazł się w bardzo trudnej sytuacji, zresztą martwię się trochę o niego - mówił Strzyczkowski, mówiąc o byłym redaktorze naczelnym jako o "pośredniku", który "w tej całej sytuacji był tylko ostatnim elementem". - Nie wymagaj ode mnie, bym wystąpił w roli Katona, kogoś, kto ocenia zachowania innych. To są osobiste wybory - zastrzegał.

Nie mogło zabraknąć pytań o sytuację związku radia i polityki. Jedna z dzwoniących do radia osób mówiła wprost: "Zmagacie się z buldożerem, kiedy antena będzie potrzebna władzy, nie dacie rady się obronić".  - Mimo wszystko jestem umiarkowanym, bardzo ostrożnym optymistą, choć to dla mnie nowość, zazwyczaj byłem pesymistą - odpowiedział Strzyczkowski. - Przez 18 lat prowadziłem audycję "Za, a nawet przeciw" i bardzo szybko zorientowałem się, że mamy bardzo różnych słuchaczy, o bardzo różnych poglądach politycznych. Nie widzę żadnego powodu, aby którakolwiek z tych grup miała czuć się niekomfortowo, słuchając Trójki, i będę o to dbał - zapewniał. 

- Ta władza nie odpuści Trójki, bo dlaczego miałaby to zrobić - zauważał Olszański. - A dlaczego nie? Ja, będąc politykiem, bym wolał mieć skuteczny instrument oddziaływania, a do tego potrzebny jest taki, który ma poziom słuchalności na wysokim poziomie - odpowiadał Strzyczkowski. 

Jaka powinna być teraz Trójka? - Co do zasady, Trójka powinna trzymać się tego jaka była, a co do ludzi i treści powinna się zmieniać - mówił Strzyczkowski. - Ja bym chciał spotkać w Trójce takich ludzi jak niektórzy z nas sprzed 30 lat - którzy chcą zbawiać świat, którzy uważają, że nasza narracja już nie przystaje do dzisiejszych czasów, chcą rewolucyjnych zmian w radiu, uważają, że wszystko wiedzą najlepiej i są mistrzami świata - marzył w rozmowie z Olszańskim.