"Zaraza" Kazika zjada Polskę. "Nie ma nadziei, że tutaj się jeszcze coś zmieni" [RECENZJA]

Po przesłuchaniu "Zarazy" trudno byłoby mi zaprzeczyć, że Kazik Staszewski jest wyjątkowo sprawnym obserwatorem rzeczywistości. Znowu pokazał też, że swoje obserwacje potrafi przerobić na chwytliwe teksty piosenek. Najbardziej mnie jednak dziwi, że do promocji tej płyty wybrano chyba dwie najnudniejsze piosenki z całego albumu.
Zobacz wideo

"Zaraza" czyli pierwsza od kilkunastu lat solowa płyta Kazika Staszewskiego, miała bodaj największą, najskuteczniejszą i do tego darmową kampanię reklamową, jaka zdarzyła się ostatnio w przypadku muzyki w Polsce. Więcej rozgłosu przed premierą udało się chyba zdobyć tylko Wojtkowi Smarzowskiemu, kiedy prawicowe media próbowały zbojkotować  "Kler". Afera w Trójce, która wybuchła po anulowaniu notowania "Listy Przebojów Trójki" z powodu wygranej krytycznej wobec Jarosława Kaczyńskiego piosenki "Twój ból jest lepszy niż mój", skutecznie nowe wydawnictwo Staszewskiego zupełnym mimochodem wypromowała. Toteż album jeszcze przed premierą został zamówiony przez tyle osób, że mowa tu już o statusie Złotej Płyty - oznacza to 15 000 sprzedanych egzemplarzy.

>>> Burza w Trójce. Sławomir Pietrzak o nadchodzącej płycie Kazika: Jeden ze smakołyków poznaliście, będą kolejne <<<

"Zaraza" Kazika kryje lepsze piosenki niż "Twój ból"

Paradoksalnie piosenka, dzięki której do tego doszło, nie jest ani najciekawszym, ani najlepszym utworem, jaki na "Zarazie" znajdziemy. Powiedziałabym, że "Twój ból jest lepszy niż mój" jest w pewnym sensie najdelikatniejszą formą krytyki, jaka spotyka polityków na tym albumie. Dużo bardziej chwytliwe i dosadne "protest songi" chowają się pomiędzy pozostałymi utworami, a co najważniejsze mają w sobie zadziorność, za którą od lat teksty Kazika wielu sobie ceni. 

W parze z tymi tekstami idą smaczne aranżacje muzyczne Wojtka Jabłońskiego, który faktycznie dobrze potrafi wyczuć potrzebny do słów klimat. Multiinstrumentalista w zależności od tego, o czym Staszewski śpiewa, ubiera wokal w mniej lub bardziej złożone kompozycje, dzięki czemu kawałki takie jak "Gdy Chińczycy mówią Gan-Pai" i "Demokracja" mają w sobie energię buntu - są po prostu stworzone do tego, żeby je wyskakać na koncertach. No, ale niektóre z tych aranżacji nie ratują mniej ciekawych utworów, a nawet sprawiają, że te piosenki brzmią jak zwykłe zapychacze albo proste przyśpiewki, które dowcipny wujek śpiewałby na rodzinnej imprezie. 

Kazik w piętnastu nowych piosenkach opisuje dokładnie to, co się działo przez ostatnie miesiące w Polsce i na świecie, co z "Zarazy" czyni taki typowy "dziennik z czasów zarazy". Staszewski dorzuca też do tego worka kilka piosenek o rodzinie i kilka skierowanych do fanów, w których bardzo dobitnie podkreśla, że nikogo przed niczym nie obroni, a na pewno też nie doradzi, co robić w związku z pandemią i nieodpowiedzialnym zachowaniem polityków. Przede wszystkim jednak w tekstach nowych piosenek słychać ostrą krytykę, dużo poczucia humoru i sporo dystansu do siebie. Kazik nie ograniczył się więc tutaj tylko do wytykania błędów samym politykom, obrywa się tak naprawdę każdemu, kto ulega patologiom współczesnego życia. Czyli nam wszystkim.

"Zaraza". Krytyka rzeczywistości ciekawsza niż pandemia

Album otwiera utwór "Kwarantanna", w którym Kazik śpiewa o wyjątkowej monotonii i szkodliwości domowej izolacji, używając przy tym swojskich rymów pokroju "kwarantanna, kwarantanna, pokój, kuchnia, kibel, wanna" i na sam koniec stwierdza, że "to nie sposób na przetrwanie". Powtarza również wyrażoną w kilku wywiadach opinię, że prawdziwym wirusem i zarazą, które zagraża światu, jest ludzkość i to "prawda, której nic nie zmieni". W podobnym tonie wybrzmiewa też "Nigdzie już nie pójdę dziś", gdzie Kazik wyśmiewa ludzi przekonanych, że są "panami świata" - w jego oczach epidemia pomaga przyrodzie "powstać z kajdanów człowieka", czego dowodem ma być m.in. czysta woda w weneckich kanałach. 

Na skutki epidemii zwraca uwagę piosenką "Noże i pistolety", która w świetle ostatnich wydarzeń w USA i rozruchów po zabójstwie George'a Floyda wydaje się zaskakująco prorocza. "Wyczuwam w ludziach gniew", śpiewa pogodnie Kazik, wspominając o nędzy, biedzie i płonących barykadach. Winna jest "władza-prostytutka", która dla ludzi ma "gaz i krew". To piosenka zainspirowana rozmową z Wojtkiem Jabłońskim, który stwierdził, że "nie tyle boi się zakażenia, co tego, że ludziom skończy się kasa, wyjdą na ulice i będą rozruchy". Jak powiedział Kazik w rozmowie z Jarkiem Szubrychtem z "Gazety Wyborczej", momentalnie miał wtedy przed oczami obraz odwiedzonego jesienią Santiago de Chile, gdzie "miasto było zdewastowane, witryny sklepowe zabite deskami, popalone samochody, barykady na ulicach". 

 

Bez wątpienia najostrzejszym politycznie fragmentem płyty jest "Demokracja", w której Kazik nie przebiera w słowach i pyta: "Dlaczego owe pijane stado, bełkoczące o tym, o czym nie wie, myjące się jeden raz w roku, poucza mnie, co dobre, co złe?". Staszewski patrzy na obecny ustrój pesymistycznie, wręcz stwierdza, że się go teraz boi. Głównie dlatego, że "wąsate mordy" czy "parazyty na wakacjach" uodporniły się na wiedzę, zaś "bez dusz upiory" "kontrolują i ciebie, i mnie". Do tego Jabłoński dorzucił odpowiednio nastrojowe otwarcie z organami w tle i mocne riffy podkreślone miarowymi partiami perkusji, które tworzą efekt podrasowanego na rockowo hymnu religijnego. 

Piosenką, która potencjalnie mogłaby w Polsce wywołać największe oburzenie, jest "Gdy Chińczycy mówią gan-pai". Staszewski nie tylko nabija się z charakterystycznego dla polskich polityków służalstwa wobec USA, które w obliczu pandemii dały "dupy" i "przegrały to rozdanie". Chińczycy bowiem "trzecią wojnę wygrali bez jednego wystrzału". Do tego Kazik ewidentnie uderza w tak ważne w naszym życiu publicznym uczucia religijne i śpiewa "nie ma Boga, a jeśli jest, to Bóg zły". Ksiądz Rydzyk pewnie mu tego nie daruje.

Staszewski szydzi w tym samym tekście z Polaków, którzy są rasistami ("Nikt nie chce za sąsiada mieć Araba czy Cygana/Polska dla Polaków - święta prawda, proszę pana") i politycznej narracji o wstawaniu z kolan ("nie mogę się nadziwić, jaki piękny jest ten kraj"). Podsumowuje rozprawę z typową polską moralnością stwierdzeniem, że gdy Chińczycy mówią "gan pai" - wznoszą toast za kolejne sukcesy - u nas będzie, jak jest "na wieki wieków, amen" i "nikt nie wyjdzie stąd żywy". Sama melodia jest też ciężka i mroczna, rytmiczny bas i perkusja wręcz ułatwiają rapowaną melorecytację Kazika - znamienny utwór.

 

We wspaniale prześmiewczej i rytmicznej piosence "Nie mam na nic czasu, bo oglądam seriale" Kazik ironicznie ciągnie rozważania z "Kwarantanny" o sposobach spędzania wolnego czasu podczas izolacji. W tym utworze zdecydowanie obrywa się tym rzekomo bardziej nowoczesnym osobom, które zamiast próbować coś zmienić naokoło siebie, cały swój wolny czas spędzają na oglądaniu seriali - ta rozrywka pochłania ich tak bardzo, że odcinają się od świata. Ludzie są bierni i to Staszewski w tekście potępia.  

Trudno uciec przed też wrażeniem, że na tle całej płyty szczególnie piosenki takie jak wesolutkie "Kluczem przyciskaj windę", "Hania i Hela" dla wnuczek artysty,  "Powiedzcie, że kochacie nas" czy "Zakażona miłością" to w jakiejś mierze zapychacze, bowiem pozostałymi kawałkami Kazik i Wojtek Jabłoński pokazali, że mają ciekawe spostrzeżenia i ważne do nazwania rzeczy, a przy tym są w stanie muzycznie dać do pieca. Te utwory po prostu przelatują, są trochę nijakie na tle pozostałych piosenek. W nich czuć, że płyta powstawała w bardzo krótkim czasie - są zbyt powierzchowne, żeby utkwić w pamięci. 

"Zarazę" Kazik zamyka, rozprawiając się z mitem bohatera i idola publiczności. Raptem kilka tygodni temu stał się przecież twarzą trójkowej afery, która doprowadziła do zmian w "dobrej zmianie", rządzącej od kilku lat mediami publicznymi. Kazik nie ukrywa, że tak naprawdę również on - choć jest przecież bardzo wnikliwym obserwatorem rzeczywistości - nie ma pojęcia, co dalej będzie i co należy zrobić. "Twój bohater jest do niczego/Natura podła przerasta jego" - śpiewa. Tu chyba tutaj najlepiej widać, to co zapowiadał Sławomir Pietrzak: Kazik to też "ciepły, mądry i rozsądny facet", który obnaża się przed słuchaczami z poczucia, że niewiele jest w stanie w tym świecie wskórać. Na pewno producent płyty jest przekonany, że to najlepszy album Kazika od czasu "12 groszy" - coś w tym może być.