Walka z kampanijnym disco polo to jak walka z ostrym cieniem mgły. Dziś kandydaci nie sięgają po muzykę jak kiedyś

Trudno jest w Polsce wygrać wybory muzyką. Podczas gdy np. w USA politycy od dekad aktywnie zabiegają o poparcie ze strony muzyków, zaś ich sztaby wyborcze przywiązują sporą wagę do "umuzyczniania" kampanii, w Polsce rozrywkowa część przedwyborczych aktywności od kilku lat jest mocno zaniedbywana. Tymczasem znamy przecież przypadki, gdy polska piosenka wyborcza potrafiła porwać tłumy.

Kiedy Donald Trump drze koty z kolejnymi wykonawcami, którzy nie chcą, żeby ich utwory były grane na jego wiecach, w Polsce mieszkańcy Skoczowa śpiewają dla Andrzeja Dudy specjalną wersję "Hallelujah" Leonarda Cohena. Minęły czasy, gdy polscy wokaliści i muzycy z ochotą włączali się do politycznego wyścigu, pisząc na zamówienia sztabów (bądź z własnej woli) wyborcze przeboje, i vice versa - teraz rzadko bywa, że kandydat na wysoki urząd reklamuje się oficjalną piosenką.

Od dawna nie pojawił się hit, który szturmem wziąłby serca Polaków w przedwyborczej gorączce i faktycznie zachęcił do pójścia do urn. Przy pierwszych wolnych wyborach prezydenckich i parlamentarnych po 1989 roku dopiero oswajaliśmy się z nową rzeczywistością i sposobami, które w tej rzeczywistości miałyby zadziałać na elektorat. Z każdą kolejną kampanią polityczno-muzyczne poletko robiło się jednak coraz barwniejsze (i rozkwitało, przynajmniej do pewnego momentu).

Zobacz też: The Rolling Stones grożą Donaldowi Trumpowi pozwem. Mogą dopiąć swego >>

“Ole, Olek, dzisiaj na prezydenta tylko ty!”

Zanim w 1995 roku pół Polski zaczęło nucić "Ole Olek" zespołu Top One, pierwszą muzyczną próbę w ramach dużej kampanii podjęło Polskie Stronnictwo Ludowe. Antoni Dudek w rozmowie z Kulturą Liberalną przypomniał, że w lansowaniu politycznych przebojów prekursorem nie był Kwaśniewski, lecz właśnie PSL z piosenką "Pawlaków krew". Lata 90. oznaczają szał na disco polo, stąd nie dziwne, że utwór przybrał tę konwencję - i tym samym zabezpieczył status disco polo jako gatunku pierwszego wyboru, jeżeli chodzi o piosenki wyborcze. W sieci nie sposób się dziś dokopać do materiału wideo, ale Dudek w książce "Historia polityczna Polski 1989-2005" zacytował fragment lotnego tekstu "Pawlaków krwi" w wykonaniu Bohdana Smolenia. Brzmiał on m.in. tak:

Tak niewiele marzy się, a tu ciągle kurna źle. / Jestem jak lew, walczę za trzech, gdy spuszczę psy, to gmina drży. / By się mogło zmienić dziś, trza się skrzyknąć z wszystkich sił. / Jaśka, Kazka, Waldka też - by się stała wielka rzecz. (...) / Jestem jak śpiew. Stu gardeł śpiew. / Mam w żyłach krew, Pawlaków krew?

Dudek podkreślił, że w przypadku Kwaśniewskiego muzyczne posunięcie było "bardziej ryzykowne, bo nie do wszystkich jego wyborców ten rodzaj muzyki trafiał". Konsultantem kampanii prezydenckiej Aleksandra Kwaśniewskiego był Jacques Séguélla, francuski specjalista od marketingu politycznego, który pomógł w przeprowadzeniu sprawy od początku do końca w iście europejski sposób.

Były gorące debaty, odwiedziny w niemal 120 miejscowościach, prezenty dla uczestników wieców, i piosenka też była - discopolowa, ale ugrzeczniona. Sztab Kwaśniewskiego zgłosił się do grupy Top One i zastrzegł, że skomponowany przez nich numer ma być hitem. W nagraniu piosenki wziął udział pochodzący z Ghany Daniel Oware, na scenie wykorzystanej w wideoklipie powiewał baner Pepsi, zaś radosny Aleksander Kwaśniewski pląsał do rytmu, trzymając na rękach małą dziewczynkę. 

 

Zrobienie z "Olka" przeboju udało się z nawiązką. Abstrahując od tego, że cała kampania Kwaśniewskiego była bardzo skuteczna, za dowód podajmy fakt, że "Ole Olek" utrzymywał się na liście przebojów bijącego rekordy popularności programu "Disco Relax" przez 23 tygodnie, z czego sporo czasu spędził na szczycie notowania.

Top One koniec końców pożałował występu i na płycie "Ye, O!" w 1998 roku żarliwie przepraszał słuchaczy: "Przepraszamy cię, Polsko, za to cośmy tobie uczynili/Nieświadomi, zmieniliśmy losy twoje/Nas samych nędznie okłamali, za co nawet srebrników garści nie dali". Mimo gorzkich wspomnień żadna wyborcza piosenka nie powtórzyła aż tak szeroko zakrojonego sukcesu. Pamięć o "Olku" jest żywa do dziś - jesienią 2019 roku na konwencji programowej Lewicy, ku niemałej uciesze zgromadzonych, Aleksander Kwaśniewski został przywitany właśnie tym przebojem. 

 

Nawet chociaż wspomniany sukces utworu Top One był niełatwy do przebicia, po kampanii prezydenckiej w 1995 roku pojawiali się śmiałkowie, którzy szczerze wierzyli, że muzyką zjednają sobie przychylność wyborców i nie bali się eksperymentów. Wyjątkową kreatywnością wykazywał się w tym zakresie polityk, który m.in. z pomocą zespołu Trubadurzy miał zamiar Polskę "zLepperować".

Ten kraj jest i nasz, i wasz, i Czechów

Nie było u nas do tej pory ugrupowania, które przemawiałoby do ludzi przez muzykę i zabawę tak celnie, jak Samoobrona Andrzeja Leppera. Jak przypomina Krzysztof Gajdka w artykule "Muzyczne gifty w kampaniach wyborczych", Samoobrona od 2001 roku pakowała niemałe pieniądze w ważne kampanie, których w latach 2000-2005 było aż sześć - finanse szły na reklamy, na wydarzenia, jak i m.in. na prezenty. W trakcie kampanii prezydenckiej w 1995 roku Aleksander Kwaśniewski rozdawał potencjalnym wyborcom rozmaite gadżety - kubki, długopisy itp. Kilka lat później na wiecach Samoobrony można było dostać np. płyty z piosenkami stworzonymi przez popularnych artystów specjalnie dla partii (co nie było nowością, bo w tej dziedzinie szlaki znowu przecierał PSL).

Bez wątpienia można tu stwierdzić, że PSL miał mniej kampanijnej werwy niż Samoobrona. Cytując Gajdkę, w gorącym wyborczym okresie partia pod wodzą Andrzeja Leppera konsekwentnie stawiała na "demonstrację siły: (…) festyny wyborcze z udziałem gwiazd estrady i tysiącami uczestników, konwencje partyjne przy pełnych salach wypełnionych działaczami w biało-czerwonych krawatach, (…), eventy obliczone na udział mediów i późniejszą relację (np. wjazd Leppera na koniu na rynek w Gnieźnie), oryginalne działania (np. wystąpienie Leppera tłumaczone na język migowy) oraz sprawdzone w latach 90. metody (np. blokada przelotowej ulicy Francuskiej w Katowicach przed Wojewódzkim Sztabem Wojskowym, na znak protestu przeciwko wysłaniu wojsk polskich do Iraku)".

Na wspomnianych festynach wyborczych można było usłyszeć rozmaite przeboje. Za piosenki, które pojawiły się na płytach rozdawanych podczas wydarzeń jeszcze w 2000 roku, odpowiadał zespół Dr Jasnowidz. Jego największym hitem okazał się utwór "Ten kraj jest nasz i wasz", który po pewnym czasie mianowano nawet nieoficjalnym hymnem Samoobrony - partia wykorzystywała go we wszystkich materiałach promocyjnych.

 

Krzysztof Gajdka zaznacza niemniej, że falę popularności piosenki przerwało śledztwo dziennikarzy "Trójki", dzięki któremu na jaw wyszło, że "Ten kraj" to plagiat czeskiego szlagieru "Ten chleb je tvuj i muj", który wygrał festiwal w Sopocie w 1978 roku. "Zespół Dr Jasnowidz tłumaczył, że utwór był im znany z wesel i nie mieli pojęcia, że naruszają prawa autorskie (…). Kiedy okazało się, że nie uregulowano tantiem od wykonania w ZaiKS i OSA (…) oraz nie uzyskano zgody autorów na dopisanie do utworu polskiego tekstu, piosenka została wycofana z materiałów partii, głównie ze strony internetowej, a sam Andrzej Lepper zaprzeczył, jakoby kiedykolwiek była hymnem partii" - pisze Gajdka.

Z "Tego kraju" trzeba było zrezygnować, jednak Samoobrony nie odstraszyło to od muzycznych zbrojeń aż po zęby. Na wybory prezydenckie i parlamentarne w 2005 roku zespół Trubadurzy nagrał piosenkę "Polskę trzeba zLepperować", gdzie można usłyszeć m.in. takie słowa:

Bezrobotni, bez nadziei, w pośredniakach/Nie ma pracy i perspektyw żadnych nie ma/Egzystencja śmietnikowa - los Polaka/Jak bez grosza przeżyć życie - polski temat/To kraina gdzieś pośrodku Europy, ciągle psuta, rozkradana, chociaż swojska/Postaw sukna wciąż szarpany przez szakali, ten popsuty kraj to jest niestety Polska!/Polskę trzeba zLepperować, zrobić remont, inny ład/Kiedy władza będzie nowa, wtedy zmieni się nasz świat/ZLepperować trzeba Polskę jak najprędzej, zanim oni doprowadzą nas do nędzy/Ci, co byli, co rządzili, co okradli nas, zLepperować kraj ojczysty jest już czas (…).
 

Mało? W sierpniu, dwa tygodnie po premierze piosenki Trubadurów, na wiecu w Darłowie zagrała jedna z najgorętszych grup tamtych lat - Ich Troje. Cztery lata wcześniej Jacek Łągwa na zamówienie Sojuszu Lewicy Demokratycznej napisał utwór "Czas normalnej drogi". Tak jak wtedy Ich Troje zapewniali, że "tej piosenki nie należy łączyć z zespołem" i że nie są za "manifestowaniem swojej przynależności politycznej", tak i w 2005 roku na stronie internetowej grupy pojawiła się deklaracja: "Chciałbym zaznaczyć, że ani Michał Wiśniewski, ani Jacek Łągwa, ani tym bardziej Ania Świątczak nie są związani z żadną partią ani opcją polityczną, ani żadnej tym samym nie popierają, ani nie nakłaniają do wyboru jednego z kandydatów". 

Kompozycja grana na koncertach organizowanych przez Samoobronę przed wyborami parlamentarnymi nosiła tytuł "Dokąd idziesz, Polsko?" i, jak tytuł zresztą wskazuje, uderzała w pompatyczny ton. Szczególnie czuć go, gdy w teledysku smagani wiatrem pośród burzy członkowie zespołu z towarzyszeniem mieszkańców przedstawionej w teledysku wioski śpiewają: "Dokąd idziesz, Polsko? Dokąd idziesz kraju? Czy do wrót piekielnych, czy do bramy raju? Czego pragniesz dzisiaj, czego ci potrzeba, aby dotrzeć prędko do samego nieba?".

 

Jako ciekawostkę warto przypomnieć, że w tym samym czasie Marek Borowski, który stał na czele Socjaldemokracji Polskiej, zapragnął porozumieć się z "ludźmi niechętnymi polityce" i nawiązał współpracę z raperem Jackiem "Mezo" Mejerem. "Hip hop jest językiem ludzi, którzy są niechętni polityce, a do nich także chciałbym dotrzeć. Mezo nie miesza polityków z błotem – raczej stawia im wymagania (...) piosenka 'Ważne' jest pod tym względem charakterystyczna i odpowiada sposobowi myślenia SDPL" - pisał na swojej stronie internetowej Borowski. "Ważne", nagrana przez Mezo z Kasią Wilk, popłynęła w telewizyjnych spotach SdPL. Zapytany później, czy "żałuje romansu z polityką", Mezo stwierdził: - Zupełnie nie. Ceniłem Marka Borowskiego i cenię do dzisiaj, więc zero problemu. Choć mam świadomość, że w tym kraju wszelkie flirty artystów ze światem polityki odbierane są negatywnie. Nawet jeśli wynikają z bezkompromisowego podejścia do wielu spraw.

Piosenka niekoniecznie dobra na wszystko

Samoobrona swoim rozmachem postawiła poprzeczkę całkiem wysoko. Sama miała trudności, żeby jej dosięgnąć w 2007 roku, kiedy kandydującą do parlamentu Annę Kalatę reklamował utwór "Już masz kandydata, to Anna Kalata na lepsze lata". Okres świetności partii Leppera przemijał m.in. wskutek wyjścia na jaw rozmaitych afer z udziałem jej członków, a po tym, jak przeminęła świetność, Samoobrona przeminęła w ogóle. Tym samym na kampanijnej scenie zrobiło się nieco więcej niewykorzystanej na odrobinę szaleństwa przestrzeni.

Starał się to wykorzystać np. sztab Grzegorza Napieralskiego, który w 2010 roku startował z ramienia SLD w wyborach prezydenckich. Hymnem jego kampanii była piosenka "Są nas miliony" w wykonaniu duetu 2Sisters, bliźniaczek znanych w mediach jako "aniołki Napieralskiego". Ówczesnemu szefowi SLD nie udało się "zdobyć świata" w rywalizacji z Jarosławem Kaczyńskim i Bronisławem Komorowskim, ale śpiewające siostry przynajmniej przez moment dobrze się bawiły.

 

Rok później, podczas kampanii do wyborów parlamentarnych, po muzyczną formę przekazu ponownie sięgnął prekursor, czyli Polskie Stronnictwo Ludowe. W klipie do utworu "Człowiek jest najważniejszy" - niemalże od razu wywołującego skojarzenia z brzmieniem zespołu Enej - wystąpili m.in. Władysław Kozakiewicz, Waldemar Pawlak, Stanisław Żelichowski, a nawet… Margaret. Popularna dziś wokalistka po latach tłumaczyła się z występu: - To były czasy mojej biedoty, pt. "biedna studentka", ja byłam stylistką w tym teledysku. Pod koniec dnia zdjęciowego okazało się, że jakiś statysta nie przyszedł i po prostu mnie tam z góry zwerbowali i powiedzieli, że dadzą mi 300 złotych więcej, a ja taka biedna i mówię: "no dobra, lecę". To taka przygoda, nie popieram, bo nie interesuję się polityką w ogóle.

 

Im bliżej współczesności, tym oficjalnych piosenek wyborczych znajdujemy coraz mniej. Za śpiewanie o wiele częściej zaczęli się zabierać sami wyborcy, złaknieni muzycznych wrażeń od - zdawałoby się - niewzruszonych sztabów. W 2015 roku, kiedy Andrzej Duda walczył o objęcie prezydentury z Bronisławem Komorowskim, otrzymał wyrazy wsparcia od pani Emilii Gołaszewskiej w piosence "Andrzej Duda nam się udał". Autorka nie bała się skorzystać ze swojego operopodobnego wokalu i z radością ogłaszała światu, że "wnet pryśnie czartowska moc, blask jutrzenki jej mrok rozjaśni", a do tego "w dudy zadmie dziś nowy duch/Babel kłamstwa obali nuż".

Dziś zostało "Hallelujah" i Trzasko Polo

Kandydaci w tegorocznych wyborach prezydenckich w zdecydowanej większości podtrzymali trend i nie odważyli się pójść w muzykę - być może dlatego, że część z nich wiosną wyczerpała temat w ramach #Hot16Challenge2. Jedynie Robert Biedroń nienachalnie promował się oryginalnym utworem, podpisanym na jego kanale na YouTube hasłem "Piosenka Biedroń 2020". Co prawda nie udało jej się wedrzeć na jakiekolwiek listy przebojów - być może dlatego, że nie wpisała się w nurt disco polo - lecz doceniamy próbę. 

 

W grze o fotel Prezydenta RP po pierwszej turze głosowania pozostali Andrzej Duda i Rafał Trzaskowski. Ten pierwszy we wspomnianym #Hot16Challenge2 dał występ, który odbił się w kraju niezwykle szerokim echem - jeśli ktokolwiek potrzebuje przeżyć to jeszcze raz, może to zrobić tutaj. Drugi z panów po mikrofon nie sięgnął. Muzycznie udzielił się jedynie w maju, u szczytu afery w Programie Trzecim Polskiego Radia, kiedy porozmawiał z Wojciechem Mannem o wspólnie utworzonej playliście "w hołdzie gwiazdom Trójki".

Czytaj więcej: Wojciech Mann i Rafał Trzaskowski w rozmowie o muzyce. "Trójka to smutny pogrzeb" >>

Zamiast sztabów o dostarczenie kampaniom rozrywkowych walorów ciągle dbają jednak wyborcy. I tak oto Andrzej Duda niedawno doczekał się zadedykowanego mu coveru ponadczasowego utworu Leonarda Cohena "Hallelujah". Zaśpiewali go ochoczo mieszkańcy śląskiego Skoczowa - prezydent, któremu nie sposób się dziwić, "miał łzy w oczach":

 

Grzegorz Napieralski miał swoje bliźniacze aniołki, natomiast Andrzeja Dudę kilka miesięcy temu postanowili wesprzeć SuperTwiNS. Ich utwór "Duda na plus" do teraz zebrał na YouTube prawie 900 tys. wyświetleń. Młodzi wokaliści skorzystali z przebojowej konfiguracji słów "Duda" i "to się uda" - i poszło. Nie wiadomo, czy w przypadku odsłuchu tego utworu obecnie urzędujący Prezydent RP też miał łzy w oczach, jednak z pewnością przynajmniej odrobinę się wzruszył.

 

Piosenkę na swoją cześć dostał również Rafał Trzaskowski, dla którego grupa o sugestywnej nazwie Trzasko Polo napisała bojową pieśń "Zwyciężaj Rafaelu". We wspomnianej rozmowie z Wojciechem Mannem kandydat Platformy Obywatelskiej zapewniał, że disco polo zdecydowanie nie znajduje się w kręgu jego muzycznych zainteresowań, lecz walka z kampanijnym disco polo jest niczym walka - przepraszam, ale trudno się powstrzymać - z ostrym cieniem mgły. "Trzask-prask, i serce oszalało/Trzask-prask, zdobywaj Polskę całą/Trzask-prask, ty prowadź nas do celu/Trzask-prask, zwyciężaj Rafaelu!" - m.in. tak zagrzewa Trzaskowskiego i jego wyborców wokalista Trzasko Polo. 

 

Czy skutecznie? O tym przekonamy się 12 lipca po drugiej turze wyborów prezydenckich.

Więcej o: