Taco Hemingway. "Mickiewicz naszych czasów" świętuje 30. urodziny

Zaczynał od wrzucania swoich płyt do sieci za darmo, a na jego pierwszy koncert przyszli głównie znajomi ze szkoły. Dziś jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich raperów, który konsekwentnie mediów unika. Jego zdolności namiętnie wychwala m.in. Zbigniew Hołdys, a nastoletnie fanki piszą o nim opowiadania z podtekstem erotycznym. Ma na koncie kilkadziesiąt nagród, długą listę złotych i platynowych płyt, jako pierwszy polski artysta razem z Dawidem Podsiadło wyprzedał bilety na koncert na Stadionie Narodowym. I właśnie założył własną wytwórnię. Taco Hemingway 29 lipca skończył 30 lat.

Z nieco perwersyjną przyjemnością czytam teksty, w których 40- czy 50-latkowie próbują wytłumaczyć, dlaczego słuchanie muzyki Taco Hemingwaya jest spoko, albo właśnie nie jest spoko. Z lekkim skrzywieniem po studiowaniu socjologii, lubię sprawdzać ścieżki tego, jak można "wyjść ze swojej bańki". 

Rap o świecie, który znam

Sama jestem modelowym wręcz odbiorcą jego muzyki: mieszkam w Warszawie, w tym samym czasie uczyłam się w jednym ze stołecznych ogólniaków, moje koleżanki z gimnazjum chodziły z nim do tej samej szkoły czy klasy, a na studiach poznałam kolejne osoby, które się z nim znały choćby z widzenia. Zanim Taco stał się sławny, byłam szczerze zachwycona jego satyrycznymi montażami z filmu "Upadek" i zgadzam się z opinią, że "Hitler: w poszukiwaniu elektro" to jeden z założycielskich filmów polskiego internetu.

No i faktem jest, że na samym początku rapował chłopak o świecie, który dobrze znam - umowa o dzieło była także moim nemesis. Do tego jego teksty są na tyle uniwersalne, że mogę spokojnie uznać, że wczesne kawałki są i do mnie, i o mnie. Fajnie jest mieć "swojego rapera", nawet jeśli nie jest to ziomek ze szkoły czy podwórka. Daleko mi jednak do fanatycznego oddania i nie zamierzam narzekać, że "stary Taco" się skończył i teraz "to już nie to samo, co kiedyś", "sprzedał się" i "robi pod publiczkę".

Doceniam i śledzę jego poczynania, choć niejednokrotnie wpędzały mnie w życiowe kompleksy. Wiecie, koleś właśnie mówi, że ma 30 lat, czuje się staro na rapowej scenie, więc założył z kolegami "po fachu" własną wytwórnię, żeby "spłacić długi" wobec tych, którzy pomogli mu wcześniej rozkręcić karierę. W przestrzeni medialnej Taco funcjonuje od pięciu lat, i cóż to były za lata!

 

Urzeka mnie, że z jednej strony krytycy muzyczni kochają Taco jak niemal własne dziecię, a inni łajają go za to, że jego kolejne płyty nie są tak dobre jak "Trójąt warszawski" czy "Umowa o dzieło", tylko raczej celują w nastoletniego odbiorcę. "Mówi się, że Taco Hemingway to rap dla tych, którzy na co dzień nie słuchają rapu. Obiegowa opinia internetu brzmi, jakby miała być obelgą, a jest całkiem rzetelną rekomendacją. Jeśli męczy cię polski rap, spróbuj Taco" - radził kiedyś życzliwie Jacek Świąder z "Wyborczej".

Z kolei Jarek Szubrycht popełnił wspaniały elaborat, w którym opisuje reakcje swoich znajomych, zgorszonych informacją, że słucha muzyki Taco. Nazwał ich wprost "wujami", którzy wiedzą lepiej, co to jest dobra muzyka, a nawet nie sprawdzili, co też artysta śpiewa i "ma na myśli". On i inni przychylni recenzenci doceniają, że Filip Szcześniak ma talent do plastycznego opisywania rzeczywistości. Nie bez znaczenia jest też fakt, że Taco posiada rozległe kompetencje kulturowe i w swoich tekstach rapuje z taką samą swobodą o Kabarecie Starszych Panów, jak o Miley Cyrus czy 2Pacu.

Zobacz wideo Męskie Granie wpisało w na stałe w muzyczny pejzaż Polski. Daje muzykę, która nie powstałaby w żadnych innych okolicznościach [Popkultura odc. 42]

Jak to się zaczęło? 

Początki były skromne. Filip Szcześniak zaczynał rapować po angielsku jako Foodvillain i to już w 2011 roku - wydał dwie krótkie epki, w tym "Young Hems". Projekt z większym zainteresowaniem się nie spotkał - jak sam Taco rapuje na "Marmurze" z 2016 roku, do przełomu doszło dopiero, kiedy ktoś mu poradził, żeby "robić rapy" po polsku. Nagrał więc i zażarło: "Trójkąt warszawski" ukazał się pod koniec 2014 roku. Był dostępny za darmo na jego stronie i okazał się sporym sukcesem. Ludzie metodą poczty pantoflowej polecali nagranie kolejnym znajomym, zaczęły się wywiady - dziś to niemal perełki.

Symboliczne jest i to, że radiowa premiera kawałków z "Trójkąta warszawskiego" odbyła się na antenie radiowej Trójki - od tego czasu muzyka Taco pojawia się tam bardziej regularnie. Dzięki jego tekstom wgląd do enigmatycznego świata "współczesnej młodzieży" dostali ci, którzy młodzieżą od dawna już nie są. Tomasz Peciakowski w wywiadzie z "Gazetą Wyborczą" nazwał go nawet "swego rodzaju tłumaczem międzypokoleniowym", choć podkreślił też, że "tworzy on barwny, ale powierzchowny obraz rzeczywistości - bez głębszej refleksji i poszukiwania rozwiązań".

 

Tymczasem Taco na samym początku ostrożnie kalkulował, jakie ma przed sobą możliwości. W rozmowie z Metro Warszawa w 2015 roku mówił:

Na razie chcę wydawać kolejne płyty i nie zrażać się, jeśli nie będę miał takiej publiczności jak Peja czy Tede. Będę rapował, bo strasznie się jaram tą ekspresją. Mam nadzieję, że znajdę swoją niszę, że ktoś mnie będzie chciał wydać.

Jak wiemy dziś, ta nisza okazała się niezwykle pojemna. Ale on miał wtedy dopiero 24 lata, a "Umowa o dzieło", po której został szumnie określony "głosem pokolenia prekariuszy", miała się dopiero ukazać. Po niej podpisał kontrakt z jedną ze swoich wymarzonych wytwórni, Asfalt Records. I tak zaczęła się doroczna tradycja polegająca na tym, że latem "znienacka" i bez kampanii reklamowej w sieci pojawia się kolejna płyta Taco, którą niemal zawsze można ściągnąć za darmo z sieci. Mniej więcej w tym czasie zrezygnował też z kontaktów z mediami - był zmęczony łatką "prekariusza". Portalowi natemat.pl wyjaśnił:

Bardzo mnie to irytuje. Na siłę wpychają mi "Prekariat" w tytuł recenzji albo wywiadu, bo ten termin obecnie dobrze się sprzedaje, albo, jak to się mówi, dobrze się klika. Sądzę, że jest to typowe leniwe dziennikarstwo, które próbuje zestawić w jednym artykule dwa gorące tematy. Rzecz jasna, nie oszukujmy się, sprawy nie poprawia tytuł drugiej EP-ki, ale jak się przyjrzeć tej płycie, to jest ona całkowicie apolityczna. A inna sprawa, że z tego co widzę, zaczyna przyrastać do mnie łata korporapera, mimo że nigdy nie pracowałem w korporacji i nie znam tych realiów. 

Ponieważ krytycy muzyczni uznali "Trójkąt" i "Umowę o dzieło" za jego największe i najciekawsze osiągnięcia, każdy kolejny album przyjmowano już z mniejszym entuzjazmem. Fani zachwycali się jeszcze jego koncepcyjnymi "Woskiem" i "Marmurem", ale kiedy w 2017 roku pojawił się "Szprycer" z nowymi, bardziej elektronicznymi aranżacjami, przesterami wokalu i tekstami, które nie były takie same jak na poprzednich płytach, bo traktowały o tym, jak Filip radzi sobie z popularnością, zaczęli trochę marudzić i pisać, że "tęsknią za starym Taco", który opisuje świat lepiej im znany. Niby to był "low point", ale rok później spadła prawdziwa bomba.

W 2018 roku ruszył projekt Taconafide - Taco Hemingway i Quebonafide, czyli jeden z najlepiej sprzedających się raperów w Polsce, nagrali wspólnie płytę "Soma 0,5". Krytycy przyjęli ją już z większym zainteresowaniem niż "Szprycera", ale ciągle narzekali, że to nie to samo, co "Umowa o dzieło". Nic to jednak, bo krążek okazał się komercyjnym sukcesem: sprzedało się ponad 150 tys. egzemplarzy, kolejne teledyski biły rekordy wyświetleń, piosenki okupowały radiowe listy przebojów, a bilety na trasę raperów wyprzedały się błyskawicznie. Taco Hemingway wszedł w mainstream na stałe, a rapował przecież: "Nie chciałem nigdy mainstreamu, ale nie chciałem być ciekawostką na 5 minut". 

Szcześniak poetą jest. Dla niektórych to "taki współczesny Mickiewicz"

"Nazwanie 30-letniego poety, Filipa T. Szcześniaka, znanego jako Taco Hemingway, stanowiącego głos pokolenia przygłupem, kimś dla analfabetów, debilem dla 13-latków, to akt politycznej pogardy wobec 5 mln ludzi, którzy go słuchają everyday - dla dziennikarzy zaś to zawodowa dyskwalifikacja" - pisał po lipcowej premierze "Polskiego tanga" Zbigniew Hołdys na swoim profilu na Facebooku. Bo Taco bodaj pierwszy raz wypuścił kawałek, który można by nazwać politycznym manifestem, który jest w dodatku bardzo krytyczny. Prawicowe media nie były też zachwycone tym, że w klipie pojawiło się słynnych osiem gwiazdek, które przed ciszą wyborczą zaczęły funkcjonować jako ocenzurowana wersja hasła "j***ć PiS".

Najbardziej we wpisie Hołdysa urzekły mnie dwie rzeczy: a) że Zbigniew Hołdys broni młodego rapera, b) że posypały się tam komentarze w duchu: "Mam 50 lat. Słucham. Lubię", "Mam prawie 50 lat. Słucham. Bywam na koncertach. Teksty genialne! Jest świetny", "Mam 40 lat i żyje rapem od co najmniej dwudziestu. Ten chłopak ma tak przemyślane i dopracowane teksty, ze wyprzedza epokę wieeeeeeeelkim krokiem", "Mam 53. Szanuję bardzo" czy "Mam 48 lat i słucham Taco bez przerwy, odkąd mój nastoletni Syn kilka lat temu mi go podsunął. Byliśmy już raz na koncercie i mamy bilety na październik we Wrocławiu". 

 

Hołdys i jego wielbiciele nie są w poglądzie na poetyckość Taco odosobnieni. W komentarzach pod epką "Marmur" na YouTube wyszperałam uroczy komentarz, którego autor zdradza:

U nas w LO (już nie napiszę jakim) Pani na polskim powiedziała, że Taco to taki Mickiewicz naszych czasów. Myślę, że nie pomyliła się jakoś znacząco...

Inni też sugerowali: "Jak teraz uczą o Mickiewiczu i czytają jego wypociny, tak za 100 lat będzie z 'Marmurem'. Wspomnicie moje słowa. 'Marmur' na lekturę". Pod "Białkoholikami" ktoś napisał "Najlepszy rozkminiacz epoki!". "Te teksty będą na maturze z polskiego za 20 lat" to chyba mój ulubiony komentarz - sama zastanawiałam się nawet, czemu jeszcze nie znalazłam nigdzie w sieci żadnego tekstu, w którym ktoś analizowałby jakąś piosnekę Taco, tak jak to się w szkole robi z wierszami. Może też dlatego pojawiają się głosy, że to muzyka dobra dla dzieciaków z podstawówki - kiedyś bym napisała o słynnej gimbazie, ale po likwidacji gimnazjów ten termin trochę stracił rację bytu. Sam FIlip już w 2015 roku mówił dla Metro Warszawa:

Nie chcę być moralizatorem czy głosem rozsądku, ale już coś przeżyłem, i chciałbym o tym opowiedzieć, bo trochę się martwię o młodszych.

"Uprowadzona przez idoli" - Jak daleko sprawy zaszły?

Po sukcesie "Somy" i takich numerów jak "Tamagotchi" czy "Kryptowaluty" nie było żadnych wątpliwości, że Taco to nie tylko ulubieniec trójkowiczów i bardziej wymagających słuchaczy, ale i idol nastolatek. Moja osobista mamusia ma na ten temat własną teorię, choć przed koncertem na Stadionie Narodowym ani razu nie słyszała jego muzyki (to moja wina, przyznaję). W związku z nędzną akustyką na koncercie niezbyt dobrze rozumiała słowa piosenek. Być może dlatego jej zdaniem Filip podbił serca nastolatek, bo jest po prostu przystojnym mężczyzną - ja się będę jednak trzymać wersji, że jednak bardziej chodzi o dobre teksty i chwytliwe bity.

 

Każdy porządny idol nastolatek prędzej czy później doczeka się swojego fanfiction - o Taco powstało m.in. głośne w pewnych kręgach opowiadanie "Uprowadzona przez idoli". Dzieło to zebrało w serwisie wattpad.com aż 1,6 mln odsłon i jest dość specyficznym opisem fantazji seksualnych z rozlicznymi gwałtami, wymieszanych z gangsterskimi intrygami, przemocą i różnymi przejawami syndromu sztokholmskiego. Krótki wstęp brzmi: "Szesnastoletnia Emilia jest fanką rapu. Postanowiła pójść na koncert Taconafide. Nie wiedziała jednak, jak to się skończy... Czy Taco przejdzie przemianę? Czy Emilia poczuje coś do porywaczy?". Latem 2018 roku to opowiadanie było prawdziwym wiralem. Jest pełne błędów ortograficznych i logicznych, co w połączeniu z pomysłem na fabułę stanowi mieszankę doskonale absurdalną - do dziś nie wiadomo, czy powstało jako żart, czy to naprawdę poważny wyraz miłości do rapowych idoli.

Kanye West raczej się nie pomylił, kiedy mówił, że to właśnie hip-hop jest nowym rock'and'rollem - a w Polsce to Taco Hemingway ma największe szanse zapisać się na dłużej w pamięci słuchaczy. Sama zawdzięczam mu piękne wspomnienie z jego pierwszego koncertu na warszawskim Torwarze. Było tam tak wiele niepełnoletnich osób, że pod ścianami snuli się trochę nieszczęśliwi tatusiowie, zaś ja doświadczyłam rzeczy dla mnie niebywałej na koncercie - kolejka po coca-colę i soczki była niebotyczna, a po piwo nie stał prawie nikt. Wtedy też po raz pierwszy zostałam przypisana do grupy "starców" - a jestem z tego samego rocznika, co Taco. Urocza i niewinna dziewczynka zapytała mnie i moje rówieśniczki: "Przepraszam, wiedzą może panie, gdzie jest toaleta?". Dzięki, Fifi.