Jest Jamiroquai, jest impreza. Te piosenki brytyjskiej grupy rozgrzewają parkiet

Niemałą sensację w sieci wywołało wideo, na którym Rafał Trzaskowski targuje się z DJ-em w warszawskim klubie o "puszczenie odrobiny funku". Prezydentowi stolicy zamarzył się Jamiroquai - londyński zespół, który od lat 90. serwuje słuchaczom smaczne taneczne kąski. Od oceny postawy Trzaskowskiego się powstrzymamy, jednak trzeba w tym wszystkim przyznać, że przy Jamiroquai można się bawić przednio. Poznajcie ich nieco bliżej.

O tym, że Rafał Trzaskowski postanowił wyruszyć z muzyczną interwencją do DJ-a w warszawskim klubie Paloma, pisali już niemal wszyscy. Część internautów odebrała to jako zabawną historię i chwaliła gust prezydenta Warszawy, inni - w tym liczni dziennikarze - odnieśli się do sytuacji krytycznie. "Wiele miejsc z muzyką – w tym Paloma – działa na zasadzie kurateli, a DJ-e i DJ-ki znajdują się tam nie dlatego, że są plasteliną ugniataną przez gości lokalu, a dlatego, że wiedzą, co robią, a ich styl został doceniony. (...) Warto pokazywać, że DJ-ing to taki sam element muzycznego uniwersum, jak każda inna aktywność sceniczna i należy mu się podobny rodzaj szacunku" - zwrócił uwagę Paweł Klimczak dla Poptown.eu

Zobacz też: Nagrano Trzaskowskiego proszącego o inną muzykę w klubie. "Dopatrywanie się afery jest przekomiczne" >>

Czy leci z nami Jamiroquai? Pięć utworów zespołu, które warto znać

Trzaskowski sprawił, że na języki powrócił w Polsce Jamiroquai - londyński zespół parający się funkiem i acid jazzem, który porywa słuchaczy do tańca (i prowokuje do myślenia) od prawie 30 lat. Trudno było się spodziewać, by akurat Jamiroquai popłynął z głośników na odbywającym się w sobotę w Palomie nieoficjalnym after party po festiwalu Ephemera - o wydarzeniu z udziałem m.in. nagrodzonej Oscarem kompozytorki muzyki filmowej Hildur Gudnadottir wspominaliśmy w sierpniu. Skoro jednak funkowy zespół został wywołany do tablicy, sięgniemy po kilka z jego hitów.

Jamiroquai powstał w Londynie w 1992 roku z inicjatywy Jasona "Jaya" Kaya. Nazwa projektu to połączenie słów "jam" oraz "Iroquois" (pol. Irokezi) - Kay wpadł na nią w okresie sporej fascynacji sztuką oraz filozofią rdzennych Amerykanów i Kanadyjczyków. Pierwszym singlem, wydanym po podpisaniu kontraktu z wytwórnią Acid Jazz Records, był stworzony kilka lat wcześniej "When You Gonna Learn?" z ekologicznym przesłaniem. Teledysk, który przedstawiał drastyczne ujęcia eksperymentów na zwierzętach i polowań na wieloryby, został zdjęty z MTV i zastąpiony "łagodniejszą" wersją.

 

Na międzynarodową sławę Jamiroquai wybił się szybko. Drugi album był bardzo wyczekiwany przez grono wiernych fanów. Choć nie obyło się bez kłopotów - niespodziewanej wymiany perkusisty czy problemów Jaya Kaya z narkotykami - "The Return of the Space Cowboy" poradził sobie świetnie na brytyjskich, ale i amerykańskich listach przebojów. Kiedy muzycy nagrywali krążek, z inspiracyjnego dołka wyrwał ich kosmicznie bujający singiel "Space Cowboy".

 

Największym hitem Jamiroquai do dziś pozostaje "Virtual Insanity" z trzeciej płyty pt. "Travelling Without Moving" z 1996 roku. Wyróżnienia dla tego albumu posypały się zewsząd - spodobał się słuchaczom na tyle, że trafił do księgi rekordów Guinnessa jako najlepiej sprzedająca się płyta funkowa w historii. Wspomniany singiel "Virtual Insanity" otrzymał m.in. nagrodę Grammy i cztery statuetki MTV Video Music Awards. Tekst Jaya Kaya skupia się na tym, jak świat opanowuje technologia i tytułowe "wirtualne szaleństwo". Trudno się oprzeć wrażeniu, że z roku na rok ten numer staje się coraz bardziej aktualny.

 

Chociaż album "A Funk Odyssey" z 2001 roku nie spotkał się z poklaskiem krytyków, obok jego imprezowego potencjału trudno przejść obojętnie. Ta niewymuszona mieszanka funku i disco zawiera takie utwory jak m.in. "Little L", "Love Foolosophy" czy nasze ulubione "You Give Me Something". Lubimy ten bas, którego nie powstydziłby się Nile Rodgers, i niepodrabialną lekkość, z jaką Jay Kay wyśpiewuje miłosne wyznania. 

 

W 2010 roku ukazała się płyta "Rock Dust Light Star" - siódme wydawnictwo Jamiroquai, gdzie panowie zwrócili się nieco bardziej w stronę funk-rocka aniżeli bliskiego im przez parę ładnych lat disco (co nie oznacza, że disco tam zabrakło). Jay Kay nie chciał przywiązywać do albumu konkretnych łatek, ale zaznaczył, że miał on uchwycić koncertową energię zespołu. Jako całość krążek może i nie jest specjalnie odkrywczy, ale ma kilka świetnych momentów. Sekcja dęta w utworze "Smoke and Mirrors" nas kupiła - zostawiamy wam wykonanie na żywo w dowód tego, że zamysł z koncertową energią wypalił.

 

A gdybyście byli ciekawi, co na imprezie zagrałby sam Jay Kay, artysta odpowie wam autorską playlistą na Spotify - znajdziecie ją poniżej. Obstawiamy, że Rafał Trzaskowski wyszedłby z takiej potańcówki zadowolony.

Zobacz wideo