Sanah rozmawia z Jessie Ware. Dzieci gwiazdy bohaterami drugiego planu

Jedna dopiero co podbiła festiwal w Opolu, druga w tym roku wydała płytę, którą rozkochała w sobie pół świata. Teraz możecie zobaczyć ich wirtualne spotkanie. Sanah i Jessie Ware miały do siebie nawzajem kilka pytań - z rozmowy wokalistek dowiecie się m.in., za co Ware najlepiej wspomina Polskę oraz jaki jest jej ulubiony drink, jak również co Sanah chce mieć w swojej garderobie na każdym koncercie.

Sanah i Jessie Ware to dwie świetne babki, które łączy ogromna wrażliwość i wielka pasja do muzyki. W tym roku obydwie wypuściły ciekawe albumy - Sanah zadebiutowała na dużą skalę longplayem "Królowa dram", a Jessie Ware porwała swoich fanów do krainy disco, funku i innych tanecznych brzmień za sprawą "What's Your Pleasure". Dzięki Universal Music Polska panie mogły połączyć się na parę chwil i zadać sobie rozmaite pytania, by zaspokoić ciekawość wiernych słuchaczy.

Zobacz też: Sanah wygrała w Opolu. Nie docenili jej w talent show. Kim jest "księżniczka polskiego popu"? >>

Sanah marzy o kaczce z wiśniami, Jessie Ware uwielbia wypić wściekłego psa. Wyjątkowa rozmowa artystek

Jedną z najbardziej interesujących kwestii, które poruszyły wokalistki, były ich wymagania w koncertowym riderze [W skrócie rider to lista potrzebnych artyście przed koncertem rzeczy, które powinien zapewnić organizator. Może dotyczyć kwestii technicznych takich jak oświetlenie i nagłośnienie, ale i też wyposażenia garderoby np. w napoje gazowane czy czekoladę - przyp. red.] Jessie Ware zdradziła, że jest minimalistką - jedyne, czego potrzebuje w garderobie, to imbir, miód i czajnik.

Często życzy sobie też pocztówek, jednak zaznaczyła, że "byłoby pomocne, gdyby dołączano do nich znaczki", bo wypisała już wiele kartek, ale ciągle zapominała o ich wysłaniu. Z kolei Sanah powiedziała, że nad swoim riderem musi jeszcze popracować i dodała, że koniecznie potrzebuje ogromnego wiatraka na scenie, zaś w garderobie chciałaby mieć małe kanapeczki i... kaczkę z wiśniami.

Zobacz wideo

Dzieci Jessie Ware bohaterami drugiego planu

Ale nawet kiedy jesteś gwiazdą muzyki, życia nie oszukasz. Jessie Ware połączyła się z Sanah ze swojego domu w Londynie, gdzie mieszka z mężem i dwójką dzieci. Maluchy nieźle rozrabiały i dawały o sobie znać - nieszczególnie przejmowały się tym, że ich mama właśnie jest w trakcie międzynarodowej rozmowy. Kiedy opowiadała o najodważniejszej rzeczy, jaką w życiu zrobiła, w tle rozległy się szalone piski i wrzaski. I to tak donośne, że Jessie musiała na chwilę przerwać swoją wypowiedź i z nieco zażenowaną miną wyznała:

Przepraszam, zbliża się czas ich kąpieli.

Przyznała jednak, że prawdopodobnie to właśnie dzieci są jej największą inspiracją, ale "w tech chwili robią za dużo hałasu". W ramach reważnu Sanah wspominała z kolei Londyn z wyprawy na przesłuchania do programu "Mam talent", których nie udało jej się przejść. - Teraz, jak tak patrzę w przeszłość, to jestem naprawdę bardzo zadowolona, że tak to się potoczyło (...) i nic bym nie zmieniła w tej historii - stwierdziła. 

Zapytana o najlepsze wspomnienia z Polski, gdzie ma wielu fanów, Jessie Ware odpowiedziała, że trudno je zliczyć. Przypomniała sobie np., jak odwiedziła warszawską restaurację "U Kucharzy", a także swój pierwszy w karierze koncert na arenie i występ na Open'er Festivalu, "o którym ciągle mówi".

O mój Boże, mam ich tyle! Pierwszy raz w restauracji U Kucharzy w Warszawie, żeby tam się dostać, trzeba było przejść przez inne pomieszczenie, chyba kino? I była tam kobieta grająca na fortepianie, to było piękne. Świetnym momentem był mój pierwszy koncert arenowy w karierze. To było niesamowite. Inny niezapomniany moment, o którym ciągle mówię, to Open’er Festival. Bardzo mi się tam podobało.

To jeszcze nie wszystko - obejrzyjcie cały powyższy materiał, żeby przekonać się, na jakim filmie Ware była w kinie sześć razy i z czym Sanah nigdy się nie rozstaje (uwaga: jedną z takich rzeczy są... warcaby).

Jeśli jeszcze nie słyszeliście nowego albumu Jessie "What’s Your Pleasure?", prawdopodobnie powinniście to szybko zmienić. "The Guardian" dobitnie stwierdził, że to "jej najlepszy dotychczasowy album", a "DIY" kusi zdecydowanie opisem "'Save a Kiss' jest jak piękny letni wieczór na lekkim rauszu". To gratka dla miłośników muzycznych podróży w czasie, artystce udało się bowiem skutecznie połączyć klimat trzech różnych dekad na jednym krążku. Śmiało zaryzykujemy tezę, że to muzyka, która powinna połączyć pokolenia w dobrej zabawie.