Tak wyglądał ostatni występ Eddiego Van Halena. Zagrał na koncercie słynne "Jump" i szaloną solówkę

Eddie Van Halen uznawany jest za świetnego innowatora i jednego z najlepszych gitarzystów wszech czasów. Muzyk zmarł w wieku zaledwie 65 lat na początku października. Przez wiele lat zmagał się z nowotworem, a ostatni koncert zagrał jeszcze w 2015 roku. Wielbiciele przypominają nagrania z tego wydarzenia.

Eddie Van Halen po raz ostatni koncertował z zespołem Van Halen latem w 2015 roku. To była jego trzecia trasa od czasu, kiedy David Lee Roth wrócił do grupy w 2007 roku. Był drugim  z czterech wokalistów grupy, a pierwszym był właśnie sam Eddie Van Halen, który pełnił tę funkcję od 1971 do 1974 roku. Wtedy do grupy dołączył charyzmatyczny David Lee Roth, który nagrał z grupą siedem płyt. Od tej pory Eddie grał na gitarze prowadzącej, instrumentach klawiszowych i był wokalistą wspierającym. Po raz pierwszy Roth odszedł w 1985 roku - zdecydował się na solową karierę, w momencie, w którym grupa wydała album z kultowym utworem "Jump".  Roth wrócił na chwilę w 1996, a później właśnie w 2007 roku. W międzyczasie wokal należał też do Sammy'ego Hagara (cztery płyty nagrane z Van Halen) i Gary'ego Cherone'a (jeden album).

Ostatni koncert Eddiego Van Halena

Finałowy koncert kapeli odbył się 4 października w Hollywood Bowl w Los Angeles - Eddie Van Halen już nigdy potem nie wrócił na scenę. W trakcie ostatniego koncertu zespołu David Lee Roth zwrócił się do niego, wyznając, że "najlepsze lata mojego życia, największe dokonania mojego całego życia były na scenie z Tobą, przyjacielu". Na pożegnanie z fanami grupa zagrała swój największy przebój:

 

Eddie Van Halen już po wydaniu pierwszej płyty zespołu został obwołany gitarowym wirtuozem, a do tego album i bilety na koncerty sprzedawały się rekordowo szybko. Od założenia grupy w 1971 roku grupa sprzedała 80 mln płyt.

Van Halen wypracował swój własny i niepowtarzalny styl gry na gitarze, który zainspirował kolejne pokolenia gitarzystów, a znawcy podkreślają, że wprowadzał innowacje nie tylko do sposobu gry, ale także w swoim sprzęcie. Podczas ostatniego występu dał popis swoich szalonych możliwości w 10-minutowej solówce:

 

Sam Eddie fenomen swojego talentu tłumaczył tym, że ma po prostu dobry słuch i już kiedy uczył się gry na pianinie, wystarczyło, że obserwował ruch palców nauczyciela, a był w stanie go powtórzyć. W wywiadzie z magazynem "Gitarzysta" mówił:

Kiedy rozpoczęła się moja przygoda z gitarą, robiłem dokładnie to samo, ale obserwując Erica Claptona w trakcie koncertów z The Cream. Przełomem był koncert, na którym zobaczyłem, jak Jimmy Page gra swoją słynną zagrywkę triolową w "Heartbreaker". Wtedy do mnie dotarło - jeśli on może zagrać to z pustą struną, to zastępując siodełko swoim palcem, mogę to przesuwać po gryfie, gdziekolwiek tylko zechcę. Nie twierdzę, że to ja wynalazłem tapping, bo z pewnością używał go już ktoś przede mną. Jednakże ja nikogo takiego wówczas nie widziałem, a z pewnością nie słyszałem nic w stylu "Eruption", albo "Spanish Fly" na akustyku.

U Edidego Van Halena w 2000 roku zdiagnozowany został rak języka. W ramach leczenia duża część mięśnia została usunięta, a po dwóch latach lekarze twierdzili, że jest zdrowy. Jednak już kilka miesięcy później wykryto u gitarzysty raka przełyku. To właśnie ta choroba była przyczyną jego śmierci. Sam muzyk twierdził, że choroba się rozwinęła, bo przez wiele lat trzymał w ustach metalowe kostki do gry na gitarze.

Zobacz też: Konflikty między muzykami doprowadziły do rozpadu kilku znanych grup. Oto one

Zobacz wideo