"Stardust". Jest zwiastun filmu o Davidzie Bowiem - bez jego muzyki. "On się przewraca w grobie"

Od dłuższego czasu nie pojawiały się nowe doniesienia dotyczące "Stardust", filmu o Davidzie Bowiem. Produkcja okryła się złą sławą na długo przed premierą, bo twórcom nie udało się uzyskać praw do ani jednego utworu artysty. Teraz światło dzienne ujrzał pierwszy zwiastun, który z miejsca spotkał się z ostrą krytyką.

"Stardust" ukaże losy Bowiego, zanim stał się jednym z najbardziej kultowych artystów w historii muzyki. Akcja filmu rozgrywa się w 1971 roku, kiedy Bowie miał 24 lata i wyruszył w pierwszą podróż do Ameryki wraz z nieustępliwym PR-owcem Ronem Obermanem, granym przez Marca Marona. W tym okresie Bowie stworzył swoje alter ego, Ziggy'ego Stardusta i zaliczył punkt zwrotny w swojej karierze. Jeśli ktokolwiek liczył na to, że wraz z wypuszczeniem zwiastuna promocja "Stardust" też zaliczy punkt zwrotny, grubo się pomylił.

"Stardust". Fani Bowiego oburzeni zwiastunem biografii. "Ten film nie powinien istnieć"

W rolę Davida Bowiego wciela się Johnny Flynn - jeszcze w sierpniu 2019 roku, kiedy w sieci pojawiła się pierwsza fotografia aktora ucharakteryzowanego na artystę, ruszyła fala nieprzychylnych komentarzy. "Film biograficzny z aktorem bez talentu, muzyki i zgody rodziny - już teraz mogę im powiedzieć, aby dali sobie spokój" - pisali niektórzy. Podobne głosy podniosły się również po premierze zwiastuna. "Nie wygląda jak on, nie brzmi jak on, nie zachowuje się jak on... Bowie nie był taką introspektywną, zmartwioną, nieszczęśliwą postacią... Był samoświadomy, bardzo zabawny, inteligentny i zawsze na czasie. To nie jest facet, którego widzę w tym zwiastunie" - stwierdził jeden z fanów.

Zobacz wideo

Inni pytali, jak to możliwe, że ktokolwiek uznał robienie tego filmu za dobry pomysł; pojawiały się też apele, żeby nie oglądać "Stardust" z szacunku do Bowiego i jego twórczości. Serwis Wired poszedł o krok dalej i napisał, że Bowie przez ten projekt "przewraca się w swoim brokatowym grobie".

Największym problemem ekipy pracującej przy biografii jest fakt, że rodzina zmarłego w 2016 roku artysty nie udzieliła im błogosławieństwa. Jeszcze istotniejsza sprawa - spadkobiercy nie udzielili producentom praw do wykorzystywania piosenek Bowiego, co w przypadku biografii jakiegokolwiek muzyka skazałoby projekt na porażkę. Duncan Jones, syn Bowiego, na początku ubiegłego roku informował, że między nim a twórcami "Stardust" nie doszło do żadnej ugody:

Jestem całkiem pewny, że nikt nie dawał praw do wykorzystania muzyki na potrzeby żadnego filmu biograficznego... o którym wiem. Nie mówię, że tego filmu nie będzie. Szczerze - nie mam o tym pojęcia. Póki co mówię, że w tym filmie nie będzie muzyki mojego taty i nie wyobrażam sobie, żeby to się miało zmienić.

Mimo wszystko premiera ciągle jest w planach - "Stardust" ma się ukazać 25 listopada na platformach VOD i w wybranych kinach.