"Skarbie, kiedy nie będę mógł już śpiewać, umrę. Padnę martwy". Pół roku później Freddie Mercury już nie żył

24 listopada 1991 roku w wieku niespełna 45 lat Freddie Mercury zmarł w swoim londyńskim domu otoczony przez przyjaciół i najbliższych. Dzień przed śmiercią wydał oficjalne oświadczenie, w którym wyznał, że zmaga się z AIDS już od kilku lat. "Kiedy wyśpiewał wszystko, co mógł, wycofał się i przygotował na to, żeby umrzeć" - wspomina w najnowszym filmie dokumentalnym "Freddie Mercury: The Final Act" żona Briana Maya, Anita Dobson.

"Zagraliśmy swoją największą trasę i to był zarazem wielki sukces, byliśmy bardzo szczęśliwi. A Freddie nam powiedział, że nie może już więcej tego robić" - opowiada przed kamerą BBC Brian May, gitarzysta Queen. W czerwcu 1986 roku zespół wyruszył w trwającą osiem tygodni trasę koncertową Magic Tour - to było największe i jak się niedługo potem okazało - zarazem ostatnie tournée brytyjskiej grupy. Na jej zakończenie 9 sierpnia wystąpili w parku Knebworth na scenie o powierzchni 560 metrów kwadratowych przed liczącą 150 tysięcy osób publicznością - to był największy występ zespołu w Wielkiej Brytanii. Freddie już wtedy był chory, ale jeszcze nie wiedział dokładnie, na co. Czuł jednak, że cokolwiek mu jest, powoli odbiera mu siły i nie pozwala robić tego, co najbardziej kocha.

Zobacz wideo "Bohemian Rhapsody" - zwiastun filmu o zespole Queen

"Chcę tylko nagrywać muzykę tak długo, jak będę w stanie to robić"

"Znikał na jakiś czas, a kiedy się pojawiał miał na skórze oparzenia. Nie chcieliśmy o nie pytać, bo pewnie wcale nie chcieliśmy wiedzieć, ale to trwało cholernie długo. Na tym etapie Freddie był jeszcze pełen energii, ale widoczne były już sygnały, że coś go atakuje. Chcieliśmy myśleć, że to coś innego, może coś związanego z jego wątrobą. Było w tym dużo oszukiwania samego siebie, ale na pewnym etapie to już było dość oczywiste" - relacjonuje "The Independent" słowa Briana Maya. O tym, że jest chory na AIDS, Freddie Mercury dowiedział się wiosną 1987 roku - pisze wieloletni partner wokalisty Jim Hutton w swojej książce "Mercury and Me". To także on wspomina, że pomimo coraz bardziej widocznych objawów choroby, Freddie nie chciał przyznać, że coś mu jest. Kiedy na jego dłoniach pojawiały się kolejne mięsaki Kaposiego, po prostu je wypalał, a ślady po zabiegach przykrywał coraz grubszą warstwą makijażu i pod krótkim zarostem.

 

Koledzy z zespołu dowiedzieli się, co mu naprawdę dolega, kiedy spotkali się w Montreux przed nagraniem kolejnej płyty. "Ok chłopaki, pewnie wiecie, co się ze mną dzieje. Nie chcę o tym rozmawiać. Chcę tylko nagrywać muzykę tak długo, jak będę w stanie to robić" - wspomina przełomową rozmowę May.

 

Prace nad materiałem do kolejnej płyty "The Miracle" trwały rok od stycznia 1988 roku. Już na teledyskach do singli "I Want It All", "Breakthru", "The Invisible Man", "Scandal" i tytułowego "The Miracle" widać zarost, pod którym Mercury ukrywał ślady po wypalonych mięsakach. Choroba szybko postępowała, Mercury już w 1988 roku wycofał się z życia publicznego - ostatni raz wystąpił publicznie z Montserrat Caballé 8 października 1988 na La Nit Festival. Miał już takie problemy z głosem, że trzeba było użyć playbacku, co wyszło na jaw, bo coś źle puszczono. Media oczywiście zauważyły, że Freddie wycofał się z życia publicznego, dużo spekulowano o stanie jego zdrowia - zespół jednak twardo ucinał wszystkie dyskusje na ten temat.

Bohemian Rhapsody"Bohemian Rhapsody": Mówili, że to się nie uda, ale Mercury postawił na swoim

Po raz ostatni spotkali się w studiu nagraniowym w 1990 roku. Brian May wspomina sesję następująco:

Kiedy się pojawił, nie był w najlepszym stanie. Trudno było mu chodzić, a nawet siedzieć. Powiedział raz, żeby przynieść mu wódki. Wypił dwie kolejki i zaczął po prostu śpiewać. Te wspaniałe dźwięki po prostu się z niego wydobywały, nawet nie wiem dokładnie skąd.

Ostatni za życia Freddiego Mercury'ego album Queen ukazał się w 1991 roku i był zdecydowanie poważniejszy niż poprzednie płyty grupy. Freddie był w stanie wystąpić jeszcze w trzech teledyskach promujących to wydawnictwo. W klipach do "Headlong", "I’m Going Slightly Mad" i "These Are the Days of Our Lives" jest już widocznie bardzo wychudzony, nie ma swoich rozpoznawalnych wąsów, a wycieńczenie organizmu tuszuje ostry makijaż.

 

Teledyski do "Innuendo" i "The Show Must Go On" trzeba było już zmontować z archiwalnych materiałów filmowych. Miesiąc po premierze ostatniego z wymienionych klipów, Freddie już nie żył. Słowa piosenki pozostają boleśnie symboliczne.

 

Długie pożegnanie

Żona gitarzysty Queen, Anita Dobsen, wspomina, że Freddie poświęcił sporo czasu na pożegnania ze wszystkimi swoimi bliskimi. "Skarbie, kiedy nie będę mógł już śpiewać, umrę. Padnę martwy" to była ostatnia rzecz, jaką od niego usłyszała. Reżyser James Rogan w dokumencie "The Final Act" opowiada:

Pożegnał się z wieloma osobami, a potem świadomie przestał brać lekarstwa. W tamtych czasach leki nie działały najlepiej, a do tego miały dużo efektów ubocznych. Freddie prawie zupełnie przez nie oślepł. Wiedział, że to się może skończyć tylko w jeden sposób. Chciał pokonać chorobę, ale wtedy nie było na to realnej perspektywy. To było w tym tragiczne.

Przez dwa ostatnie tygodnie życia prasa koczowała przed domem Mercury'ego. Freddie razem z menadżerem napisał ostatnie oświadczenie, które ukazało się 23 listopada. "W związku z licznymi doniesieniami prasowymi w ciągu ostatnich dwóch tygodni pragnę poinformować, że test na HIV był pozytywny i jestem chory na AIDS. Uważałem za właściwe utrzymać tę informację w tajemnicy, aby chronić swą prywatność. Jednak teraz nadszedł czas, aby powiedzieć prawdę. Mam nadzieję, że lekarze i wszyscy ludzie dobrej woli na całym świecie połączą się ze mną w walce z tą straszną chorobą" - przeczytali jego wielbiciele. Roger Taylor przed kamerą BBC stwierdził:

Nie chciał przechodzić przez mękę bycia obiektem litości ani żadnej lustracji. Więc to ogłosił, a w przeciągu 24 godzin już go nie było. Myślałem wtedy, że to idealne wyczucie chwili.

<<Reklama>> Biografia Freddiego Mercury'ego dostępna jest w Publio.pl >>

Więcej o: