Natalia Grosiak: Polska jest trochę jak zagubione dziecko, które potrzebuje wsparcia [WYWIAD]

29 grudnia będziecie mogli obejrzeć wyjątkowy koncert noworoczny, który specjalnie dla Gazeta.pl zagrał wrocławski zespół Mikromusic. Przy okazji występu porozmawialiśmy z liderką grupy Natalią Grosiak m.in. o tym, jaki był dla niej ten rok i dlaczego uważa, jako naród wszyscy "nadajemy się na psychoterapię".

Jak się wam grało na koncercie dla czytelniczek i czytelników Gazeta.pl?

Uwielbiam występować z Mikromusic, czuję się z nimi na scenie bardzo bezpiecznie. To ekipa niezawodna. Nawet jeśli komuś przydarzy się pomyłka, powinie się noga, cała ekipa leci na ratunek, wtedy muzycznie wydarzają się rzeczy niepowtarzalne. Nieraz zdarzyło mi się źle wejść i wszyscy konsekwentnie za tym podążali i nikt z publiczności nic nie zauważył. Ten konkretny występ odbył się bez publiczności na widowni, było z nami tylko kilka osób. Przez cały koncert miałam przeświadczenie, że na przodach nic nie słychać, więc czułam się, jakbym grała w studiu. Ostatecznie okazało się, że nasza kilkuosobowa publiczność bawiła się świetnie, bo słyszała nas bardzo dobrze.

Zobacz wideo POPKultura, odc. 95

Potwierdzam, tak było.

Dziękuję! To sterylne, studyjne otoczenie sprawia, że zamykam oczy i gram, śpiewam przede wszystkim dla siebie. Na koncertach są różne warunki - różne sceny, akustyka, przez co czasami koncert oznacza walkę. Walkę o przetrwanie, o dźwięk, którego nie słyszę albo którego jest za dużo. Na Scenie Relax było bardzo komfortowo, również z poczuciem, że nie ma oceniającej publiczności. W razie potrzeby można zrobić powtórkę, jednak tym razem obyło się bez tego. Oczywiście każdy z nas zaliczył jakąś wpadkę, ale to normalne, bo koncert żyje.

Jakiś czas temu wspominałaś, że pierwszy koncert zagrany bez publiczności był dla Mikromusic traumatycznym przeżyciem.

Tak, to prawda, nie chciałam powtarzać naszych pierwszych doświadczeń z graniem online, aczkolwiek jeśli już można było zagrać, to się tę opcję po prostu brało. Kiedy śpiewamy i gramy, nie jest najgorzej. Problem pojawia się, kiedy kończymy grać i jest cisza, brak jakiejkolwiek reakcji. Wypadałoby coś powiedzieć do mikrofonu, do ludzi, którzy są po drugiej stronie, ale ich nie czuję, nie widzę. To najcięższy moment takiego koncertu - próżnia między kawałkami i świadomość tego, że to się nagra i zostanie na zawsze. 

Tak jak sama powiedziałaś, w razie czego zawsze można wyciąć.

Jasne, ale i tak może się zdarzyć, że powiem coś głupiego i później będę musiała ponieść za to odpowiedzialność (śmiech). Do tego się jeszcze nie przyzwyczaiłam - i mam nadzieję, że nie będzie takiej konieczności.    

Występ dla Gazeta.pl można nazwać koncertem noworocznym - najwyższa już pora na podsumowania. Jaki ten rok był dla ciebie?

Różnorodny. Zaczął się bardzo trudnymi wydarzeniami, mieliśmy ostre natarcie COVID i lockdown, więc do końca marca wszyscy byliśmy pozamykani w domach, co się odbija czkawką do dziś. Pod koniec marca, jak wszyscy, byłam już bardzo zmęczona. Późną wiosną przyszło ożywienie, bo od maja mogliśmy z Mikromusic wrócić do pracy po ponad roku robienia prawie niczego. To czas niezwykle intensywny i trudny, bo koncertowaliśmy w okresie wakacyjnym, a nie jesteśmy raczej zespołem festiwalowym. Publiczność zaczęła się powoli przyzwyczajać do tego, że jesteśmy, ale nie wróciła do końca, co również nie jest dla nas najłatwiejsze. 

Ostatni koncert w tym roku zagraliśmy właśnie dla Gazeta.pl i przyznam, że polecieliśmy już niemalże na oparach. Czuję i zmęczenie fizyczne, i psychiczne, więc cieszę się z przerwy świątecznej i możliwości spędzenia czasu z rodziną. Jeśli chodzi o moje prywatne otoczenie, to był rok wielu przełomów, rozwoju osobistego. Widzę, jak po zamknięciu ludzie wzięli się za siebie, zaczęli dbać o swoje zdrowie. 

Na początku 2021 roku w jednym z wywiadów opowiadałaś, że sama "jesteś bardzo zajęta swoim rozwojem wewnętrznym", że "przyglądasz się sobie i dzięki temu zaczynasz się odkrywać". Czego nowego dowiedziałaś się na własny temat w ciągu tych dwunastu miesięcy? 

Jeżeli mamy poprowadzić taką kreskę od stycznia do grudnia, uważam, że odniosłam ogromny sukces. Jestem szczęśliwa i wdzięczna sobie, że zaczęłam tę podróż, bo w grudniu 2021 roku czuję się bardzo dobrze. Mimo zmęczenia w trzewiach i głowie jestem człowiekiem spokojnym, pogodzonym ze sobą. Warunki nie sprzyjają zdrowiu psychicznemu: szaleje COVID, mamy kryzys klimatyczny, kryzys na granicy polsko-białoruskiej. Wszystkie wiadomości docierają do nas w tym samym momencie. Jeżeli umiemy radzić sobie jako tako z własną osobą, możemy zmierzyć się ze wszystkim, co się dzieje na zewnątrz. Dobrze, że mnie się takie wewnętrzne porządki udały.  

No właśnie - z jednej strony w tym całym pędzie musimy się zająć sobą, bo przestaniemy wyrabiać na zakrętach. Z drugiej nierzadko zdarza nam się tego zaangażowania w siebie unikać, bo nie chcemy wyjść na narcyzów. 

Problem w tym, że narcyzm nie polega na zdrowym zajmowaniu się sobą. Zdrowe zajmowanie się sobą to ukochanie swojej własnej osoby, przyznanie sobie prawa do bycia tym, kim jesteśmy i budowanie poczucia własnej wartości. Zdrowy człowiek, który się skupił na sobie i twardo stąpa po ziemi, jest w stanie udźwignąć inne ciężary. Może być dobrym ojcem, dobrą matką, dobrym obywatelem, pomagać innym. Narcyz nie jest w stanie tego zobaczyć, bo widzi tylko swoją krzywdę i krzyczy o niej, aby ktoś zwrócił na niego uwagę.  

Podtrzymujesz zdanie, że "jesteśmy narodem, który nadaje się w całości na psychoterapię"?

Jak najbardziej, mimo że to oczywiście pewna generalizacja. À propos tego narcyzmu, o którym wspomniałaś - Polska woła o uwagę. Cały czas ma poczucie krzywdy, jest cierpiętnicą, a nie dba o siebie, jest sfrustrowana. Gdyby porównać Polskę do istoty, to byłaby to istota nieszczęśliwa, o głębokich zaburzeniach. Ale jest też potencjał. Mamy w sobie dużo sprzecznych emocji, które należałoby uporządkować. Polska jest trochę jak zagubione dziecko, które potrzebuje wsparcia. I wystarczyłoby trochę miłości i zaspokojenia podstawowych potrzeb, aby wszystko uspokoić.

Myślisz, że właśnie tego, tak narodowo, brakuje nam najbardziej? "Pokochania tego dziecka" jak w waszej piosence?

Tak, i jest na to nadzieja w naszym pokoleniu i w pokoleniach jeszcze młodszych. Każde pokolenie boryka się z traumą. Od naszych dziadków mamy przeniesioną traumę wojenną, a oni nie mieli żadnej możliwości, żeby pracować z wewnętrznym dzieckiem, nikt ich tego nie uczył. Oni musieli po prostu przetrwać. Później ten ból i trauma zostały przekazane naszym rodzicom, którzy też nie mieli narzędzi, aby zająć się swoimi emocjami. Nasze pokolenie zaczęło się interesować zdrowiem psychicznym, wychowywaniem dzieci bez przemocy, co jest bardzo ważne, bo mamy wtłoczone bardzo przemocowe schematy.

 

Żyjemy teraz w najlepszych czasach, w najlepszym miejscu, żeby się uczyć i przekazywać wiedzę młodszym. Dzieci, które się dziś rodzą, mają szansę dostać ogromny bagaż miłości i szacunku i być szczęśliwymi dorosłymi, bo ich emocjonalne potrzeby zostaną zaspokojone już na starcie. Wierzę, że będziemy mieli coraz zdrowsze społeczeństwo.

W licznych rozmowach, które prowadzę ze znajomymi na temat terapii, stwierdziliśmy, że gdy zwracamy się po taką pomoc, wykonujemy konkretną pracę pokoleniową. Nagle zaczynamy rozumieć, że zostaliśmy wychowani w taki, a nie inny sposób, bo nasi rodzice i dziadkowie zwyczajnie nie umieli inaczej. 

I mija złość, której jako społeczeństwo magazynujemy w sobie mnóstwo. Złościmy się na pokolenie rodziców, dziadków, i w tej złości ranimy. Terapia pomaga dotrzeć do zrozumienia, z którego rodzi się miłość. Traumy są niemalże wpisane w nasz kod genetyczny, ale dobra wiadomość jest taka, że ten łańcuch można przerwać i zacząć uzdrawiać. Mocno wierzę w działanie regionalne, w jednej komórce - jeżeli ta komórka jest zdrowa, może pomóc innym.  

Duża jest moc sprawcza artystów na tym polu. Mata, którego uznaje się przecież za czołowego przedstawiciela młodego pokolenia, ostatnio powiedział na przykład, że żadna z jego płyt nie powstałaby, gdyby nie pomoc psychologiczna. Ty też odczułaś, że terapia w jakiś sposób przestawiła twój proces twórczy? 

Uporządkowanie życia emocjonalnego na pewno nas uwalnia i pokazuje nam, że nie ma granic, jeśli chodzi o wyrażanie siebie. Ja już dawno temu, jeszcze bez terapii, dotarłam do myśli, że mogę się wypowiadać artystycznie tak, jak chcę. Terapia bez wątpienia może jednostkę artystyczną w takim wolnym działaniu wzmocnić. Zaczęłam teraz czytać bardzo pomocną książkę, "Droga artysty", i polecam ją każdemu, kto ma kryzys twórczy. Książka ta zachęca na przykład do chodzenia na "randki artystyczne", czyli dawanie sobie czasu chociaż raz w tygodniu na pójście do galerii, do kina, do teatru, na spacer, na czytanie wierszy, ale samemu, żeby przeżyć coś tylko dla siebie i się zainspirować. 

Praktykujesz?

Jeszcze nie mam czasu... Ale postanowiłam, że w 2022 roku przynajmniej raz na dwa tygodnie - bez szaleństw - wygospodaruję przestrzeń na takie solowe randki artystyczne. 

Teraz wypuszczamy te słowa w świat i nie masz wyjścia. Chyba muszę do ciebie dołączyć w tym niezawodowym odbieraniu sztuki - za rok będziemy się rozliczać. 

Koniecznie! Pamiętam, jak wiele lat temu pracowałam w klubie muzycznym. Sama organizowałam koncerty, musiałam się mierzyć z różnymi problemami technicznymi, i po dwóch latach tej roboty po prostu przestałam słuchać muzyki na żywo. Zupełnie nie zadbałam o higienę pracy.

À propos twojej pracy artystycznej i emocji, o których sporo dzisiaj rozmawiamy - o czym łatwiej się pisze piosenki: o tym, co wkurza, smuci, cieszy?

Jest takie powiedzenie, że artysta płodny to artysta głodny. Coś w tym jest, że kiedy osiągamy stan katharsis, niczego nam nie brakuje, emocjonalnie jesteśmy wyciszeni, prawdopodobnie pojawi się potrzeba, żeby opisać, jak jest dobrze. Ale złość, smutek, tęsknota, to są bardzo silne emocje. Do niedawna myśleliśmy, że to stany negatywne, ale nie - to emocje, które trzeba przeżyć. Tworzenie bardzo pomaga sobie z tym poradzić. Właśnie dlatego jest tak wiele piosenek o nieszczęśliwej miłości, tęsknocie, o tym, czego się boimy. Utworów o tym, że jesteśmy szczęśliwi, zadowoleni z siebie, we wspaniałym związku, powstaje zdecydowanie mniej. 

Ciekawa jestem, czy w kontekście twórczości Mikromusic zauważyłaś przez lata jakąś prawidłowość w tym, na które ze wspomnianych emocji najmocniej reagują słuchacze. Myślę chociażby o waszej ostatniej płycie, "Kraksa", i przypomina mi się "Łajka", pod którą ludzie piszą: "to jest najsmutniejsza piosenka świata".

Wiesz, w tych piosenkach jest samo życie. Nie ma drogich hoteli, samochodów, problemów z jakiegoś niedostępnego świata. Jestem człowiekiem z krwi i kości, który wiedzie normalne życie i o nim opowiada. O tym, że nie mogę znaleźć chłopaka. O tym, że jestem po dwóch ciążach, czuję się jak wieloryb, a zewsząd atakuje mnie słowo "sexy", "bądź sexy", "schudnij i będziesz sexy", "za jedyne 15 złotych możesz być sexy". Napisałam więc piosenkę o tym, jak mnie to wkurwia. Jeśli chodzi o "Łajkę" - mam swoje psy, czuję je, przytulam się do nich, do tych nosków, łapek. Przeżywam z nimi już dwudziesty wspólny rok. Swojego psa nie zapakowałabym nawet do klatki, żeby przeleciał się samolotem, bo wiem, jak mocno by to przeżył.  

No i teraz wyobrażam sobie, co oni zrobili Łajce. Jaka ona była zestresowana, sama. Wystrzelili to biedne zwierzę... W piosence udało mi się oddać wszystko, co czułam, i niejeden właściciel psa się razem ze mną poryczał. Kiedy byłam dzieckiem, słyszałam o dzielnej Łajce, która poleciała w kosmos. A potem dotarła do mnie straszna prawda o tym, co się wydarzyło. To nie były fanfary i wielki dzień dla ludzkości - wręcz przeciwnie, to był upadek ludzkości. To samo się dzieje codziennie w wielkich farmach przemysłowych, gdzie zwierzęta przeżywają koszmar, matki są oddzielane od dzieci... O tym jest to wszystko. 

 

Wracam do nadziei i tym najlepszym czasie dla poszerzania własnej świadomości, o którym wcześniej wspominałaś. Coraz więcej ludzi, również w Polsce, zaczyna to rozumieć. Okazuje się, że narodowo z roku na rok jemy mniej mięsa.

I to jest budujące. Zawsze, gdy przyjeżdżam do Warszawy, nie mogę się nacieszyć tymi wszystkimi wegańskimi knajpami - zresztą Warszawa należy chyba do topowych miast na świecie pod tym względem. I to wspaniale świadczy o naszym narodzie. Oprócz wstawki o naszej marnej kondycji psychicznej mogłabym powiedzieć o Polsce wiele wspaniałych rzeczy. 

Na przykład?

Jesteśmy pracowici. I jest w nas przeświadczenie, że ze wszystkim damy radę. To słynne polskie "jakoś to będzie" jest moim zdaniem cudowne. Nie mówimy "nie da się", tylko zostawiamy trudną sytuację do wystygnięcia, a później zakasujemy rękawy i bierzemy się za rozwiązywanie problemu. Do tego uważam, że nasz naród potrafi być szczery. Jest u nas wiele burz, wiele krzyku, ale uwierz mi - to bardzo ważne, że nie kryjemy się za sztucznym uśmiechem, tylko najczęściej wykładamy kawę na ławę. To w nas lubię. 

Wspaniale, że mówisz o pracowitości, bo musimy nawiązać do tego, co czeka ciebie i Mikromusic w nadchodzącym roku. Obchodzicie w końcu 20-lecie. Są plany?

Tak. Plany są takie, że będziemy bardzo ciężko pracować nad tym, żebyśmy obchodzili nasze 21. urodziny (śmiech). W 2022 roku oczywiście kończymy 20 lat, natomiast 2021 był tak wymagający, że gdy dotarło do mnie, że mamy dwudziestkę i dobrze byłoby przygotować coś dużego, opadłam z sił. Stwierdziłam: "okej, jakoś to będzie"...

…jak prawdziwa Polka.

Otóż to! Postanowiłam, że plany związane z urodzinami będziemy tworzyć i realizować w 2022 roku, a jeżeli się nam nie uda, to na sto procent urządzimy huczne 21. urodziny. 

No to w ramach rozgrzewki przed przygotowaniami powiedz mi jeszcze, z czego w historii tego zespołu jesteś najbardziej dumna.

Z tego, że doprowadziłam ten zespół do tego momentu. Nawet nie wiecie, ile się napracowałam, ile było zwątpień, trudnych momentów. Ten zespół nie osiągnął sukcesu od razu - dopiero po ponad dziesięciu latach naszego istnienia dorobiliśmy się tzw. hitu, który przyniósł namacalny sukces. To połączenie mojego przywództwa z wrażliwością i talentem tych chłopaków. Z tego jestem dumna. Z konsekwencji, uporu, pracowitości - no i masz, wszystkie nasze cechy narodowe (śmiech).

Więcej o: