Gorillaz z show, Nick Cave z traumami, a Florence and the Machine bez butów. Tak było w Oslo

Progresywna, kobieca, ekologiczna - taka była najnowsza edycja festiwalu ?ya w Oslo.

Øya Festivalen to jedna z najważniejszych plenerowych imprez muzycznych w Europie, kończąca - wraz z Way Out West w Goeteborgu i Flow w Helsinkach - zasadniczą cześć sezonu festiwalowego na kontynencie. Pierwsza edycja tego wydarzenia po trzyletniej, pandemicznej, przerwie wypadła znakomicie.

Więcej ciekawych treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Gwiazdy zabłysły w Oslo bardzo mocno

Øya Festivalen miała w tym roku nader nieoczywisty, a zarazem - bardzo intrygujący zestaw headlinerów i headlinerek, dobrze zbalansowany pod względem parytetów gatunkowych i płciowych.

Pierwszego wieczoru zespół Gorillaz porwał publiczność do tańca przy swych nieśmiertelnych przebojach i bawił ją znakomitymi animacjami. Damon Albarn nie po raz pierwszy okazał się znakomitym wokalistą i showmanem. W czwartek Nick Cave przeprowadził widzki i widzów przez dwugodzinny zapis swoich traum i lęków, zapraszając ich w mroczne tango w rytm swoich "morderczych ballad" i bardzo dynamicznych bluesów rodem z piekła.

Liderzy zespołów Anthrax, Megadeth, Slayer i Metallica w Warszawie - 2010 rokRoszkowski o "śmieciowym metalu". Z fanami metalu układamy playlistę dla profesora

Trzeciego dnia tłumem pod główną sceną zawładnęła Florence Welch, która przypomniała publiczności jak bardzo hipnotyczne jest widowisko, które ze swoim zespołem Florence And The Machine urządza podczas koncertów: jak zawsze, bosa, z rozwianym morzem rudych włosów, nie pozwalała oderwać od siebie wzroku.

Festiwal zakończyła gwiazda rodem z Norwegii, Aurora - zaprezentowała widowisko na światowym poziomie, przemyślane, świetnie zaplanowane i mistrzowsko wykonane. Zwracała uwagę swoją żywiołowością i niezwykłym głosem, ale wzrok przyciągała też ciekawa scenografia i zespół taneczny, pojawiający się na scenie w najważniejszych momentach koncertu.

Zobacz wideo Artyści, których nie poznalibyśmy na ulicy, bo chowają się za maskami

Norweska scena w najlepszym wydaniu

Jak przystało na kraj z bardzo mocną, ciekawą i wielowymiarową sceną muzyczną, Norwegia wystawiła na Øyę bardzo różnorodną i skuteczną muzyczną drużynę: występy lokalnych artystek i artystów były bardzo interesujące i przyciągały ogromną publiczność.

Norweską scenę znakomicie reprezentowała choćby Emilie Nicolas. Popowa wokalistka z jazzowym backgroundem i eksperymentalnymi inklinacjami zagrała porywający koncert: świetnie wypadły jej nieoczywiste wokalne wycieczki, dwóch perkusistów nadawało występowi ogromnej dynamiki, a wyrafinowana, niemal teatralna scenografia, dopełniała obrazu tego wciągającego, spójnego i spełnionego koncertu.

Sacheen Littlefeather na gali Oscarów w marcu 1973 rokuOscary. Po prawie 50 latach przepraszają Sacheen Littlefeather za swoje zachowanie

Na energię i żywiołowość postawiła natomiast Dagny, jedna z większych gwiazd norweskiego popu. Przez godzinę swojego koncertu nie stanęła w miejscu ani na moment, tańcząc i skacząc po całej scenie. Świetne wrażenie robiły nie tylko jej przeboje, podane w mocnej, rockowej wersji, ale także spójna warstwa wizualna tego występu, oparta na czarno-białej szachownicy z okładki jej popularnego singla, „Somebody". Zaskakująco dużą publiczność przyciągnął i ogromny entuzjazm wzbudził Metteson - jedna z najpilniej obserwowanych nowych twarzy na norweskiej scenie popowej. Artysta przywiózł do Oslo występ bardzo spójny pod względem muzycznym i wizualnym, a sam potwierdził, że jest urodzony, żeby szaleć na scenie i podobać się ludziom.

Znakomicie sprawdziła się też reprezentacja norweskiej sceny rockowej i, zawsze obecnej na tym i chyba wszystkich norweskich festiwalach, metalowej. Wyróżniły się zwłaszcza dwa zespoły, które od niedawna mają wspólnego wokalistę. Znacznie bardziej popularny Kvelertak zagrał zwalający z nóg koncert, pełen ognia, dosłownie i w przenośni, znakmitych riffów i niespodzianek. Muzycy grupy The Bad, The Good And The Zugly postawili z kolei na punkową energię i poczucie humoru - momenty, w których wokalista między utworami opowiadał żarty, bardziej przypominały stand-up, niż koncert.

Feministyczny black metalowy performance

Znakomitym pomysłem organizacyjnym okazało się to, co w Oslo wydarzyło się we wtorkowy wieczór. Rozgrzewka przed właściwą imprezą przybrała formę mini-festiwalu showcase’owego: w kilkunastu klubach w całym mieście występowały młode, początkujące norweskie zespoły, dopiero walczące o zainteresowanie publiczności.

Rozpiętość stylistyczna występów była ogromna: od delikatnej elektroniki do ogłuszającego black metalowego rumoru.

Gdyby chcieć wybrać tylko jeden z kilkudziesięciu zespołów, które wystąpiły tego wieczoru, z pewnością warto zwrócić uwagę na kobiece trio Witch Club Satan. Ich prezentacja była czymś pomiędzy black metalowym koncertem, ekologicznym wiecem i feministycznym performancem. Hałas z głośników, niepokojące projekcje foundfootage’owych kolaży i wijące się po scenie nagie członkinie zespołu - to połączenie okazało się iście piorunujące. Z punktu widzenia polskiej sceny metalowej, prawie wyłącznie męskiej, tradycyjnej, mocno zatopionej w dziaderskiej przeszłości, to był rewolucyjny, bardzo świeży oddech, coś, co bardzo mocno poszerza ramy tej stylistyki.

Godne zakończenie trudnego sezonu

Na każdym kroku było widać, że norweski festiwal jest bardzo progresywny, nawet na tle dość nowoczesnego festiwalowego środowiska w innych krajach. Organizatorzy i organizatorki bardzo dbali o to, żeby teren festiwalu był przestrzenią bezpieczną i przyjazną dla wszystkich, niezależnie od pochodzenia etnicznego czy preferencji seksualnych.

Wyraźnie było też widać mocne akcentowanie kwestii ekologicznych. Począwszy od spraw dziś już oczywistych, jak segregacja festiwalowych odpadów, duży udział kuchni wegańskiej w ofercie gastronomicznej czy system wielorasowych kubków na napoje, skończywszy na kwestiach bardzo nowatorskich, jak np. całkowicie drewniane przenośne toalety, w których to, co się tam zostawiało, zasypuje się wiórkami drzewnymi.

Festiwal, jak przystało na słynącą z tego Skandynawię, jest bardzo przyjazny dzieciom. Dla nich i dla ich rodziców przygotowano cały zestaw atrakcji.

Tegoroczna edycja Øya Festivalen wypadła znakomicie, zarówno w porównaniu ze swymi przedpandemicznymi wydaniami, jak i w kontekście innych tegorocznych wydarzeń tego typu, trapionych niezliczonymi problemami: organizacyjnymi, klimatycznymi czy technicznymi. W Oslo problemów nie było.

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina

Więcej o: