Dwa lata czekania na Helloween. Było warto [RELACJA]

18 września 2022 roku - dzień, w którym w końcu można było zdmuchnąć kurz z biletu kupionego w 2019 roku i dać upust emocjom skumulowanym przez cały ten czas oczekiwania na koncert Helloween.

Zanim na scenę wkroczyła gwiazda wieczoru, o rozgrzewkę - w niesamowicie pełnym tego słowa znaczeniu - zadbał szwedzki zespół Hammerfall. Na koncertach supportów z liczebnością publiki bywa różnie, jednak w tym przypadku od samego początku było bardzo dobrze. Jak stwierdził wokalista Joacim Cans, świadczyło to o tym, że wszyscy przyszli tu po prostu posłuchać "ich ulubionego gatunku muzyki". Wracając do wspomnianej rozgrzewki - zespół zaprezentował kawał dobrej setlisty i świetnego grania, sprawiając, że trudno było podzielić swą energię "trochę na Hammerfall, a trochę na Helloween". Wieczór ten był solidnym wyzwaniem i nie ma, że boli. Nie rozdrabniali się, zaczęli od "Brotherhood", przeszli przez "Venerate Me", aż po "Hearts on Fire".

Więcej ciekawych treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Iron MaidenNiby już dinozaury, a ciągle porywają tłumy. Iron Maiden "za każdym razem wydają się lepsi"

Helloween już nic nie musi nikomu udowadniać

Chwilę po godzinie 21:00 nadszedł czas na Helloween. Choć na ich koncertach bawią się już ze trzy pokolenia, to niezaprzeczalnie Michael Kiske trzyma formę wokalną i w klasykach, jak np. "Eagle Fly Free" czy "I Want Out", wciąż czuć majestat. Przyznaję się, że z małą złośliwością czekałam na końcówkę "Keeper of the Seven Keys": "yes the tyrant is dead, he is gone, overthrown / you have given our souls back to light", ale skubany udźwignął to! Ale nie należy przy tym umniejszać Derisowi. Odkąd nastąpiło "Pumpkins United", Andi najwyraźniej poczuł oddech Michaela na karku, bo zdecydowanie daje z siebie znacznie więcej. I bardzo dobrze, bo obaj świetnie się uzupełniają, szczególnie przy wspólnym wykonywaniu "Forever and One (Neverland)".

Weiki, czyli Michael Weikath, Kai Hansen i Markus Grosskopf dali popis ich muzycznego kunsztu. Oni już nic nikomu nie muszą udowadniać, to mistrzowie w swoim fachu i dobrze to wiedzą. Sascha Gerstner i Daniel "Dani" Löble także nie mogli narzekać na brak uznania ze strony publiki. Wpisali się w historię zespołu i robią to bardzo dobrze. 

 

Setlista była bardzo zadowalająca, choć wiadomo – każdy jeden fan ma swoje utwory, których mu na niej zabraknie. Zrobili bardzo fajny powrót do miejsca, w którym wszystko się zaczęło – do albumu "Walls of Jericho". Na liście odhaczony był również utwór "Power" z albumu "The Time of the Oath", moja osobista radość. Ale jednak nie samą przeszłością człowiek żyje, bo oczywiście promowali także album "Helloween" wydany w zeszłym roku, dlatego kluczowymi pozycjami na setliście były utwory "Skyfall", "Mass Pollution", "Best Time". Cały występ był dziełem audio-wizualnym z uwagi na dodające charakteru "helloweenowe" animacje wyświetlane na wielkim ekranie, a scenę dodatkowo zdobiła wielka dynia.

Zobacz wideo The Beatles - dlaczego drogi zespołu się rozeszły?

+Koncert Coldplay ' na Stadionie NarodowymPolak zagrał z Coldplay. Wokalista zaprosił go na scenę, gdy zobaczył baner

Trzeba jeszcze wspomnieć o kontakcie z publiką. Panowie z Helloween od zarania dziejów nie ograniczali się w tym i tak im zostało do dziś. Wygłupów i zagadywania fanów tam nie brakowało, a Kiske jak to Kiske – największy kabareciarz i "klasowy klaun" w tejże grupie. Fajnie było widzieć to, że sami świetnie się bawili i że mimo upływu tylu lat nadal bardzo dobrze czują się w swoim towarzystwie.

Nie pozostaje nic innego, jak życzyć zespołowi długowieczności… Long live Helloween!

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina

Więcej o: