Straciła zdrowie i głos. Pisano, że uzależnienie "niedługo zaprowadzi ją do grobu" i tak się stało

Whitney Houston to niekwestionowana legenda w historii muzyki. Jej piosenki porywały tłumy i podbijały światowe listy przebojów. Toksyczny związek i liczne uzależnienia sprawiły, że budowany latami wizerunek bezpowrotnie runął. W ostatnich miesiącach życia diva była wrakiem człowieka, ale jej upadek trwał od lat.

Choć Whitney Houston świeciła triumfy i odnosiła sukcesy na scenie, to jej życie prywatne było dalekie od ideału. Uwikłana w toksyczną relację wokalistka, ukojenia szukała w alkoholu i narkotykach. Uzależnienia towarzyszyły jej niemal od początku kariery, sprawiając, że zaczęła sięgać dna. Upadkowi wielkiej gwiazdy przyglądał się cały świat.

Więcej aktualnych informacji znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Zobacz wideo Stachursky, Wiśniewski, Kowalska, czyli najpopularniejsze covery polskiej muzyki [MOTP]

Gdy była w narkotykowym ciągu, traciła kontakt z rzeczywistością. Mówiła, że to wina demonów

O problemach Whitney Houston wiedzieli wszyscy. Artykuły na temat jej prywatnego życia regularnie pojawiały się na pierwszych stronach gazet. Ostatnie miesiące jej życia były naprawdę dramatyczne. Bliscy gwiazdy byli przerażeni pogarszającym się stanem jej zdrowia fizycznego i psychicznego. W trakcie narkotykowego transu, Houston zupełnie traciła kontakt z rzeczywistością. 

Całymi dniami siedzi zamknięta w sypialni w kałużach moczu, paląc crack. Nie myje się, a podczas transów narkotycznych sama się okalecza 

opowiadała w wywiadzie dla "National Enquirer" jej szwagierka, Tina Brown. Gdy trzeźwiała, wcale nie było lepiej. Widząc rany na ciele, wpadała w panikę. Mówiła, że to wina demonów. 

Uzależnienia zupełnie wyniszczyły artystkę. Houston miała poważne problemy z sercem, a także miażdżycę. W ostatnich miesiącach życia zaczęła nawet tracić to, co było jej największym darem, czyli głos. W wyniku nałogu gwiazda miała poważne braki w uzębieniu, które starała się ukrywać, nosząc protezę. Także jej bujna czupryna była zasługą świetnie dopasowanej peruki.

 

Whitney Houston staczała się od lat. Podczas jej ostatnich koncertów fani opuszczali salę

Zapewne wielu fanów Whitney pamięta jej jedyny koncert w Polsce 22 sierpnia 1999 roku. Był to jeden z najgorszych występów w jej karierze. Spóźniona ponad godzinę wyszła na scenę zupełnie nieprzygotowana. Nie pamiętała tekstu swoich piosenek, załamywał się i drżał jej głos. Podobnie było kilka lat później podczas koncertu w Atlantic City, w USA, kiedy myliła się, śpiewając swoje największe hity. Kilkukrotnie przerywała występ, a później, gdy zaczęła wykonywać "I Will Always Love You", jej głos wyraźnie się załamał. — Niestety, nie zaśpiewam tej piosenki. Mój głos nie jest dobrej formie, nie jestem w stanie śpiewać — powiedziała. Fani byli rozczarowani, a prasa pisała o upadku wielkiej gwiazdy. Był to początek jej wielkiego końca.

 

Po odwyku w 2005 i 2006 roku wydawało się, że Houston wychodzi na prostą. W 2009 roku na rynku fonograficznym ukazała się jej kolejna płyta. Wielu fanów upatrywało w tym jej hucznego powrotu na scenę. Niestety, koncerty promujące album okazały się zupełną klapą. Jej pięciooktanowy głos nie brzmiał już jak wcześniej. Nie potrafiła zaśpiewać wysokich dźwięków, które niegdyś nie sprawiały jej żadnego problemu. Na scenie czuła się niepewnie, wyglądała wręcz na wystraszoną.

Wróciła do narkotyków, co niedługo zaprowadzi ją do grobu

grzmiały nagłówki amerykańskiej prasy. Przypuszczenia wielu wkrótce stały się prawdą. Whitney Houston została znaleziona martwa w hotelowej wannie 11 lutego 2012 roku. W chwili śmierci wokalistka miała 48 lat.

Więcej o: