Morderca dzieci, którego szukała cała Polska. Kulisy przerażających zbrodni

Ciężko przejść obojętnie, kiedy ginie dziecko. Tym bardziej, kiedy zostało ono zamordowane, a przedtem zgwałcone. Nie sposób opisać uczuć, jakie wtedy rodzą się w człowieku, kiedy pragnienie zemsty - i to zemsty okrutnej - bierze górę nad cywilizacyjną ogładą.

Ten, kto popełnia taki czyn, a w dodatku robi to kilkukrotnie, musi być zwyrodnialcem, bestią w ludzkiej skórze. Co jednak, kiedy ta bestia jest nierozpoznawalna? Jest składową bezosobowego tłumu, który mijaliśmy i mijamy każdego dnia. Kiedy morderca nie wyróżnia się absolutnie niczym, poza skrywanymi głęboko dewiacjami. Jak go wytropić i unieszkodliwić? Właśnie takie łowy są tematem fabularyzowanego reportażu „Mężczyzna w białych butach” autorstwa Waldemara Ciszaka i Michała Larka, w którym autorzy przybliżają głośną na początku lat 90-tych sprawę mordercy małoletnich chłopców.

Ebook jest dostępny w Publio.pl >>

Dorwać bestię

26 lutego 1991 roku. Chłodny dzień na poznańskim osiedlu mieszkaniowym Rataje. Idących do szkoły chłopców zaczepia tęgawy, około czterdziestoletni mężczyzna podający się za pracownika ZURIT-u (Zakład Usług Radiotechnicznych i Telewizyjnych), który upewniwszy się, że rodziców indagowanego chłopca nie ma w domu, stara się skłonić nastolatka do wydania mu niezbędnych kwitów, które są w posiadaniu rodziców. Część młodych ludzi patrzy na niego nieufnie, jednak 12 letni Krzyś daje się przekonać i idzie z nieznajomym do domu. Tam dokonuje się, jak to potem opisze sam morderca –„tragiczny finał”. Mężczyzna przy pomocy mokrego ręcznika dusi chłopca, a następnie rabuje mieszkanie. Kiedy do domu wracają rodzice chłopca, z początku nic nie wskazuje, że stało się nic złego, dopiero po kilku godzinach odnajdują ciało syna szczelnie otulone kołdrą. Wezwana policja nie znajduje żadnych znaczących śladów. Morderca zniknął, chociaż wiele osób potem przypomni sobie mężczyznę rozmawiającego z chłopcami i poda wstępny rysopis. Jest jednak za późno. Jak się okazuje, Krzyś z osiedla Rataje nie jest pierwszą ofiarą dusiciela, wcześniej zamordował on czterech innych chłopców, a kilku molestował i okradł na terenie całej Polski. W niektórych miejscach, gdzie dokonał zbrodni, morderca zostawia informacje, że uczynił to z zemsty, przez co policja i media nadają mu pseudonim „Mściciel”.

Nikt szczególny

Akcja „Mężczyzny w białych butach” rozpoczyna się właśnie tego feralnego, lutowego dnia, prawie ćwierć wieku temu. Możliwe, że mimo iż upłynęło już od tamtych zdarzeń ćwierć wieku, wiele osób będzie jeszcze pamiętało tamtą sprawę. Ja pamiętam, bo chociaż ukończyłem już 16 lat, to rodzice przypominali mi wtedy, żebym nie gadał z nieznajomymi i że wszystkie należności i kwity są zapłacone i uregulowane. Tą sprawą emocjonowała się cała Polska i trzeba przyznać autorom książki, że bardzo rzetelnie oddali klimat i emocje, jakie towarzyszyły sprawie „Mściciela”. Bo chociaż w opowieść wplecione jest bardzo dużo beletrystyki, to opiera się ona na faktycznych przemyśleniach osób, które doprowadziły do zatrzymania mordercy. Tak naprawdę to zapis śledztwa, jego torów i wskazówek, którymi kierowali się śledczy. Od kartotek, przez więzienne rejestry, po relacje świadków i postronnych osób, które odpowiedziały na apele publikowane w mediach. To także zapis rozmów i przesłuchań z samym „Mścicielem”, a także odczuć, jakie temu towarzyszyły. Bo, żeby nie zdradzać zbyt wiele, samej „Bestii w ludzkiej skórze” daleko jest do zachodnich seryjnych zabójców. Jeden z policjantów, patrząc na portret pamięciowy zwyrodnialca, porównuje go do postaci Buffalo Billa z czytanego ostatnio „Milczenia owiec” Thomasa Harrisa i stwierdza, że w Polsce nawet seryjni zabójcy są przaśni. I ma rację, bo im bardziej wgłębiamy się w postać „Mściciela”, dostrzegamy, że jest on tak naprawdę totalnie przeciętny. Ot, jeszcze jeden przedstawiciel proletariatu, z kryminalnymi inklinacjami, ani niezbyt lotny, ani czymś się wyróżniający, a jednak w tej „zwykłości” i nieprzewidywalności na wskroś przerażający. Człowiek z jednej strony inteligentny i sprytny, potrafiący bez problemu nawiązywać kontakty, zarówno z dorosłymi, jak i z dziećmi, z drugiej - introwertyk zatopiony w kompleksach i fobiach, których ujście zamienia jego czyny w koszmar.

Rysopis podejrzanego o morderstwa chłopców i zdjęcie napisu, jaki zostawił na lustrzeRysopis podejrzanego o morderstwa chłopców i zdjęcie napisu, jaki zostawił na lustrze Policja

Rysopis podejrzanego o morderstwa chłopców i zdjęcie napisu, jaki został na lustrze.

Na szczególną uwagę zasługuje wielowątkowość tej opowieści, w której sprawę „Mściciela” oglądamy oczami samego mordercy, tropiących go policjantów, ale także rodzin ofiar, które nie potrafią odnaleźć się w świecie, w którym zabrakło najbliższej im osoby. Powracają do wspomnień, zdjęć, pamiątek po zamordowanych. Niektóre planują zemstę. Wstrząsające są również rozmowy z rodziną i znajomymi zabójcy, którym do głowy by nie przyszło, że to właśnie on mógł okazać się bestią. „Przecież dzieci tak go lubiły”.

Śledztwo bez internetu

Bardzo ważną rolę w „Mężczyźnie w białych butach” stanowi tło historyczne i realia wczesnych lat 90-tych XX wieku, które udało się autorom oddać wręcz fenomenalnie. Pamiętać tu trzeba, że działania śledczych wyglądały wtedy zupełnie inaczej, a przepływ informacji w dobie braku internetu i telefonii komórkowej odbywał się zupełnie inaczej. Inną też rolę pełnią media i telewizja. Niebagatelną rolę odgrywa zwłaszcza program „997” Michała Fajbusiewicza, w którym przedstawiano aktualne i nierozwiązane sprawy kryminalne z terenu całego kraju, licząc na pomoc obywateli. Waldemar Ciszak i Michał Larek w umiejętny sposób sygnalizują czytelnikowi najważniejsze wydarzenia, które działy się w tamtym okresie, zahaczając zarówno o kwestie polityczne, jak i kulturowe, przez co sama opowieść zyskuje jeszcze większą wiarygodność. Każdy detal, każdy element, który składał się na Polskę, która dopiero wstępowała w prawdziwą demokrację, będąc jednak mocno zakorzenioną w realiach dawnego ustroju został bardzo skrzętnie pokazany. Od białych „sofixów” noszonych przez mordercę, po upodobania muzyczne policjantów, którzy go zatrzymali. Kiedy dodamy do tego żywy język i dynamiczne prowadzenie samej akcji, zyskujemy reportaż o wiele ciekawszy niż większość kryminałów. Z tą różnicą, że wydarzenia opisywane w tej książce wydarzyły się naprawdę.

„Mężczyzna w białych butach” to bardzo mocna książka. Chociaż jest zapisem śledztwa, bardzo rzetelnym opisem, trzeba to zaznaczyć, to jednak zawiera ogromny ładunek empatii i autorzy mimo bezstronności nie uciekają od własnych ocen tego, co wydarzyło się na przestrzeni kilku lat, kiedy grasował „Mściciel”, niepopadając jednocześnie w moralizatorski ton. To także ostrzeżenie. Bo chociaż tamto pokolenie dzieci z kluczami na szyjach już pewnie nie istnieje, to zapewne nadal istnieją tacy, którzy znajdą sposób na wykorzystanie dziecięcej łatwowierności. I też mogą okazać się niepokojąco „zwyczajni”.

Ebook jest dostępny w Publio.pl >>