Kiedy "człowiek jest bombą zegarową, gotową w każdej chwili wybuchnąć"

W "Rzece podziemnej" Tomasza Jastruna poznajemy człowieka, który próbuje utrzymać się na powierzchni życia. W młodości aktywnie działał w Solidarności - były ideały, pewien rodzaj jedności. Teraz, w nowej, kapitalistycznej Polsce, coraz mocniej ściąga go na dno depresja.

"Rzeka podziemna" w formie ebooka jest dostępna tutaj >>

Musi też patrzeć, jak jego matka staje się swoją własną karykaturą, ponieważ jej zaburzenia psychiczne stale się pogłębiają. Ma nie za dobry kontakt z dwójką dorosłych dzieci, żonę widuje rzadko. Z bliskimi sobie kobietami również widuje się coraz rzadziej. Nie jest w stanie znieść swojej pracy. Przypadkowe spotkania na ulicy z tak zwanymi starymi znajomymi boleśnie rozczarowują.

„Przytuliłem się do śpiącej dziewczyny i szepnąłem jej na ucho „kocham”. Pachniała młodością i urodą. Uśmiechnęła się słodko przez sen. Tak właśnie po raz pierwszy powiedziałem kobiecie „kocham”. Wcześniej to słowo wydawało mi się zbyt duże na usta, zbyt gorące na język, zbyt uczuciowe na moją powściągliwość...

Zwykłem mówić „uwielbiam” albo „lubię cię”: – Tylko lubisz? – pytały zawiedzione. – Ale bardzo, tak bardzo, że nie potrafisz sobie tego wyobrazić – tłumaczyłem. One jednak chciały słowa „kocham”, wszystko jedno, czy będzie prawdziwe, czy nie, jak chciały kwiatów, których kupować nie lubiłem, przecież wiedziałem, że z ich przeciętych żył płynie krew. W losie ciętych kwiatów jest los kobiet, za chwilę zaczną usychać, pierwszy płatek już spada, a my udajemy, że tego nie widzimy.”

Pani D.

Depresja bohatera przybiera na sile i jest w tej rozgrywce naprawdę mocnym zawodnikiem. Tak mocnym, że zauważalna na początkowych stronach powieści proporcja między opisem teraźniejszych lub przeszłych wydarzeń a oddawaniem głosu Pani Depresji, która stopniowo owładnęła myślami i sposobem interpretacji świata przez bohatera, ulega zupełnemu odwróceniu. Od pewnego momentu dominuje już coś w rodzaju zapisków z ciemnej strony życia dyktowanych przez Panią D., zapisków, które tylko gdzieniegdzie są okraszone opisem realnych wydarzeń.

Bohater „Rzeki podziemnej” nie czuje oporów przed odsłonięciem swojej intymności. I wcale nie chodzi o fakt, że w powieści znajdziemy sporo odniesień do seksu. Znacznie bardziej ekshibicjonistyczne wydaje się być przyznanie, że cały ten seks, nawet poetycko czy zmysłowo opisany, już prawie nie ma smaku. To jest seks człowieka przeraźliwie skomlącego o pomoc. To rozpaczliwe wołanie z najczarniejszego dna samotności, a pęd w poszukiwaniu mocniejszych wrażeń to miotanie się i jedyna szansa na zweryfikowanie, czy człowiek w ogóle jeszcze żyje (forma osiągalna jeszcze tylko przez pewien czas, ponieważ antydepresanty spowodują impotencję). Jednak taki seks wcale nie przynosi ulgi. Taki seks potęguje uczucie wszechobecnej pustki i samotności i sprawia, że uwięziony w szponach uzależnienia i depresji człowiek zaczyna coraz bardziej zapadać się w czerń.

„Od małego wsłuchiwałem się w siebie. Myślałem, że tak robią wszyscy, ale to nieprawda. Ludzie są pogodni, śmieją się, snują plany, dlatego że nie wsłuchują się w siebie. To im daje pogodę. Człowiek jest skrzyżowaniem bomby zegarowej, miny przeciwpiechotnej z niezwykle skomplikowanym urządzeniem, w którym są setki tysięcy mikroelementów gotowych w każdej chwili nawalić.

Cisza, jaka panuje w naszym organizmie, jest pozorna. Hałasuje pompa ssąco-tłocząca krew, soki żołądkowe wykonują żrącą pracę, włażą na siebie ruchy robaczkowe jelit, mocz gromadzi się z bulgotem w pęcherzu, kał puka do drzwi odbytu. Z setek tysięcy naczyń krwionośnych każde może w każdej chwili stłuc się i nas zabić. Szczęśliwi są tylko ci, co o tym nie wiedzą. Biada nam, którzy istniejemy nad przepaścią nieistnienia! Tę biedę istnienia w pełni ogarnąłem jednak dopiero niedawno. Albo to ona mnie ogarnęła potężnym muskularnym ramieniem i przytuliła do piersi, w której zieje rana na wylot, wirują w niej gwiazdy, martwe szerszenie.”

Laboratorium rozkładu

O „Rzece podziemnej” nie powiemy, że jest powieścią wielowątkową, bowiem jej konstrukcja przypomina raczej mozaikę składającą się z miliona małych, niepowtarzalnych kawałków. Zamiast klasycznych wątków głównych otrzymujemy kalejdoskop wielu pomniejszych historii, które jak motywy w mandali układają się posłusznie według zamysłu autora.

Wszystko wygląda tak, jakby ktoś najpierw kawałek historii człowieka wyciął, później wycisnął z tego kawałka życiodajne soki, a na końcu ten podsychający już ochłap wcisnął między laboratoryjne szkiełka i pozwolił popatrzeć. Kilka lat postępującego rozkładu człowieczej, martwiejącej tkanki. 

„Rano moja skóra stawała się tak delikatna, że bałem się, iż pokaleczą mnie strumienie wody z prysznica. Z trudem dowlokłem się do wanny, by zanurzać się w jarzynowej zupie. Nowy dzień płynął wywrócony do góry brzuchem jak martwa ryba. Potem gapiłem się w telewizor, gdzie widziałem ludzi szczęśliwych. I już nie na niby pomyślałem o przerwaniu życia, jakby było sznurkiem, który można przeciąć.

Przerwać życie, o ileż to brzmi lepiej niż samobójstwo. Myśli się o tym w chwilach, kiedy istnienie staje się jeszcze bardziej nie do zniesienia niż zwykle. Buntuje się każda komórka udręczonego ciała i duszy, a one są bliżej siebie niż kiedykolwiek przedtem. Oto wydręczona jedność ducha i ciała! Ale myśli się też o nieistnieniu, gdy jest lepiej. Kiedy jest lepiej, ma się siłę, aby widzieć w całej ostrości swą przyszłość z depresją zawieszoną w codziennym krajobrazie jak wielki gnijący kawał mięsa. Aby na prawdę żywo się przerazić, trzeba mieć płytką depresję, w głębokiej nie ma przyszłości ani przeszłości, nawet przerażenie jest zmrożone i nie da się go ruszyć. Dopiero czując się lepiej, nieco lepiej, mamy siłę, by pokonać instynkt życia. Nie jest to zadanie dla zdechlaka. Na to trzeba mocy.”

Piękno rodzi się w bólu

Trzeba przyznać, że Tomasz Jastrun doskonale opanował umiejętność wplatania poetyckich smaczków w prozę. W powieści jest sporo pięknych, również zmysłowych metafor, ale nie brakuje też dla kontrastu np. realistycznego opisu anatomii i fizjologii człowieka. Najlepiej chyba jednak udało się pokazać Jastrunowi samą czeluść depresji. Mimo że boli i uwiera wczytywanie się w coraz czarniejszy i coraz bardziej nierzeczywisty świat bohatera, oparty już nie na tym, co się wokół niego naprawdę dzieje, ale na tym, co się rozgrywa w jego niedomagającej głowie, to bez wahania powiemy o „Rzece podziemnej”: piękna.

"Rzeka podziemna" w formie ebooka jest dostępna w Publio.pl. Sprawdź >>