300 osób opowiedziało mu, jak wyglądała ich noc, gdy wprowadzono stan wojenny

By powstała "Noc generała", dziennikarz Gabriel Mérétik przeprowadził setki wywiadów w wielu miejscach świata. W rocznicę pamiętnego wydarzenia o książce pisze Mariusz Szczygieł.

Książka w formie ebooka jest dostępna w Publio.pl >>

Pamiętam, jak w 1989 roku łapczywie rzuciłem się na książkę "Noc generała", w której francuski dziennikarz Gabriel Mérétik opisał pierwsze noce i dni stanu wojennego w Polsce. Przeprowadził trzysta rozmów z różnymi ludźmi (od pani w centrali telefonicznej, przez opozycjonistów, po Urbana) i każdy opowiedział mu, jak wyglądała jego noc z 12 na 13 grudnia i dzień następny.

Minęła północ.

"Halina Skibniewska budzi się z trudem ...".

"Ryszard Reiff jeszcze się nie położył ...".

"Zbigniew Romaszewski jest bezradny ...".

"Jacek Kuroń czuje się doskonale ...".

"Michel Casteux jest już u kresu sił ...".

Stałem po ten bestseller dwie godziny w kolejce do księgarni Czytelnika w Warszawie, a czytać zacząłem już na ulicy. To, co zrobił Mérétik, pozwalało miękko zanurzyć się w prawdziwe, choć cudze przeżycia, jak w puszysty śnieg, który spadł nad ranem 13 grudnia.

Proszę bardzo: "Maria pracuje na drugim piętrze, od strony Poznańskiej, w oddziale telegramów krajowych i międzynarodowych. (...) Wieczór jest raczej spokojny, jak to w sobotę. Wszystkie kobiety są w kapciach (zimą urzędniczki zostawiają obuwie w szatni). Dwie robią na drutach, trzecia poszła właśnie do toalety. Nagle Maria słyszy głuche uderzenia (...). Na tablicy kontrolnej zapalają się chaotycznie światełka. Maria chwyta słuchawkę, łączy się z centrum technicznym: >>Co się tam dzieje?<<. Nikt nie odpowiada. Połączenie zostało brutalnie przerwane. Odgłosy się nasilają, decyduje się więc pójść sama sprawdzić. Robi zaledwie parę kroków, gdy podwójne drzwi otwierają się wskutek gwałtownego pchnięcia. Czterech lub pięciu żołnierzy wpada do wielkiej sali. W pierwszej chwili sądzi, że to spadochroniarze w strojach bojowych (...). Jeden krzyczy: >>Krzesła pod ścianę! Nie ruszać się!<<. Drugi grozi Marii bagnetem".

"Noc generała" została wydana ponownie. Zacząłem czytać o telefonistce Marii i jak dawniej nie mogłem się oderwać. Pomyślałem o magii reportażu. Otóż reportaż może nam dać cudze przeżycia, kiedy nie mamy własnych.

Kiedy wybuchł stan wojenny, miałem 15 lat, nie mam z niego żadnych własnych przeżyć. Książka Mérétika jest więc dla mnie kompensacją. Ona pozwala mi WRESZCIE w pełni przeżyć te dni, bo ze względu na wiek i oddalenie od jakiegokolwiek centrum nie była to moja bajka. Nie moje doświadczenie. Wiem, że to oczywistość, jednak zapominam o niej za każdym razem, kiedy jakiś pisarz non-fiction pozwala mi uczestniczyć w świecie, do którego fizycznie nie mam lub nie miałem dostępu. Żyję sobie przez jakiś czas w książce. Wchodzę w relacje z ludźmi, z którymi nigdy normalnie bym nie wszedł.

Będę pretensjonalny: to cudowne, że można być z tymi wszystkimi ludźmi tej nocy.