Podobno podpisał pakt z diabłem. Nagrał tylko 29 piosenek, a został legendą

Podobno zawarł pakt z diabłem, żeby najlepiej na świecie grać na gitarze. I grał. Zmarł w wieku 27 lat na długo zanim ten wiek stał się fatum dla wielu innych słynnych muzyków.

Robert Johnson uznawany jest dziś za największego bluesowego gitarzystę świata. Właśnie ukazało się polskie tłumaczenie niezwykłego komiksu, poświęconego jego życiu.

Seks, alkohol, granie muzyki do rana, podróże pociągami w nieznane, podejrzane spelunki, kobiety najróżniejszej proweniencji, przyjaciele i oszuści - życie tego artysty było krótkie, na równi fascynujące, jak przygnębiające. Żył w rock’n’rollowym stylu, zanim jeszcze ktokolwiek wymyślił rock’n’rolla i nazwał w ten sposób taki styl życia.

Dziś niemal zupełnie zapomniany, muzyk powraca od czasu do czasu w legendach, na płytach innych artystów czy w filmach. A przecież nie brakuje krytyków, którzy twierdzą, że bez niego nie byłoby całego dzisiejszego rocka, bo to on wymyślił wiele patentów, na których do teraz opierać się musi każdy, kto bierze do ręki gitarę.

 

Diabeł na skrzyżowaniu dróg

Robert Johnson żył tylko 27 lat, w pierwszych dekadach XX wieku. Przez większość czasu przymierał głodem, spał, gdzie popadnie, włóczył się i szukał dla siebie miejsca. Zasłynął za sprawą dwóch talentów: do grania na gitarze i do uwodzenia każdej kobiety, którą chciał uwieść. Ten pierwszy - jak chce legenda - zawdzięcza paktowi z diabłem, którego spotkał na skrzyżowaniu dróg. Przez całe swoje życie nagrał tylko 29 piosenek, ale to wystarczyło, żeby wyznaczyć drogę dla całego światowego bluesa.

Wiele lat po swej śmierci był niezrównanym źródłem inspiracji dla wielu wielkich światowej sceny: Erica Claptona, Boba Dylana czy członków zespołów The Rolling Stones i Led Zeppelin. Robert Johnson to ktoś, w odniesieniu do kogo można z powodzeniem użyć wyświechtanego sformułowania, że jego życie to gotowy scenariusz na film. W tym przypadku - na komiks. Album „Love In Vain”, który w oryginale ukazał się w 2014 roku, trafia właśnie do polskich księgarń.

Francuzi opowiadają amerykańską historię

Choć ta opowieść jest tak amerykańska, jak to tylko jest możliwe - dzieje się w samym sercu Ameryki, w stanie Mississipi, a w jej tle przewijają się najważniejsze problemy ówczesnego amerykańskiego społeczeństwa: rasizm, bieda, bolesne skutki Wielkiego Kryzysu - stworzyli ją Francuzi. Jean-Michel Dupont to dziennikarz, który specjalizuje się w pisaniu o kulturze, a Mezzo - rysownik znany ze swojego mrocznego stylu. Połączenie ich talentów przyniosło bardzo ciekawy efekt - Dupont w bardzo umiejętny sposób balansuje swoją opowieść między metafizyką a brutalnym naturalizmem, między pokazywaniem szerszego tła społecznego a przedstawianiem jednostkowej historii.

 

Komiks swoją siłę zawdzięcza jednak przede wszystkim rysunkom Mezzo. To, co znakomicie sprawdzało się w jego wypełnionych fantastyką wcześniejszych komiksach, okazało się zadziwiająco dobrze działać także w przypadku historii niemal całkowicie realistycznej. Prowincjonalna, uboga Ameryka z lat 30-tych okazuje się być w jego wizji przedsionkiem piekła, wypełnionym ludźmi czyhającymi na potknięcia innych, a czasem wręcz pomagających im się potknąć, miejscem nieustannie podlewanym tanim alkoholem i znajdującym rzadkie pocieszenie w przypadkowym seksie.

Jego czarno-białe rysunki są pełne ludzi, na których twarzach wypisana jest bieda i nieszczęście, ale zarazem pełne są muzyki, pojawiającej się tam zarówno dosłownie i wprost, jak i zupełnie metaforycznie - to wtedy, kiedy poszczególne kadry odnoszą się do tekstów piosenek Johnsona. Lektura tego komiksu to porywająca wycieczka do świata, w którym mało kto chciałby dziś żyć, ale który wciąż inspiruje filmowców, pisarzy czy właśnie autorów komiksów. To także znakomita lekcja zapomnianych korzeni współczesnej muzyki. Lektura obowiązkowa nie tylko dla tych, którzy się nią interesują. 

Love In Vain, Robert Johson 1911-1938, rysunki: Mezzo, scenariusz: Jean-Michel Dupont, Wydawnictwo Kultura Gniewu, Warszawa 2017.  

A teraz zobacz: Ostra "Ciemniejsza strona Greya" i oscarowi faworyci. To najmocniejsze premiery kinowe lutego

Więcej o: