To jedna z najważniejszych książek o Ameryce. Na duży ekran przeniesie ją twórca "Moonlight"

Szesnaście lat. Tyle czasu zajęło Colsonowi Whiteheadowi napisanie "Kolei podziemnej". Pomysł na tę oryginalną powieść drogi przez niewolnicze stany Ameryki dojrzewał w autorze długo, ale opłaciło się. Książka przyniosła mu Pulitzera i National Book Award.

„Kolej podziemna” to historia w takim samym stopniu zainspirowana faktami, co stanowiąca popis wyobraźni amerykańskiego autora. Choć Colson Whitehead swobodnie traktuje w niej wydarzenia zaczerpnięte z dokumentów źródłowych, udało mu się zdemaskować kłamstwo mitu założycielskiego Stanów Zjednoczonych – opartego na przekonaniu, że wszyscy są sobie równi, choć w istocie niektórzy od zarania amerykańskiej państwowości są równiejsi od innych.

Książka w formie ebooka jest dostępna w Publio.pl >>

Koleją podziemną przez stany niewolnicze

Prawdziwa Kolej Podziemna była szlakiem przerzutowym dla zbiegłych niewolników. Skomplikowaną siecią dróg i kryjówek, w której zaangażowani w przedsięwzięcie abolicjoniści przekazywali sobie uciekinierów „z rąk do rąk”. Dopóki nie wyjadą z niewolniczego Południa, niekoniecznie pociągiem.

Colson Whitehead postanowił jednak potraktować tę nazwę dosłownie i nadać Kolei Podziemnej jak najbardziej realny kształt wydrążonego pod ziemią systemu tuneli łączących ze sobą niewolnicze stany Ameryki. Jak mówi jeden z bohaterów książki:

Każdy stan jest inny (…). – Każdy daje inne możliwości, obowiązują tam inne zwyczaje i inne praktyki. Przemieszczając się między nimi, poznacie całe spektrum tego kraju, zanim dotrzecie do celu (tłum. Rafał Lisowski)

Co więc zobaczyła uciekająca z plantacji Cora?

Przeklęci synowie Chama

Murzyni. Czarnuchy. Smoluchy… Tak nazywa ich cała biała ludność Południa. Tak zwracają się do siebie nawzajem sami niewolnicy. Ci, którzy znajdują się na samym dole drabiny społecznej, nie mają żadnych praw – do wolności, do szacunku, do własnego ciała, do swoich dzieci, do życia bez cierpienia. Mają obowiązek pracować do śmierci. To narzędzia; jeśli się zepsują zastępuje się je nowym towarem. Najdrożsi są sprawni mężczyźni i kobiety w wieku rozrodczym (pieniądz, który rodzi pieniądz).

Własność plantatorów staje się de facto własnością stanu: tanią siłą roboczą przerzuconą do fabryk, izolowaną w osobnych dzielnicach, przedmiotem eksperymentów medycznych. System opieki społecznej jest w rzeczywistości „hodowlą” – rozpędu nabiera program sterylizacji kobiet.

Ile jest więc warte życie bohaterki powieści, kilkunastoletniej Cory? Nic, bo pan Randall ma wobec niej własne okrutne plany... Mimo że dziewczyna nigdy nie wystawiła stopy poza plantację, pozostaje jej tylko ucieczka w towarzystwie Caesara, któremu udało się nawiązać kontakt z przedstawicielem kolei podziemnej. Tropem tych dwojga podąża bezlitosny łowca niewolników Ridgeway.

 

Amerykański sen, czyli wielkie kłamstwo

Uciekinierzy wyruszają z Karoliny Południowej, w której władze wykupują niewolników, dając im prowizoryczną wolność. Jeśli to miejsce z perspektywy zbiegów wydaje się mimo wszystko niebem, to następna stacja – Karolina Północna – jest najgłębszym kręgiem piekielnym. Tutaj niewolnictwo jest likwidowane razem z niewolnikami. Ich miejsce mają zająć emigranci przybywający masowo zza Oceanu.

Kolorowi, nawet wolni, mają zakaz wjazdu na teren stanu pod groźbą śmierci. Również biali, którzy ukrywają niewolników lub posiadają zakazaną literaturę, płacą za to najwyższą cenę. Jednak ich egzekucje nie są zwieńczeniem piątkowych występów artystycznych.

Gdyby czarnuch zasługiwał na wolność, nie byłby w kajdanach. Gdyby czerwonoskóry miał zachować swoje terytoria, nadal pozostałyby jego. Gdyby białemu człowiekowi ten nowy świat nie był przeznaczony, teraz by do niego nie należał. Oto prawdziwy Wielki Duch, boska nić łącząca ogół przedsięwzięć człowieka – jeśli nie potrafisz czegoś zatrzymać, nie jest twoje. Czy chodzi o własność, niewolnika czy kontynent (tłum. Rafał Lisowski)

Tak wygląda „amerykański imperatyw” oczami Ridgewaya. Kolonializm wpisany jest w mit założycielski USA, a historię piszą zwycięzcy – według własnych potrzeb. W muzeum, w którym Cora pracuje jako żywy eksponat, próżno więc szukać realizmu w przedstawieniu warunków życia na plantacji.

Żaden niewolnik nie umarł z przepracowania nad kołowrotkiem ani nie został skatowany za splątanie nici. Nikt jednak nie chciał opowiadać o prawdziwej naturze świata. I nikt nie chciał o niej słuchać. (…) Prawda to zmieniająca się wystawa w sklepowej witrynie, przerabiana ręcznie, kiedy nie patrzysz, nęcąca i zawsze poza zasięgiem.

Historia warta Pulitzera

„Kolej podziemna” Whiteheada jest połączeniem momentami brutalnego realizmu z metaforyczną opowieścią o wciąż tworzącym się amerykańskim społeczeństwie. Historią, która pokazuje, jak na kłamstwach fundowany jest mit nowego państwa. Równość zapisaną w Deklaracji Niepodległości zastępuje strach – niewolników przed plantatorami, białych przed rosnącą rzeszą ciemiężonych ludzi pragnących nie tylko wolności, ale i zemsty. Wolności zresztą trzeba się nauczyć, tak jak postawy wolnego człowieka i jego języka, o czym szybko przekonuje się bohaterka powieści.

Książka Whitehaeda chwyta za gardło. Mimo że jest to również historia o zaufaniu i bezinteresownej pomocy, z każdą stroną coraz trudniej uwierzyć w jej pozytywne zakończenie.

– Jeśli ktoś chce zrozumieć ten kraj, musi pojechać koleją. Pędząc przed siebie, wyjrzyjcie z wagonu, a zobaczycie prawdziwą twarz Ameryki – te słowa słyszy Cora podczas swojej pierwszej podróży. Tylko co można zobaczyć w tunelu biegnącym pod ziemią?

Oficjalnie potwierdzono informację o ekranizacji „Kolei podziemnej”. Realizacją serialu na podstawie powieści Colsona Whiteheada zajmie się Barry Jenkins, twórca oscarowego filmu „Moonlight”, zdobywcy statuetki dla najlepszego filmu 2016 roku. Film powstaje na zlecenie Amazonu. W realizację przedsięwzięcia zaangażowana jest współzałożona przez Jenkinsa firma produkcyjna Pastel oraz należąca do Brada Pita firma Plan B Entertainment.

Książka w formie ebooka jest dostępna w Publio.pl >>

Komentarze (15)
To jedna z najważniejszych książek o Ameryce. Na duży ekran przeniesie ją twórca "Moonlight"
Zaloguj się
  • Agata Ostrowska

    Oceniono 13 razy 11

    Umieszczanie w tekście cytatów bez podania nazwiska tłumacza to naruszenie jego praw autorskich. W tekstach publikowanych w „Gazecie Wyborczej” i na gazeta.pl robią to Państwo notorycznie.

  • Piotr Szymczak

    Oceniono 8 razy 8

    Smutne, że dodatek Kultura nie rozumie tak elementarnych zasad kultury i dziennikarskiego abecadła, jak podanie autora cytowanych tekstów. Czy to boli, kiedy autor recenzji musi gdzieś tam wpleść dwa słowa, imię i nazwisko tłumacza, do napisanej recenzji? O łamaniu praw autorskich nawet nie wspominam.

  • welocypedant

    Oceniono 9 razy 7

    Brak nazwiska tłumacza - wstyd. Działowi "Kultura" najwyraźniej brak kultury.

  • zydzia

    0

    Po prostu w USA nie byli i nie są normalni pod wieloma względami. Najbardziej się zdziwiłem, że w XX wieku przez 30 lat (!) była wydawana książka "The Negro Motorist Green Book". Czarni pisali dla zmotoryzowanych czarnych gdzie można przenocować, zatankować czy naprawić samochód. Polecam artykuł na angielskiej Wikipedii.

  • mniklasp

    Oceniono 2 razy -2

    widac duzy POPIS gazetki polskiej, autor nigdy nie podwazyl w swojej ksiazce jakies niesprawiedliwosci dziejowej ani nie wykazal ze nie jest patriota( autor jest czarny).

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX