Mężczyzna trafia do żeńskiej szkoły. Co może pójść nie tak? [FRAGMENTY KSIĄŻKI]

Szalona gotycka opowieść o pożądaniu, rywalizacji, zazdrości i zemście podbija serca widzów. Czy równie mocno spodoba się czytelnikom? Poniżej publikujemy fragment powieści.

Wirginia, wojna secesyjna. John Mc Burney, ciężko ranny kapral wojsk Unii, trafia przypadkowo do szkoły dla panien. Dzięki ich opiece dochodzi do siebie i wkrótce zaczyna manipulować przebywającymi tam kobietami i dziewczętami: obnaża ich lęki i rozpala w nich namiętność, kusi i zwodzi, w jednych wywołuje litość, w innych pożądanie. One same zaczynają budzić się z letargu, w ich ponury świat wsącza się życie. A wraz z nim – zawiść i zazdrość. W pewnym momencie sam John musi zmierzyć się z pytaniem: kto tu kogo wodzi na pokuszenie?

Historię wymyśloną przez Thomasa Cullinana przeniosła na duży ekran Sofia Coppola i zrobiła to z wielkim sukcesem. Dość wspomnieć o nagrodzie za reżyserię na Festiwalu Filmowym w Cannes. W rolach głównych zagrali Nicole Kidman, Colin Farrell, Kirsten Dunst oraz Elle Fanning, a premiera w polskich kinach nastąpi 1 września tego roku.

Książka w formie ebooka jest dostępna w Publio.pl. Sprawdź >>

"Na pokuszenie" - zwiastun

FRAGMENTY KSIĄŻKI

"Na pokuszenie", Thomas Cullinan

Przełożyli Anna Owsiak, Jan Wąsiński, Jerzy Wołk-Łaniewski, Aga Zano wydawnictwo Marginesy


Emily Stevenson

Gdy Amelia go wprowadziła, sprawiał wrażenie bliskiego śmierci. W pierwszej chwili uznałam, że jest niewiele wyższy od Amelii, a to osoba budowy raczej drobnej. Gdy jednak z czasem dane nam było go poznać, wydał się nieco potężniejszy.

Podskakiwał na jednej nodze, a drugą trochę ciągnął, a trochę na niej stawał. Amelia promieniała, jakby po raz pierwszy w życiu zrobiła coś, jak należy.

– Witam, drogie panie – odezwał się z uśmiechem, który wydał mi się raczej żałosny. Następnie dokuśtykał do kanapy i padł na nią.

Boże, pomyślałam, skoro wszyscy oni są tak słabi i bezbronni, to dlaczego pokonanie ich zajmuje nam tyle czasu? Przeszło mi przez głowę, by wspomnieć o tym ojcu w następnym liście. Wiedziałam, rzecz jasna, że ojciec ma z nimi mnóstwo roboty – ich żołnierze są zresztą lepiej karmieni i odziani niż nasi – brak im jednak ducha czy też poczucia wspólnego celu, który łączy naszych chłopców, i dlatego też ostatecznie przegrają. Wszyscy nasi chłopcy to rodowici obywatele Konfederacji, podczas gdy na armię Unionistów składają się cudzoziemcy, imigranci, a teraz powiadają, że nawet Murzyni i Bóg wie co tam jeszcze. Zupełnie jak to stworzenie, które przywiodła Amelia – ewidentnie pochodzące z Irlandii czy jakiegoś innego obcego miejsca w tym rodzaju. Co prawda u nas w Charleston też mieszka sporo przyzwoitych Irlandczyków, chociaż to cokolwiek biedniejsi ludzie, ale przynajmniej są to rodowici mieszkańcy Południa, a nie zupełnie obcy, których opłacono lub omamiono, by wzięli udział w cudzych konfliktach.

– On nie umarł, prawda? – krzyknęła Amelia i podbiegła do kanapy. Najwyraźniej już postanowiła, że doda tego Jankesa do kolekcji drobiazgów znalezionych w lesie – kamieni, liści, motyli i żuków – którą trzyma w swoim pokoju na nieszczęście nas wszystkich, szczególnie jednak panny Harriet, która jest osobą raczej bojaźliwą i jak pamiętam, doznała przy pewnej okazji potężnego szoku, gdy w słoiku po ogórkach pod łóżkiem Amelii znalazła olbrzymiego pająka. Tak czy owak, panna Harriet zebrała się na odwagę i poszła z Amelią w miejsce dostatecznie oddalone od szkoły, gdzie Amelia wypuściła pająka na wolność. Nawet panna Harriet nie dopuściłaby myśli o zabiciu pająka, co wskazuje, że jest ona nieco łagodniej usposobioną osobą niż panna Martha, która bez dyskusji natychmiast rozgniotłaby go stopą. No ale najwyraźniej na świecie, nawet w naszej szkole, jest miejsce dla różnych dziwaków. Amelia z czasem zapomniała o swoim ukochanym pająku i wzięła się do gromadzenia innych zwierzątek. Jestem przekonana, że kiedy w domu pojawił się McBurney, z jedno czy dwa takie trzymała u siebie w pokoju.

Wyglądał, jakby to była jego ostatnia chwila. Twarz miał białą jak płócienny pokrowiec na oparciu kanapy. Przyjrzałam mu się dokładniej i spostrzegłam, że nadal oddycha, ale bardzo szybko i płytko. Potrzebował natychmiastowej pomocy lekarskiej, a i tak wydawało się mało prawdopodobne, byśmy mogli cokolwiek dla niego zrobić.

– Krwawi mu z nogi prosto na perski dywan panny Marthy – odezwała się Edwina, która zawsze jako pierwsza zauważa i zgłasza tego typu rzeczy.

– Da się to sprać wodą z mydłem – odparłam. – Ale teraz nie będziemy się tym przejmować. Amelio, zawołaj z kuchni Mattie. Marie, znajdź pannę Harriet.

Marie i Amelia posłuchały mnie, choć niechętnie. Panna Martha i panna Harriet poniekąd polegają na mnie, bym doglądała porządku pod ich nieobecność, ja zaś staram się, jak mogę, spełniać ich życzenia, chociaż zdaję sobie sprawę, że niektórym dziewczętom to nie odpowiada. Oczywiście strasznie to nie odpowiada Edwinie Morrow, ponieważ jest starsza ode mnie o rok i przebywa tutaj najdłużej z nas. Rzecz jasna to nie do końca jej wybór. Edwina, podobnie jak Alice Simms, nie ma dokąd pójść. Nie ma bliższych krewnych poza ojcem, który jest zbyt zajęty wciskaniem naszym biednym władzom tandetnego towaru, by jeszcze zajmować się taką córką jak Edwina.

Na stole leżał stary egzemplarz „Southern Illustrated News”. Rozłożyłam gazetę na kanapie, po czym zabrałam się do układania na niej nóg naszego jeńca.

– Wydaje mi się, że w tej gazecie jest kilka wierszy Edgara Allana Poego, które panna Harriet chciała zachować – zauważyła Edwina.

– Jestem pewna, że woli poświęcić gazetę aniżeli kanapę – odparłam. – A teraz nie gadajcie i niech mi która pomoże równo go położyć.

Był wówczas ledwie przytomny, ale z pewnością nas słyszał. Powoli przesuwał wzrokiem z Alice na Edwinę i z powrotem na mnie, bezgłośnie prosząc o pomoc. Autentycznie w tym momencie poczułam żal, widząc, jak ucieka z niego życie. W miejscach, gdzie jego piegowatej twarzy nie pokrywał brud, widać było, że przybrała szary kolor, siniejące usta robiły się tak niebieskie jak jego oczy.

Alice nalała trochę wody do szklanki i mu ją przyniosła, nie dał rady jednak rozchylić warg na tyle, by się napić. Kiedy Alice spróbowała go napoić, woda ulała mu się jak noworodkowi.

– Spróbuj w ten sposób – odezwała się Edwina. Zanurzyła w szklance chusteczkę, po czym delikatnie, kropla po kropli, wycisnęła wodę między wargi mężczyzny.

– To chyba dobry materiał, prawda? – spytałam.

– Chiński jedwab. Ojciec przywiózł mi z Szanghaju z jednej z wypraw handlowych – stwierdziła.

[…]

– Dlaczego nie ma tu panny Harriet? – spytała Mattie, dołączając do grona rozpaczających. – Dlaczego tej biednej panienki wciąż nie ma?

– Już idzie – oznajmiła mała Marie Deveraux, wchodząc z powrotem do bawialni. – Potrzebowała tylko chwili, by się nieco oporządzić. Widziałam, jak szczypała się w policzki, by przywrócić im kolor, no i nałożyła trochę kopciu na to swoje siwe pasemko. Chyba wyszła z założenia, że niecodziennie gościmy w tym domu mężczyznę.