Jak dziś pisać o Zagładzie? Premiera powieści "Duchy Jeremiego"

Holokaust, zesłanie na Syberię, duchy przeszłości, śmierć plus... gorzkie poczucie humoru. Przygniatająca opowieść w lekkiej formie - właśnie takie są "Duchy Jeremiego" Roberta Rienta.

Robert Rient – polski pisarz młodego pokolenia. Zadebiutował zaskakującą historią miłosną o kobiecie z przeszłością i mężczyźnie po przejściach. Rozczulającą, zabawną, a momentami naturalistyczną powieścią "Chodziło o miłość". W drugiej książce odsłonił się przed czytelnikami. W mocnym reportażu "Świadek" opowiedział, jak w Polsce żyją świadkowie Jehowy. Powieścią "Duchy Jeremiego" Rient wraca na grunt literatury i udowadnia, że nie jest już ciekawym debiutantem ani pisarzem obiecującym. Stał się pisarzem z własnym, rozpoznawalnym stylem.

Książki Roberta Rienta w formie ebooków są dostępne w Publio.pl_

O tym się nie mówi

W tej rodzinie się ze sobą nie rozmawia. Nie wspomina niektórych imion. Ukrywa prawdę o sprawach najwyższej wagi, żeby chronić Jeremiego. Przed duchami przeszłości nie da się jednak uciec, nawet gdy ma się lat dwanaście, rządzi podwórkiem i na szkolnym boisku. A Jeremi ma jeszcze duchy własne. Z powodu choroby matki musi skonfrontować się nie tylko z faktem odchodzenia osoby najbliższej, lecz także ze wszystkimi konsekwencjami rodzinnych sekretów i animozji.

Nagle zdałem sobie z czegoś sprawę, zszedłem szybko z drzewa i pobiegłem do domu. Siedziały tam wszystkie, a jak wszedłem, znowu popatrzyły na mnie tym wzrokiem pełnym przytulania.

- Która z was jest Żydem?

- Ty jesteś Żydem – stwierdziła pani Maria.

- Ja nie. – Myślałem, że się wygłupia, ale patrzyła normalnie.

- Tak samo jak Elza, twoja babcia, tak samo jak jej rodzeństwo, tak samo jak ja – powiedziała mama – i moja siostra, czyli twoja ciotka Estera.

- O kurwa Boże!

- Nie mów tak – odezwała się mama.

Ale miałem to w dupie. Otaczali mnie Żydzi. Bo to się przenosi przez krew kobiet, a nie geografię. Wszystko mi wyjaśniły, wciąż jestem Polakiem, ale równocześnie Żydem. Nigdy nie znałem żadnego Żyda, aż nagle się okazało, że od lat mam kilkoro pod nosem.

Choć "Duchy Jeremiego" to powieść, w której wojenne traumy stają się jak najbardziej współczesnym koszmarem, daleko tej książce do martyrologii. Rient niejako odczarowuje temat, ściśle splatając go z historią chłopaka dorastającego w XXI w. Z dramatem o odchodzeniu... opowiedzianym z energią, humorem, ironią. Bez politycznej poprawności. Z tej mieszanki wyszła powieść poruszająca kontrastami. Taka, która wywołuje uśmiech, kiedy czyta się o sprawach bolesnych, a nawet ostatecznych. W końcu deportację na Syberię można zobaczyć również jako długą wycieczkę. Ewentualnie całkowicie darmowy surwiwal.

 

Małoletni diler i nawiedzona lesbijka

"Duchy Jeremiego" nie są jednak wyłącznie historią o przytłaczającym bagażu cudzych doświadczeń, który dostaje się w spadku. O przekleństwie pamięci, „duchach zrobionych ze strachu”, ukrywaniu prawdziwej tożsamości, starości, tęsknocie, bezsensie śmierci. Rient równie dobrze opowiada o dorastaniu, chłopięcej przyjaźni, pierwszej nieporadnej miłości. Jeszcze lepiej zaś o więzi z samotną matką, za którą trzeba wziąć odpowiedzialność, wchodząc niejako w buty ojca, jak w tym fragmencie:

- Właśnie żeby wyzdrowieć, chcę, żebyśmy pomieszkali chwilę u dziadka, bo od kiedy przestałam chodzić do pracy, mamy coraz mniej pieniędzy i…

- Mogę coś skołować.

- Co to znaczy?

- Ile ci potrzeba?

- O czym ty mówisz, kochanie? Masz dwanaście lat, jesteś za młody, żeby iść do pracy?

- Ile ci trzeba?

Książka jest zresztą minigalerią oryginałów – poczynając od robiącego karierę dilera Jeremiego, przez jego ciotkę – nawiedzoną Żydówkę lesbijkę, kończąc na dziadku "kolekcjonerze" znikającym w odmętach własnego umysłu pożeranego przez "alshajmera". I wszystkie te postaci żyją. Pisarzowi udało się bowiem uchwycić ich radości i lęki, poczucie winy towarzyszące małym, codziennym przyjemnościom, drobne gesty, które najtrudniej wykonać, choć mają moc uratowania drugiego człowieka.

Uśmiech przez łzy

Największa siła powieści Roberta Rienta tkwi w zderzeniu naiwnego spojrzenia dziecka z tragizmem losu człowieka. Właśnie dzięki temu "Duchy Jeremiego" zyskują lekkość, którą trudno znaleźć w literaturze nawiązującej do Zagłady. Nie znaczy jednak wcale, że są mniej przejmujące i nie działają na wyobraźnię. Działają, i to bardzo. Każdą sytuację można zobaczyć bowiem z wielu perspektyw albo wyciągnąć z niej zupełnie różne wnioski, np. Alzheimer może być błogosławieństwem, śmierć wyzwoleniem od bolesnych wspomnień, a bycie Żydem – przynajmniej zdaniem Jeremiego – lepsze niż bycie Arabem, bo mniej rzuca się w oczy.