Żyć jak zwierzę. Bear Grylls mógłby się od niego uczyć sztuki przetrwania

Charles Foster tygodniami mieszkał w norze borsuka, grzebał w śmieciach jak lisy, pływał nocą w rzekach jak wydra - krótko mówiąc, odmawiał sobie wielu wygód. Po co? By sprawdzić, jak to jest - żyć jak zwierzę.

Człowiek, czyli kto?

Słynny angielski autor Bruce Chatwin, aby zjednoczyć się z naturą, wspinał się nago. Strategiczne miejsca swojego ciała przykrywał czasem kwiatami lub innymi roślinami. Frank Fraser Darling chodził boso po ziemi, twierdząc, że trudno wyczuć puls wszechświata przez podeszwę buta. W swojej intrygującej, pełnej humoru książce „Jak zwierzę” Charles Foster raz na jakiś czas również zrzuca ubranie. Po co? By upodobnić się do istot, które mieszkają obok nas i nie potrzebują do życia ani kawałka Gore-Texu. By w pełni zrozumieć istotę człowieczeństwa i odkryć, co - jeśli w ogóle - dzieli nas od zwierząt.

Książka "Jak zwierzę" w formie ebooka jest dostępna w Publio.pl

Jestem człowiekiem. Przynajmniej w tym sensie, że moi rodzice byli ludźmi. Ma to pewne konsekwencje. Nie mogę na przykład spłodzić dzieci z lisem. Jakoś się z tym pogodziłem. Mimo to granice między gatunkami są, jeśli nie iluzoryczne, to z pewnością nieprecyzyjne, a czasami częściowo otwarte. Potwierdzi to każdy biolog ewolucyjny lub szaman.

Gdyby nie to, że Foster sam zdecydował się przeprowadzić swój eksperyment, „Jak zwierzę” mógłby być pełnym rozpaczy testamentem człowieka, którego ktoś nagle zostawił w środku dżungli z batonikiem w jednym ręku i kijkiem w drugim. Bear Grylls bez kamer i ekipy telewizyjnej, który musi przetrwać w nieznanym dla siebie terytorium.

Dziki, czyli jaki?

Foster chciał sięgnąć znacznie dalej ponad to, co przeczytał w książkach, i nie ograniczać się do studiowania choćby najdokładniejszych tomów literatury przyrodniczej czy neurobiologicznej (chociaż to również uczynił). Najbardziej zależało mu na tym, by odkryć, jak to jest patrzeć na świat oczami zwierząt. Aby to zrobić, postanowił zanurzyć się na nowo w tym właśnie świecie. Zbliżył się maksymalnie do granicy między naszymi dwoma gatunkami. Być może inni autorzy wpadliby na lepszy pomysł – on miał właśnie taki.

Chciał spróbować życia, które jako przedstawiciele swoich gatunków wiodą borsuk, wydra, jeleń, lis i jerzyk. Dlatego też przez kilka tygodni mieszkał w norze i niczym borsuk odżywiał się dżdżownicami. Przesiedział pod ziemią około sześciu tygodni. Pomyślicie – i co on może wiedzieć o byciu borsukiem? Podpowiem – a jak długo wy bylibyście w stanie wytrzymać pod ziemią? Aby spojrzeć na świat oczami wydr, spędził sporo czasu w rzekach północnej części hrabstwa Devon. By upodobnić się do lisa, podążał lisimi ścieżkami w londyńskim East Endzie. Gdy buszował w kontenerach ze śmieciami, ludzie myśleli, że lunatykuje.

Trudne początki

W pierwszym eksperymencie pomagał mu jego 8-letni syn, Tom (jak się potem okazało, znacznie lepiej predestynowany do roli borsuka niż on sam). O swoich początkach pisze rozbrajająco szczerze:

Dopuściłem się drobnego oszustwa. Rozważałem pomysł powiększenia opuszczonej borsuczej nory, ale nie byłem pewien, czy uda mi się przekonać policję, że nie próbuję wykopać żywego borsuka. (...) Udało nam się rozwiązać problem i powstała nora. Burt popyrkał przez dolinę na kotleciki rybne i „Ulicę Sezamkową”, zostawiając nas samych. Wczołgaliśmy się do nory i próbowaliśmy nabrać choć odrobiny autentyzmu.

Lub później:

Burt przywiózł nam pieróg nadziewany rybą. - No wiem, wiem... to kanciarstwo, ale obiecuję, że nikomu nie powiem. Tak naprawdę wcale nie miał racji. Borsuki w sytuacji przymusowej żywią się, czym popadnie. Żaden nie odmówiłby sobie pieroga z rybą. -Wiecie co, chłopaki... - ciągnął Burt. - Dla równowagi przyjdę tu później i poszczuję was psami. A potem pojedziemy na drogę, gdzie spróbuję was przejechać.

Im dalej w las... tym robiło się coraz poważniej. Dostosowywanie się do nocnego rytmu życia, spanie za dnia w norze wśród paproci i kleszczy, czuwanie w nocy wymagały energii i samozaparcia. Pierwsze fascynacje, nowe doznania, ale też pierwsze chwile zwątpienia towarzyszące odkrywaniu przez Fostera natury mieszczucha spragnionego wygód i przyzwyczajonego do „swoich standardów”.

Natura, czyli co?

Tak, Foster zbliżył się do ziemi – również w dosłownym tego słowa znaczeniu. Pisząc tę książkę, chciał uniknąć dwóch głównych grzechów tradycyjnej literatury podróżniczej – antropocentryzmu i antropomorfizmu. Nie zamierzał opisywać natury w sposób, w jaki jawi się ona ludziom, a z drugiej strony – nie chciał czynić ze zwierząt istot przypominających ludzi, co często z kolei dzieje się w bajkach. Jak sam przyznaje „Starałem się wystrzegać obu tych grzechów – oczywiście na próżno”.

 


W potrzebie zbudowania pomostu między światem zwierząt i ludzi (lub zwyczajnie - odnalezienia tego pomostu) Foster jest świadomy, że podąża tradycją wyznaczoną przez szamanów. Trzeźwo odrzuca jednak ideę szamana, który mógłby rozbić szałas na festiwalu rocka i za kilka dolarów oferować ludziom wstąpienie w ducha jakiegoś zwierzęcia. Foster jest wobec takich metod bardzo krytyczny. Wierzy jednak, że granicę między gatunkami można zrozumieć i częściowo nawet - przesunąć.
Całe szczęście, jest bardzo pokorny, jeśli idzie o ograniczenia swojego odważnego projektu, a świadomość porażek czyni go tym większym wygranym. Zachowuje też w tym wszystkim trzeźwość umysłu - mówi wprost, że absurdalna i kompletnie niepotrzebna byłaby chociażby próba zapuszczenia paznokci u stóp na podobieństwo jelenich pazurów.

Żyć jak zwierzę

Jego eksperyment może wydać Wam się dziwnym. Szalonym. Niepotrzebnym. Fascynującym. Bardzo prawdopodobne jednak, że po przeczytaniu tej książki wszyscy zgodzicie się co do jednego – dobrze, że to nie Wam przyszło realizować ten pomysł.

Fragmenty pochodzą z książki "Jak zwierzę" Charlesa Fostera w tłumaczeniu Jacka Koniecznego, Wydawnictwo Poznańskie

Książka "Jak zwierzę" w formie ebooka jest dostępna w Publio.pl