Powieść o miłości silniejszej niż śmierć - historia tatuażysty z Auschwitz [RECENZJA]

Numer 32407. I 34902. Kiedyś, w poprzednim życiu, Lale Eisenberg i Gita Fuhrmannova. Podczas ich pierwszego spotkania za jej plecami przechadza się Herr Doktor - budzący postrach wśród więźniów Josef Mengele. Wszystko trwa ledwie chwilę, ale te kilka minut zadecyduje o całym dalszym życiu tatuażysty z Auschwitz

Jest kwiecień 1942 roku, kiedy dwudziestosześcioletni Ludwig Eisenberg, dla bliskich Lale, po raz pierwszy przekracza bramę Auschwitz. W garniturze, białej koszuli i pod krawatem. Po dwóch dniach jazdy w zatłoczonym bydlęcym wagonie nie wygląda już na schludnego – byłego – asystenta lidera Słowackiej Partii Narodowej. Mimo rosnącego niepokoju zachowuje jednak resztki optymizmu. Będzie mu ich ubywać z każdym krokiem w głąb obozu:

Tatuaż trwał zaledwie kilka sekund, ale wstrząśniętemu Lalemu wydaje się, jakby czas się zatrzymał. Zaciska dłoń na drugiej ręce, nie odrywając oczu od numeru. Jak można coś podobnego zrobić drugiemu człowiekowi? Zastanawia się, czy przez resztę życia, jakkolwiek krótkie czy długie by ono było, będzie go już zawsze definiowała ta chwila, ten nierówny numer: 32407.

Selekcja, rejestracja, kąpiel, bitwa o pryczę, pierwsza noc w Bloku 7. Od rana: apel, "śniadanie" i praca przy budowie nowych bloków. Kolejnego dnia to samo. I kolejnego…

„Rób, co ci każą. I nieustannie obserwuj”

"Tatuażysta z Auschwitz" to zbeletryzowana biografia Lalego Sokołowa (po wojnie przybrał nazwisko szwagra, Rosjanina) napisana przez Nowozelandkę Heather Morris - efekt rozmów prowadzonych dwa-trzy razy w tygodniu przez trzy lata. Przeniesione na papier wspomnienia o koszmarze kacetu miały pomóc Lalemu wyzwolić się z gnębiącego go od ponad 60 lat poczucia winy. I utrwalić historię miłosną, która nie miała prawa się wydarzyć. A jednak się wydarzyła.

Lale był człowiekiem o dużym uroku osobistym, życzliwym innym, inteligentnym. Znał kilka języków: słowacki, niemiecki, rosyjski, francuski, węgierski i trochę polskiego. W piekle Auschwitz to mogło zadziałać na jego korzyść. Albo wręcz przeciwnie. Los – lub przypadek – sprzyjał jednak numerowi 32407. Udało mu się przetrwać m.in. dlatego że stał się jednym ze sprawnie działających trybików maszyny zagłady.

Marzeniem rozbudowującego obóz Lalego było przemieszczać się w miarę swobodnie po jego całym terenie. Najpierw został chłopakiem do posług kapo ze swojego bloku. Potem, na skutek zbiegu okoliczności, awansował na pomocnika Tätowirera. Po zniknięciu tatuażysty sam zajął jego miejsce.

Od tej pory pracował dla Wydziału Politycznego SS. Śpał w pojedynczym łóżku, we własnym pokoju. Przysługiwały mu dodatkowe racje żywnościowe. Nie był ograniczony drutami jednego bloku, więc szybko rozkręcił "handel wymienny" – kosztowności przemycone przez więźniarki pracujące w "Kanadzie" (sortowni rzeczy zabranych więźniom) wymieniał na żywność przynoszoną przez polskich robotników.

Nie patrzył w oczy esesmanom. Ale zawsze ich uważnie słuchał – zwłaszcza gdy o tym nie wiedzieli – bo wiedza pomagała przeżyć. Robił, co mu każą. Ale nie zapominał o innych więźniach: dzielił się dodatkowym jedzeniem. Przyszłość Lalego pokazała, że wdzięczność też bywa mocną walutą.

Książka 'Tatuażysta z Auschwitz' autorstwa Heather MorrisKsiążka 'Tatuażysta z Auschwitz' autorstwa Heather Morris Wydawnictwo Marginesy

Naznaczeni na całe życie

34902 to obozowy numer, który Lale wytatuował na przedramieniu Gity, swojej wielkiej miłości, podczas ich pierwszego spotkania. Oprócz pięknych i przestraszonych oczu dziewczyny w pamięci utkwił mu obraz przechadzającego się wśród więźniarek Josefa Mengele. Herr Doktor uważnie wybierał swoje przyszłe "pacjentki".

Pierwszy list od Lalego przyniósł Gicie pilnujący go esesman Baretzki. Pierwszym prezentem, jaki tatuażysta wręczył ukochanej, była kromka chleba. Za spotkania sam na sam z dziewczyną płacił kapo łapówki. "Tatuażysta z Auschwitz" opowiada o uczuciu rozwijającym się w scenerii koszmaru.

- Czy to bezpieczne? – Gita spogląda na wieżę wartowniczą. (...)
- Nigdy nie będziemy bezpieczni. Porozmawiaj ze mną, chcę usłyszeć twój głos. (…)
-O czym mam ci powiedzieć?
Lale zastanawia się chwilę. Postanawia nie pytać o nic nadzwyczajnego.
- A może… jak ci mija dzień?
Dziewczyna podnosi głowę i patrzy mu prosto w oczy.
- Sam wiesz, jak jest. Wstałam, zjadłam wielkie śniadanie, ucałowałam mamę i tatę na pożegnanie, wsiadłam w autobus do pracy. W pracy było…
- Dobrze, już dobrze, przepraszam, to było głupie pytanie.

Czytając książkę, wiemy, że i Lalemu, i Gicie udało się nie tylko przeżyć, lecz także cudem odnaleźć po wojnie. Z perspektywy czasu wydarzenia opisane przez Sokołowa wydają się tym bardziej zdumiewające. Pisząc "Tatuażystę z Auschwitz" Heather Morris, zadbała więc o to, by zweryfikować wspomnienia swojego bohatera z faktami. Wszystko się zgadzało.

 

Materiał na film

Rozmowy Heather Morris i Lalego Sokołowa trwały długo. Podczas nich zdradził jej wiele szczegółów, o których nie opowiadał nawet synowi. Traumatyczne przeżycia – takie jak widok ciał w krematorium, ofiar eksperymentów Mengelego, bunt Sonderkommando, likwidacja obozu Cyganów, z którymi mieszkał, wspomnienia z towarzyskiego meczu esesmani kontra więźniowie rozgrywanego w deszczu popiołu – sąsiadują w "Tatuażyście z Auschwitz" z rozwijającą się w tych niewyobrażalnych warunkach historią miłosną.

Heather Morris początkowo nadała wspomnieniom Sokołowa formę scenariusza – w tej wersji przeleżały aż dwanaście lat. Wydane jako powieść zyskały zaś status bestsellera. Kto jednak wie, czy świat filmu nie upomni się jeszcze o historię tatuażysty z Auschwitz? Niewątpliwie jest to materiał na kinowy hit – w końcu najlepsze scenariusze pisze życie.

Powieść Heather Morris "Tatuażysta z Auschwitz", w przekładzie Katarzyny Gucio, ukazała się w wyd. Marginesy.

Powieść w formie ebooka jest dostępna w Publio.pl