Kiedyś komiksy były czymś wstydliwym. Dzisiaj zarabiają miliony [RECENZJA]

Tak rodziła się mitologia XXI wieku - czyli kronika wojny na dymki i obrazki.

Kaaaboom! Batman, Iron Man, Wonder Woman, X-Men…, ku swojemu zaskoczeniu spędziłem kilka ostatnich wieczorów studiując historię wyniszczającej wojny szalejącej w świecie amerykańskich herosów. Historię fascynującą, mięsistą, spisaną z werwą i humorem, pokazującą narodziny współczesnej globalnej mitologii, a także jej ostateczne zawłaszczenie przez korporacyjnych akcjonariuszy.

"Mordobicie. Wojna superbohaterów. Marvel kontra DC" to książka, w której Reed Tucker opisuje zmagania pomiędzy dwoma największymi amerykańskimi wydawnictwami komiksów. Autor zaczyna snuć opowieść w zamierzchłej epoce - kiedy komiksy były czymś wstydliwym, dedykowanym wyłącznie dzieciom, zaś szanowne grono w garniturach pilnowało, coby w rysunkach i dymkach nie pojawiały się niemoralne treści.

 

Wtedy to, w roku 1961, niewielkie, zatrudniające zaledwie kilka osób wydawnictwo postanowiło rzucić rękawicę królującemu na rynku gigantowi i w odpowiedzi na pełną patosu Ligę Sprawiedliwości opublikowało bardziej „ludzką” historię o superbohaterach, zatytułowaną Fantastyczna Czwórka. Wybuchła wojna, która trwa nadal - szóstą dekadę. Rywalizacja jest ostra i pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji, a także nieczystych zagrań po obu stronach. Doprowadziła do podziału zarówno rynku, jak czytelników, którzy – chcąc, czy nie - musieli opowiedzieć się po jednej ze stron. I co najważniejsze... dzięki niej komiksy musiały ewoluować, rozwijać się. Stały się medium także dla dorosłych, a w niektórych przypadkach - tylko dla osób pełnoletnich.

Siadając do opisu zmagań Marvela i DC nie przypuszczałem, że lektura mnie tak wciągnie. Początkowo przypisywałem to lekkiemu pióru Tuckera, które na szczęście nie zostało stępione topornym tłumaczeniem. Niemniej, im głębiej wchodziłem w lekturę, tym bardziej pochłaniał mnie sam obraz epickich zmagań, będący zarazem kroniką zmian, które, w ciągu ostatnich dwudziestu lat tak bardzo zmieniły rynek wydawniczy. Walka o nakłady kosztem jakości, inflacja tytułów, podkradanie pomysłów i pracowników konkurencji, kuszenie nabywców okładkami oderwanymi od zawartości, wyzwania wynikające z odpływu czytelników do telewizji i cyfrowego świata…

Czytałem w domu, czytałem w tramwaju i czytałem idąc przez miasto. Wzięło mnie i zassało niczym pułapka Potwora z Bagien. Chociaż opowieść dotyczy amerykańskich realiów, to równocześnie pokazuje narodziny i dojrzewanie globalnych herosów, a także oświetla podłe procesy, które toczą także naszą medialną rzeczywistość (a bliskie mi zawodowo media internetowe w szczególności). Pouczająca i smutna rzecz.

 

Opisywany pojedynek gigantów to nie tylko świat papieru. Od chwili, kiedy oba wydawnictwa stały się częścią większych korporacji medialnych (Marvel Studios należy do The Walt Disney Company, DC jest częścią Warner Bros. Entertainment Inc.) rywalizacja przeniosła się także na ekrany kin i po pierwszych dość nieciekawych ekranizacjach, dzisiaj dostarcza globalnej rozrywki na najwyższym (popcornowym) poziomie.

Kto ostatecznie wygrał wojnę? Sam Tucker wykręca się od odpowiedzi, ale czuć, że robi to po to, by nie stracić w oczach przegranej strony. Patrząc na finansową kondycję obu firm, a także siłę przebicia, jaką ich bohaterowie mają w masowej kulturze, nie mam wątpliwości, że świat zachodnich komiksów został zdominowany przez herosów spod znaku Marvel Universe, postacie DC muszą zadowolić się rolą muzealnych eksponatów, które ich władcy wciąż próbują ożywić, licząc na nostalgię odbiorców. Uważasz inaczej? No cóż, pewnie komiksy o Supermanie znasz ze swojej podstawówki w latach 60-tych...

 

Wartka akcja, plejada interesujących postaci, setki anegdot i zakulisowych informacji. Czy czegoś mi brakowało w Mordobiciu? Tak, obrazków! Na kilkuset stronach książki poświęconych rysowanym herosom nie pojawia się podobizna żadnego z nich. Rozumiem, że zdobycie prawa do ich publikacji mogłoby mocno utrudnić proces wydawniczy, niemniej z mojej perspektywy – osoby, która nie spędziła dzieciństwa w latach siedemdziesiątych w Ameryce – to duża strata. Szczególnie że autor często podkreśla charakterystyczne różnice pomiędzy kreską dominującą w każdym z wydawnictw, czy też opisuje wymuszoną działaniami konkurencji ewolucję stylu w danych komiksach. Czytam o komiksach? To chcę zobaczyć, o czym czytam!

Podczas lektury warto też pamiętać o amerykocentryzmie całej historii. Owszem, sprzedaż 270 milionów egzemplarzy komiksu o X-Menach, czy 360 milionów poświęconych Człowiekowi Pająkowi robi wrażenie, niemniej taki Asterix ze swoimi 352 milionami wciąż dzielnie stawia czoła amerykańskim herosom. Nie wspominam tu już o japońskich bohaterach spod znaku mangi. Tak naprawdę, to dopiero kino umożliwiło globalną i totalną ekspansję amerykańskich herosów. Christopher Nolan szkicujący mrocznego Batmana, Robert Downey Jr. jako Iron Man, czy Hugh Jackman (Wolverine) - to oni poprowadzili superbohaterów ku dziesiątkom miliardów dolarów łupów (prawa do marki i wizerunku!), tudzież do panowania nad wyobraźnią ludzi na całym świecie.

I teraz do tego doszło, że po lekturze Mordobicia mam ochotę na globalny crossover (komiks łączący różne światy). Niech komiksowa wojna ogarnie cały świat i niech wygra najlepszy, najprzebieglejszy i najmądrzejszy heros (wiadomiks, że będzie to Panoramix). Czytałbym!

Dobrze się czytało? Zobacz co piszę o naszym społeczeństwie na medium.com i o moim ultra hobby na 100hrmax.pl.

"Mordobicie. Wojna superbohaterów. Marvel kontra DC" ("Slugfest: Inside the Epic, 50-year Battle between Marvel and DC"), Reed Tucker, tłum. Krzysztof Kurek, Wydawnictwo Agora 2018

Książka dostępna jest w formie ebooka w Publio.pl