Dywizjon 303 znowu w powietrzu! Amerykańscy historycy o legendarnej polskiej formacji lotniczej [RECENZJA]

Dywizjon 303, a raczej 303 Dywizjon Myśliwski Warszawski im. Tadeusza Kościuszki to legenda. Najskuteczniejsza jednostka Aliantów w czasie "Bitwy o Anglię", która podczas bitew powietrznych na pewno zestrzeliła 298 faszystowskich maszyn, prawdopodobnie zniszczyła kolejnych 35, a 22 samoloty trwale uszkodziła. Bohaterowie stawiani podczas wojny za wzór, o których zasługach, tuż po jej zakończeniu taktycznie milczano z politycznych powodów. Których tak naprawdę zdradzono.

Książka dostępna jest w formie ebooka w Publio.pl >>

W naszym kraju napisano bardzo wiele książek o samym dywizjonie i o jego pilotach, zarówno beletrystycznych, jak i popularnonaukowych, przedstawiających różne punkty widzenia na to, co działo się na brytyjskich lotniskach, a przede wszystkim na angielskim niebie od lipca 1940 do maja 1945 roku, kiedy samoloty z biało-czerwonymi szachownicami odpierały ataki Luftwaffe. Jak się jednak okazuje, nie tylko rodzimych autorów interesują losy bohaterskiego dywizjonu. Działania jednostki opisała również para amerykańskich historyków - Lynne Olson i Stanley Cloud, których książka "Sprawa honoru. Dywizjon 303 Kościuszkowski. Zapomniani bohaterowie II Wojny Światowej." rzuca nowe światło na działania polskich lotników, a co ważniejsze, pokazuje jak ich odwaga odbierana jest po latach.

Patrząc zza oceanu

Lynne Olson i Stanley Cloud nie ukrywają, że zamierzali napisać po prostu wspaniałą opowieść przygodową o losach kilku polskich pilotów myśliwskich, którzy po kampanii wrześniowej przedostali się do Wielkiej Brytanii i pomogli pokonać Niemców w "Bitwie o Anglię". Jednak, kiedy zaczęli sięgać do źródeł i zobaczyli całą złożoność ówczesnej historii, zarówno naszego kraju, jak i całego świata, wraz ze skomplikowaną sytuacją polityczną tamtego okresu, ich zamysł całkowicie się zmienił. Zrozumieli, że nie da się opisać losów Dywizjonu 303, bez wytłumaczenia czytelnikom, dlaczego byli tak waleczni, chociaż, de facto, nie walczyli nawet dla swojego kraju. Musieli uzmysłowić, iż tak naprawdę jest to, cytując autorów - "opowieść o historycznym wysiłku w walce o wolność narodu polskiego, rozpoczętej parę stuleci przed napaścią Niemiec w 1939 roku. Walce, której najszczytniejszym wyrazem były chyba wojenne zasługi Polaków i triumf Solidarności czterdzieści cztery lata po zakończeniu wojny." Wytłumaczenie naszej zawiłej historii nie jest łatwe nawet dla rodowitych Polaków, a co dopiero dla Amerykanów, których historia państwowości jest kilkukrotnie krótsza od naszej. Jednak zdecydowanie się to powiodło. Autorzy w chłodny, analityczny sposób tłumaczą swoim amerykańskim czytelnikom (a także zapewne i wielu innym), dlaczego w naszej świadomości tak silnie zakorzenione jest poczucie wolności i jak wiele wywalczenie jej dla naszego narodu znaczyło. Aby nie popadać w patos, przytoczyć warto wypowiedź jednej z osób, która tą książkę przeczytała i po jej lekturze zarzekała się, że już nigdy nie opowie żadnego z tzw. "polish jokes", czyli dowcipów o Polakach, niestety dość popularnych za oceanem. Tym, na co także należy zwrócić uwagę, kiedy mówimy o przygotowaniu historycznym "Sprawy Honoru", jest niewątpliwie pokora jej autorów. Pamiętajmy, że Stany Zjednoczone, podobnie jak Wielka Brytania po wygraniu wojny, bezrefleksyjnie zgodziły się na to, aby Polska trafiła w ręce Józefa Stalina. Lynne Olson i Stanley Cloud otwarcie o tym piszą, nie żałując gorzkich słów administracji amerykańskiej, dobitnie nazywając to, co wydarzyło się, kiedy umilkły wojenne działa – zdradą.

Pięciu z bardzo wielu

"Sprawę Honoru" rozpoczyna poruszająca scena londyńskiej defilady z 1946 roku, w której defilują wszystkie alianckie jednostki wojskowe, które przyczyniły się do zwycięstwa nad Hitlerem. Brakuje tam jednak polskich pilotów, którym zabroniono udziału w paradzie, aby nie denerwować Stalina związanego sojuszem z Anglią i USA. Mogą obserwować ją, jako widzowie. Z bohaterów stają się kłopotliwym problemem. Pominięcie Polaków na defiladzie, zaznaczyć trzeba, oburzył nie tylko walczących za Anglię naszych rodaków. Tydzień przed uroczystością, dziesięciu angielskich parlamentarzystów wystosowało list protestacyjny przeciw temu zakazowi. "Będą tam Etiopczycy – napisali. – Będą Meksykanie. Będzie maszerował Korpus Medyczny Fidżi, policja z Labuanu i Korpus Pionierów Seszeli – całkiem słusznie. Ale nie będzie Polaków. Czyżbyśmy zatracili nie tylko poczucie miary, ale i wdzięczności?" Mocne słowa, które jednak nic nie zmieniły. Polacy nie defilowali. Patrzyli jak inni to robią.

Jednym z takich widzów był zasłużony lotnik Witold Urbanowicz, jeden z asów lotnictwa i bohater Bitwy o Anglię. To w dużej mierze właśnie jemu i jego czterem kolegom - Mirosławowi Ferićowi, Witoldowi Łokuciewskiemu, Zdzisławowi Krasnodębskiemu i Janowi Zumbachowi poświęcona jest książka amerykańskich historyków. Prowadząc czytelnika przez ich losy, przez swoisty exodus, autorzy pokazują jak wyglądało życie polskich lotników na angielskiej ziemi. Jak budowali swoją renomę, zyskiwali przyjaciół i stawali się wzorem. Jeden z krytyków filmowych, napisał, iż siłą amerykańskich filmów wojennych, jest pokazywanie konfliktu zbrojnego oczami jednostki, a nie zbiorowości. Podobnie jest także w "Cenie Honoru". Bardzo filmowo. Chociaż nie jest to beletrystyka, dzięki masie szczegółów ze zwyczajnej codzienności, towarzyszymy tym ludziom przez wszystkie te lata, które spędzili walcząc pod alianckim dowództwem. Dzięki zdjęciom wiemy jak wyglądali, dzięki naocznym relacjom i anegdotom wiemy, jacy byli. Podczas walki i w czasie wolnym. Nie czytamy o posągowych postaciach, tylko o ludziach z krwi i kości. O usposobieniu, zapewne dość egzotycznym dla piszących tę książkę, ale może właśnie dzięki tej kulturowej obcości i próbie jej zrozumienia, autorom tak dobrze udało się oddać klimat tamtych dni. Zabrzmi to zapewne pretensjonalnie, ale Lynne Olson i Stanley Cloud stworzyli książkę historyczną z sercem. Jak w dobrej powieści udało im się uniknąć papierowych bohaterów. Tak, naturalnie, mieli o tyle łatwiej, bo ludzie, o których pisali naprawdę żyli, jednak dzięki „Sprawie Honoru” ich losy zyskują zupełnie nowy wymiar. Dlatego tym bardziej, kiedy przewracamy ostatnie strony tej książki, brakuje nam, jakże amerykańskiego happy endu. Polskich lotników na londyńskiej defiladzie, wolnej od komunizmu, powojennej Polski. Historia mogła potoczyć się inaczej, na co też zwracają uwagę autorzy.

Lynne Olson i Stanley Cloud spisując opowieść o Dywizjonie 303 mieli nadzieję, że "Sprawa Honoru" zajmie miejsce obok prac Arkadego Fiedlera, Adama Zamoyskiego, Normana Daviesa i innych autorów, którzy od dziesiątków lat uparcie zabiegali o przyznanie Polsce należnego jej miejsca nie tylko w historii drugiej wojny światowej, ale również w dziejach cywilizacji zachodniej. Zdecydowanie, to co zrobili, sposób w jaki opisali tą jedną z najwspanialszych polskich jednostek na frontach II Wojny Światowej zasługuje na najwyższe uznanie. Ich książka jest doskonała. Obojętnie, czy sięgnie po nią miłośnik historii, militarystyki, czy po prostu dobrej literatury, na pewno przeczyta ją do końca. Niestety dość gorzkiego. Prawdziwy majstersztyk!

Okładka książki 'Sprawa honoru'Okładka książki 'Sprawa honoru' Wydawnictwo Marginesy

"Sprawa honoru", Stanley Cloud i Lynne Olson, Wydawnictwo Marginesy 2018

Książka dostępna jest w formie ebooka w Publio.pl >>

Więcej o: