Ci, którzy ubliżają wioskowym, ubliżają sami sobie [FRAGMENT]

Wieś przemawia na ogół co najwyżej głosem rolnika szukającego żony, polityka PSL-u lub wójta i księdza z popularnego serialu. A co z kobietami? Aleksandra Zbroja i Agnieszka Pajączkowska wyruszają w teren, by przywrócić do społecznego bytu te osoby, które zazwyczaj pozostają niewidoczne i niesłyszane.

Kalina uważa, że facetowi więcej wolno. Bochenek tęskni za PGR-em. Stefania nigdy nie była w Warszawie, Gosia chce stamtąd wrócić. Chrześnica Iwony jest lesbijką, Marta była na czarnym proteście, a Dorota wysłuchuje żartów o swojej bezdzietności. Wiola nie zna nikogo, kto powiedziałby „nie wierzę w Boga”, a Piotrowska zdradza, co słyszy w konfesjonale.


Autorki ruszają z Warszawy i okrążają województwo mazowieckie, rozmawiając po drodze z rolniczkami, gospodyniami, sklepowymi, przedsiębiorczyniami, bezrobotnymi. Na ławeczkach, podwórkach, gankach, przy kuchennych stołach, słuchają opowieści o życiu w miejscach, skąd młodzież wyjeżdża do szkół, a mężczyźni na zarobek, gdzie starsze pokolenie umiera, a młode często już nie wraca. To próba oddania głosu tym, które pozostają niewidoczne i niesłyszane.

Książka dostępna jest w formie e-booka w Publio.pl >>

Książka 'A co wyście myślały? Spotkania z kobietami z mazowieckich wsi', Agnieszka Pajączkowska, Aleksandra ZbrojaKsiążka 'A co wyście myślały? Spotkania z kobietami z mazowieckich wsi', Agnieszka Pajączkowska, Aleksandra Zbroja Wydawnictwo Poznańskie

Przeczytaj fragment książki "A co wyście myślały? Spotkania z kobietami z mazowieckich wsi":

Agnieszka: Dobry wieczór. Mam na imię Agnieszka, to jest Ola. Podróżujemy po Mazowszu i zbieramy opowieści kobiet mieszkających na wsiach. Czy pani może wie, skąd się wzięła nazwa tej wsi?

Pieląca: Prawdopodobnie od imienia córki właściciela tych terenów. Starsi ludzie tak opowiadali kiedyś.

Agnieszka: A co pani teraz robi?

Pieląca: Chwasty wyrywam. Chyba widać? Czy może panie z miasta nie odróżniają chwastów od ogórków?

Ola: A mogłaby nam pani podpowiedzieć, z kim mogłybyśmy tutaj porozmawiać?

Pieląca: Jak panie ciekawe, to proszę same przejść się po wsi i popytać. Więcej opowiadać nie będę. Do widzenia paniom.

Ci, którzy ubliżają wioskowym, ubliżają sami sobie 

Helena: Siadłam na chwilę na ławce, bo akurat truję w kuchni muchy aerozolem. Już się przed domem nie przesiaduje jak kiedyś. Ale za to żyje się teraz ekstra. A co chcesz, lalka? Jak miałam naście lat, ojce kosą kosili zboże, ja podbierałam. Teraz młode panny nawet nie wiedzą, gdzie rodzice mają pole. Z kościołem też inaczej się układają. Weźmy wczorajsze kazanie, Matki Boskiej Zielnej było i ksiądz mówił o roli kobiety, o pokorze. Ja tylko sobie myślałam: moje córki to jeszcze niekiedy pokorne, ale wnuczki pokory już raczej nie mają. I dobrze, bo czasy nadeszły inne. A może mają to po mnie? Miałam 19 lat, jak wyszłam za mąż, 21 jak urodziłam pierwsze dziecko, a 31 jak ostatnie. Za czwórkę dzieci to się może pensja nie należy, ale zasiłki już tak. Dzieci do dziś mają do mnie pretensje, że inne chodziły na lody, a ja im nie dawałam. Nie miałam z czego, mimo że dziadki mnie wspomagali pieniędzmi z emeryturki rolniczej. Dobrze Gierek zrobił, że im cokolwiek rzucił na starość – już stara matka nie musiała prosić o złotówkę czy dwie dla księdza na tacę albo na świeżą bułkę. Dziś nie patrzą, czy co kosztuje 20 groszy, czy 40. Jestem po podstawówce, uczyłam się tylko w zimowe miesiące, od połowy października do kwietnia. Potem zaczynałam zawodowe szkoły, rolniczą i krawiecką, ale nie kończyłam, bo a to autobus nie pasował, a to matka na bilet nie miała. Jednego roku spaliły nam się wszystkie budynki. Miałam 12 lat i po pięć blach chleba piekłam, nosiłam robotnikom, co nam gospodarstwo odbudowywali. Mama nie mogła piec, zachorowała wtedy na żółtaczkę i wkrótce zmarła. Te kolczyki i łańcuszek mam po niej. Obrotna kobita była, więcej umiała powiedzieć jak Gierek. Jeśli jakaś sąsiadka miała problem, przychodziła po radę. Akurat nasz ojciec był porządny, ale niejeden chłop lubiał wypić i leciał na babę z łapami. Za komuny kobiety się wstydziły na męża donieść. Chłop dawniej był wychowany jako taki pan domu, w którym on jest głową, a kobieta tylko szyją. Tyle że głowa robi dopiero, jak szyja kręci. Każda kobita powinna mieć tego świadomość – wtedy jakaś pewniejsza swego się robi. Mąż chciał mnie nauczyć traktorem jeździć, abym mu w żniwa podstawiała, jak on będzie ładował na wóz. Ja mu na to: „Chyba tyś głupi”. Ojca w domu miał, dwóch synów dorosłych i ja mam na ciągnik siadać? W życiu!

W sytuacjach łóżkowych też potrafiłam odmówić. Stary powyzywał trochę, ale odkręcił się na bok i odpuścił. Czasami pogadał: „Chyba brałem ślub?”. Mówiłam mu: „To idź do księdza i mu naskarż”. Kiedy zaczęłam miesiączkować, nauczycielki z podstawówki postanowiły mnie uświadomić. Tym bardziej, że wolałam z chłopakami latać niż z dziewczynami. Dostałam broszurki, jak się zabezpieczyć przed zajściem w ciążę. Chowałam je, ale ojciec i tak jedną znalazł. Broniłam się, że to na biologię, a on: „To daj, córka, ja też poczytam”. Pewnie sam był ciekawy. Jestem za tym, żeby dzieciakom różne rzeczy mówić. Kiedy była u mnie wnuczka na wakacjach, widziałam, że już czeka na okres. Wzięłam ją na bok i wytłumaczyłam, co i jak. Dałam pieniądz, aby kupiła sobie podpaski. Za mojej młodości może ich nie było, ale wata, lignina – owszem. Szmatek używały chyba tylko bardzo oszczędne kobiety. Ja miałam specjalne majtki z gumkami, tam sobie watę podkładałam. Później, jak córka miesiączkowała, nie było na wsi kłopotu z podpaskami. Tak samo prezerwatywy – przez cały PRL były tutaj dostępne. W klubie ich nie prowadziłam, bo sprzedawali w kiosku, ale czasami przyszedł jaki chłopak i pytał: „Czy są czekoladki gumkowe?”. Wstydzili się powiedzieć inaczej. Ludzie młodzi odmiennie podchodzą do wszystkich spraw. Postęp idzie z pokolenia na pokolenie. Lalka, czy my widzielim telefon na wsi w dzieciństwie? A teraz i ja mam iPada, tylko go mało używam. Laptopa też mam. I Facebooka. A co wyście myślały? Przeglądam wiadomości, piszę do dzieci. Mam wnuki w Anglii, to sobie włączę Skype’a i rozmawiam. Czytam też o polityce, nieraz coś w komentarzu napiszę. Ostatnio mnie przykurwiło, bo gdzieś w internecie było o kimś, że jest „z wiochy”, że "burak”. Napisałam: przestańcie ludzi ze wsi wyzywać od buraków i zaściankowców. Ci, co ubliżają wioskowym, ubliżają samym sobie. Przecież wszyscy mają kogoś na wsi.

Okładka książki 'A co wyście myślały?', Agnieszka Pajączkowska, Aleksandra ZbrojaOkładka książki 'A co wyście myślały?', Agnieszka Pajączkowska, Aleksandra Zbroja Wydawnictwo Poznańskie

Książka dostępna jest w formie e-booka w Publio.pl >>

Fragment pochodzi z książki "A co wyście myślały? Spotkania z kobietami z mazowieckich wsi", Agnieszka Pajączkowska, Aleksandra Zbroja, Wydawnictwo Poznańskie