"Asymetria" - głośny nowojorski debiut [FRAGMENT]

Jedna z 10 najważniejszych książek 2018 roku według "Time", "New York Times" i vulture.com. Przyjęty z wielkimi owacjami amerykańskiej krytyki debiut młodej prozaiczki. Książka w stylu Philipa Rotha, jednak "bardziej Rothowska niż sam Roth".

Manhattan. Mary Alice, asystentka w dużym wydawnictwie poznaje wielkiego pisarza. On daje jej ciasteczka, podsuwa lektury, spłaca studencki kredyt. Ona – ekscytujący seks, przywiązanie i dyskrecję.

Heathrow. Amar, amerykański ekonomista o irackich korzeniach czeka na samolot do Kurdystanu. Ma odwiedzić brata. Służby imigracyjne zatrzymują go i wszczynają absurdalne przesłuchanie: „Sam pan pakował walizkę? Nikt panu nie pomagał? Wie pan, co jest w środku?”

W mistrzowskim finale „Asymetrii” Lisy Halliday te dwie historie przecinają się w zdumiewającej asymetrii. W tej wnikliwej opowieści o miłości, sztuce i życiu humor, seks, bejsbol i James Joyce tworzą błyskotliwy literacki koktajl. Dzieło awangardowe, literacki pazur, jakich mało, oślepiający ręczny granat – zachwycają się recenzenci. Jedna z najważniejszych Książek Roku 2018 zdaniem redaktorów pism „Time” i „The New York Times”.

Polski przekład pióra Macieja Świerkockiego ukazuje się nakładem Wydawnictwa Literackiego.

Ebook 'Asymetria'Ebook 'Asymetria' Wydawnictwo Literackie

Książka dostępna jest w formie e-booka w Publio.pl >>

Fragment powieści:

Miał pomarszczoną, chłodną skórę.

Miał delikatne usta – lecz tkwiły za nimi zęby.

W wydawnictwie, w którym pracowała, na ścianie recepcji wisiały w ramkach co najmniej trzy opatrzone jego nazwiskiem dyplomy, towarzyszące National Book Award.

Kiedy za drugim razem zapukała do jego mieszkania, minęło kilka sekund bez odpowiedzi.

– To ja – zwróciła się do drzwi.

Otworzyły się nieznacznie i wysunęła się zza nich ręka, trzymająca pudełko.

Wzięła je.

Drzwi się zamknęły.

Pudełko zdobił elegancko wytłoczony złotymi literami napis „Lincoln Stationers”. W środku pod pojedynczą płachtą białej bibułki spoczywał burgundowy portfel z przegródką na monety, zapinany na zatrzask.

– Wielkie nieba! – zawołała. – Ale ładny. Dziękuję.

– Nie ma za co – odpowiedziały drzwi.

Znowu dostała szklankę wody.

Znowu zrobili swoje, pozostawiając łóżko w nienaruszonym stanie.

Nakrył dłońmi jej osłonięte swetrem piersi, jak gdyby chcąc ją uciszyć.

– Ta jest większa. – Och – powiedziała Alice i z nieszczęśliwą miną spuściła wzrok.

– Nie, nie; to nie jest niedoskonałość. Nie ma na świecie dwóch dokładnie takich samych piersi.

– Jak płatków śniegu? – podsunęła.

– Jak płatków śniegu.

Od jego żołądka aż do mostka biegła różowa blizna, przypominająca zamek błyskawiczny. Druga przecinała nogę od krocza do kostki. Kolejne dwie zataczały słabe kręgi nad biodrem. A to wszystko tylko z przodu.

– Kto ci to zrobił?

– Norman Mailer.

Kiedy wciągała rajstopy, wstał, żeby włączyć telewizor na mecz drużyny Yankees.

– Ooo, uwielbiam bejsbol – powiedziała.

– Naprawdę? A jaka jest twoja ulubiona drużyna?

– Red Sox. Jak byłam mała, babcia co roku zabierała mnie do Fenway.

– Czy ona jeszcze żyje?

– No. Chcesz, żebym ci dała jej numer telefonu?

Jesteście mniej więcej w tym samym wieku.

– Chyba za krótko się znamy, żebyś mogła sobie ze mnie podkpiwać, Mary-Alice.

– Wiem – roześmiała się. – Przepraszam.

Przyglądali się, jak Jason Gambi huknął piłkę w stronę lewego zapolowego.

– Och! – powiedział pisarz, wstając. – Byłbym zapomniał.

Kupiłem ci ciasteczko.

Gdy siadywali naprzeciwko siebie przy małym szklanym stole albo ona na łóżku, a on na fotelu, i przyglądali się sobie, zauważyła, że głowa pisarza drży ledwo dostrzegalnie, jak gdyby w rytm uderzeń jego serca.

Poza tym przeszedł trzy operacje kręgosłupa, co oznaczało, że pewne rzeczy mogli robić, a innych nie.

Nie powinni.

– Nie chcę, żeby stała ci się krzywda – powiedziała Alice, marszcząc brwi.

– Na to już trochę za późno.

Korzystali teraz z łóżka. Miał specjalny materac ortopedyczny, na którym jakby zapadała się z wolna

w gigantyczną płytę karmelu. Gdy odwracała głowę, przez wysokie okna widziała wieżowce w centrum miasta, z powagą tulące się do siebie w deszczu.

– O Boże. O Jezu. O Chryste. Co ty robisz? Czy ty wiesz… co… robisz?

Potem, kiedy zajadała kolejne ciastko:

– Kto cię tego nauczył, Mary-Alice? Z kim ty się spotykałaś?

– Z nikim – odparła, podniosła z kolan okruszek i zjadła go. – Po prostu wyobrażam sobie, co może ci

sprawić przyjemność, i robię to.

– No to masz naprawdę niezłą wyobraźnię.

Nazywał ją syrenką. Nie wiedziała dlaczego.

Wsparta o jego klawiaturę leżała złożona jak namiot kartka białego papieru, na której napisał:

„Długo pozostajesz pustym naczyniem, potem rośnie w tobie coś, czego nie chcesz, coś się w ciebie

wsącza, ale właściwie nie jesteś w stanie nic zrobić. Aktu twórczego dokonuje w nas Bóg Przypadku…

Wszystkie projekty artystyczne wymagają mnóstwa cierpliwości”.

I niżej:

„Sądzę, że artysta to tylko potężna pamięć, która przez wspomnienia pewnych przeżyć potrafi wedle

woli poruszać się lateralnie…”

Otworzyła lodówkę, a wtedy przywiązany do rączki złoty medal, który dostał od Białego Domu,

zadźwięczał głośno, obijając się o drzwi. Wróciła do łóżka.

– Skarbie – powiedział. – Nie lubię tego robić w kondomie. Nikt nie lubi.

– Okej.

– A choroby weneryczne? Nie boisz się?

– No, ufam ci, skoro…

– Nie powinnaś ufać nikomu. A jak zajdziesz w ciążę?

– Och, o to się nie martw. Zrobiłabym aborcję.

Później, kiedy podmywała się w łazience, przyniósł jej kieliszek białego wina.

Kruche czekoladowe ciasteczka „blackout” pochodziły z piekarni Columbus, którą mijał codziennie

w czasie spaceru. Sam starał się ich nie jeść. I nie pił; alkohol źle się łączył z jednym z leków, które musiał zażywać. Dla Alice kupował jednak wino Sancerre albo Pouilly-Fuissé i kiedy już jej nalał to, które chciała, wciskał korek z powrotem do butelki i stawiał ją a podłodze przy drzwiach, żeby zabrała sobie resztę do domu.

Pewnego wieczoru po kilku kęsach ciasteczka wzięła łyk wina i na jej twarzy odmalował się lekki

niesmak.

– Co?

– Przepraszam. Nie chcę wyjść na niewdzięcznicę. Tylko że wiesz, ciasteczka z tym winem jakoś mi nie wchodzą.

Myślał przez chwilę, a potem wstał i poszedł do kuchni po szklankę i butelkę bourbona Knob Creek.

– Spróbuj tego.

Przyglądał się łakomie, jak odgryza kawałek ciastka i popija knob creekiem. Wydawało się jej, że połyka płomień.

Musiała odkaszlnąć.

– Niebo w gębie – stwierdziła.

Inne prezenty:

Niesłychanie praktyczny, wskazówkowy i wodoodporny zegarek na rękę.

Perfumy Allure firmy Chanel.

Arkusz znaczków po trzydzieści dwa centy z serii

Legendy Amerykańskiej Muzyki, upamiętniających Harolda Arlena, Johnny’ego Mercera, Dorothy Fields i Hoagy’ego Carmichaela.

Pierwsza strona gazety „New York Post” z marca 1992 roku z nagłówkiem „Dziwny akt seksualny na

boisku treningowym (w czasie wieczornego finału)”.

Książka dostępna jest w formie e-booka w Publio.pl >>

Okładka książki 'Asymetria', Lisa HallidayOkładka książki 'Asymetria', Lisa Halliday Wydawnictwo Literackie

Fragment powieści „Asymetria” Lisy Halliday. Przełożył Maciej Świerkocki. Wydawnictwo Literackie

Więcej o: