"Miłość leczy rany" Bondy. Nie dajcie się oszukać, że to trudne w odbiorze romansidło

Jeśli kogoś zniechęca książka, na której końcu pojawia się słowniczek trudnych pojęć, jej ponad 700-stronicowa objętość oraz postaci z duszą zamkniętą w ciele zwierząt - to niech nie sięga po nową Katarzynę Bondę absolutnie. Romans? Żart! To raczej mistyczna kazachska uczta z masowym mordercą w roli głównej.

To nie jest recenzja, bo nie mi je przecież pisać, ale też mogę ostrzec przed krótkimi opiniami w internecie, które mianem recenzji często się szczycą. Już po przeczytaniu nowej Bondy wiem, że niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Jeśli chcecie zniechęcić się komentarzami, że to "długie wypociny zakochanej autorki", "romansidło zahaczające jakością o kieszonkowe wydania Harlequinów", "ponad 700-stronicowa powieść o niczym", "męczący początek sagi o duchach" - to śmiało. W mojej ocenie nic z tego, co wyżej wypisałem, prawdą nie jest.

Katarzyna Bonda o walce kobiety o ukochanego? Dla mnie historia jest zdecydowanie czymś innym

Nie można tej opowieści traktować bez wstępu, że jest ona napisana na podstawie prawdziwej historii. Trudno też pominąć, że Bonda przymierzała się do niej kilkanaście lat temu i jak sama przyznaje tej chęci towarzyszyły dziwne zdarzenia. Z otrzymaniem tajemniczej informacji o miejscu i godzinach pobytu jej dziecka włącznie. Autorka zrezygnowała, rzuciła się z rozpędu na serię o żywiołach, w której powołała do życia Saszę Załuską. "Pochłaniacz" i "Okularnik" były wydarzeniami na rynku wydawniczym. Kolejne dwie wielu czytelnikom do gustu już nie przypadły, a wymęczony finał "Czerwony Pająk" wręcz od Bondy odpychał. Nie dziwne, że jej nowa powieść nie od wszystkich dostała kredyt zaufania.  

Dochodzi do tego fama, że to romans. Weźmy choćby tytuł książki i zapowiedź, że jest początkiem trylogii Wiara-Nadzieja-Miłość. Dodajmy sensacyjne tytuły z serwisów plotkowych, że Bonda odnalazła miłość i jest nią seryjny twórca kryminałów Remigiusz Mróz. Zresztą to jemu jest powieść "Miłość leczy rany" dedykowana. Nie pomagają też oficjalne materiały prasowe, które opisują treść powieści jako walkę niezłomnej kobiety o ukochanego. Dziś już wiem, że albo z niej nic nie zrozumiałem, albo jest to zwykły chwyt marketingowy. Dla mnie historia z nowej Bondy jest zdecydowanie czymś innym. 

Katarzyna Bonda - "Miłość leczy rany" w Publio.pl >>

Zaczyna się od przenosin do Kazachstanu. I to w czasach, kiedy kraj ten tuż po swoich narodzinach miał duże problemy. Głównie z rozstrzygnięciem, czy bardziej jest byłą republiką ZSRR, z jej wszystkimi dramatami - korupcją, układami, inwigilacją, czy może ma poddać się prymitywnemu kapitalizmowi, błyszczącym dresom i sile pieniądza zdobywanego za wszelką cenę. W tej atmosferze wciąż coraz rzadszymi wartościami pozostają honor, wiara, historia i siła rodu. To niesamowicie wnikliwy obraz państwa z połowy lat 90. Czuć, że autorka nie pisze o swoich bohaterach na podstawie wiadomości z Wikipedii. Trudne pojęcia i nazwy potraw, pomieszczeń, ubiorów, rytuałów a także tytuły, jakie noszą wojownicy i jogini nie służą wyłącznie upiększeniu prozy. Wprowadzić mają w niesamowity świat, w którym - tak, to akurat prawda - ludzie ciągle wierzą i spotykają się z duchami. Miejscami przerażający, okrutny, krwawy. Bonda opowiada o swoich bohaterach w "Rzeczpospolitej" tak:

To, co mnie uderza to rys wojownika, który my Polacy mamy wspólny z mieszkańcami tej części Azji. Mówię teraz poważnie. Nie wywodzimy się wprawdzie od Hunów, ale jesteśmy waleczni, mamy rebelię we krwi. No i honor.

To w tym świecie dochodzi do makabrycznej zbrodni, która wstrząśnie kazachskim Uralskiem, a sprawca zniknie. Rzeź ta zachwieje porządkiem między skorumpowaną władzą, bandziorami ściągającymi haracz, starszymi wielkich rodów, włączy w konflikt zarówno baksy, jak i buszi. Pojawią się w tej historii postaci prawdziwe, jak dyktatorski prezydent Nazarbajew i mityczne, jak Abyłaj czy Abaj. Opis zmagań wojownika o uratowanie honoru i obronę bliskich, jego upadku i ucieczki do Polski przypomniało mi "Shantaram" G.D. Robertsa. Porównanie do książki czasem określanej "literackim Rajem" stosuję świadomie, aczkolwiek wiedząc, że wciąż jestem w uniesieniu po lekturze Bondy.

Warsztatowo Katarzyna Bonda jest jedną z najlepszych autorek w Polsce

Oddając jednak hołd prawdzie, jest też "Miłość leczy rany" powieścią nierówną. Polskie wątki są mało porywające, w porównaniu do wzniosłej historii z Kazachstanu wręcz płytkie. Choć jak rozumiem najbardziej zbliżone do prawdziwych zdarzeń stojących za pomysłem na całą książkę. Nie wiem, czy kolejne części cyklu również z tego skorzystają, ale po przeczytaniu tej wiem na pewno, że warsztatowo Bonda jest jedną z najlepszych autorek w Polsce. Tak jak w "Okularniku" zgłębiła historię żołnierzy wyklętych i Burego, tak tutaj przenosi nas do dokumentalnego wręcz opisu raczkującego Kazachstanu i trawiącej go przemocy i korupcji.

Rozmawiałam z ludźmi torturowanymi w więzieniach, którzy trafiali tam, bo np. robili nielegalnie gazety krytykujące tamtejsze władze. Rozmawiałam z mężczyzną, którego oskarżono o pedofilię, bo jako niezależny dziennikarz nagłaśniał niewygodne sprawy. Zgwałcono mu żonę

– wspomina pisarka w wywiadzie dla "Wprost"

Trudno to nazwać romansem.

<<Reklama>> Książki Katarzyny Bondy dostępne są w formie e-booków w Publio.pl >>

Miłość leczy ranyMiłość leczy rany mat. prasowe

Zobacz wideo