Bardak, gruz i mróz - kozacka podróż do środka niczego. "Donikąd. Podróże na skraj Rosji" to udany debiut

Nie ma w życiu nic lepszego niż być we wnętrzu mapy - pisze Michał Milczarek w "Donikąd". I to miejsce wybrał bardzo starannie.
Zobacz wideo

Książka Milczarka, na co dzień adiunkta na Uniwersytecie Jagiellońskim i autora prac o rosyjskich filozofach, to reportersko-podróżniczy debiut. I od razu trzeba powiedzieć, debiut udany. Autor ma wszystko co trzeba – słuch, lubi rozmawiać z ludźmi i słyszy to, o czym nie wszyscy na początku chcą powiedzieć, może trochę obawiając się odkrycia się przez obcym. I widzi, dużo widzi. Widzi nawet nic. 

Radom przy tym to jordańska Petra, Wenecja i ze dwa inne cuda świata na jednym obrazku

Daleka Rosja, krańce Azji, Kamczatka, Workuta, Norylsk, Jakucja – marzyciele o podróży koleją w głąb Rosji wiedzą doskonale o co chodzi. Chodzi o to, że pociąg tam chodzi słabo i żeby dostać się w tą odległą głuszę Syberii trzeba rzucić się w nią samolotem, przelecieć kilka stref czasowych i znaleźć się w miejscu gdzie nie ma nic. No właśnie, nie ma? Jest. Od tego momentu jest bardak, błoto, gruz i mróz. Kominy, rury i śmieci góry. Radom przy tym to jordańska Petra, Wenecja i ze dwa inne cuda świata na jednym obrazku.

Kiedy tnąc na ten przykład w zawziętym milczeniu mazowiecką równinę przeklinacie to miejsce i wydaje wam się, że jesteście w dupie - to bluźnicie. Bo znaleźć się w środku Rosji, gdzie do najbliższej ludzkiej osady szumnie używającej nazwy miasta jest kilkaset kilometrów, to dopiero jest być dupie. Używam tego słowa świadomie, bo "nienormatiwnaja lieksika" w książce Milczarka często się pojawia, o czym uprzedzam wrażliwych. Bluzg w miejscu, które bezwstydnie obala wielkie pytanie wielkiego Leibniza "dlaczego jest raczej coś, niż nic" i każe pytać: "dlaczego jest raczej nic, niż coś" nie powinien dziwić. O tym to jest opowieść.

Pisze Milczarek: A więc samotność. I to samotność kosmiczna. Odstająca od krańca Azji Kamczatka na globusie wygląda, jakby miała się od niego oderwać pod wpływem obrotu ziemi. Jakby siła odśrodkowa miała wyrzucić ją gdzieś w kosmos, w absolutną czerń i nicość jako ciało zupełnie zbędne. Na razie trzymali się Ziemi, wisieli na mapie jak oklapły fiut, ale nikt nie wiedział, jak długo to potrwa. Kosmos był zbyt blisko, żeby się go nie bać. Istnienie było permanentnie zagrożone nieistnieniem.

"Piszę o drzewach, bo nie mam o czym pisać". Jest w tym rozpacz

Kamczatka, to też bazy okrętów podwodnych i wyrzutnie rakiet jądrowych. Tu najbliżej do Ameryki. Do Wiluczyńska, bazy ze składami rakiet balistycznych Milczarek nie wjedzie, ale wizje nuklearnego frontu snuje.

Pojedynki toczyłyby się gdzieś w okolicach międzynarodowej linii zmiany daty. Rakiety latałyby z jutra do wczoraj, albo wczoraj do jutra. Oberwanie rakietą wystrzeloną dopiero jutro musiałoby mieć posmak transcendencji

To pierwsza z dalekich podróży, potem będą jeszcze m.in. Magadan, Susuman, łagry Kołymy, Bajkit, Norylsk. Wszędzie mniej więcej to samo. "W Jagodnoje, gdzie był kiedyś łagier, nie było nic, totalnie, k***a, nic, nawet ikony z Leninem, nawet radzieckich haseł zagrzewających do boju o lepsze jutro, albo większe tempo produkcji mleka, wisiał tylko napis Jagodnoje - eto my, który niewiele wnosił, bo i tak wszyscy wiedzieli, że Jagodnoje – eto my". Gdzie indziej rzuca "piszę o drzewach, bo nie mam o czym pisać". Jest w tym rozpacz.

Tyle mniej więcej się dzieje przez kilkaset kilometrów jazdy kamazem na stopa jeżeli nie liczyć rosyjskiego szansona puszczanego z radia. Mało? Jednocześnie wszystko to jest w miejscu, które jak Ewenkia jest wielkości Turcji, albo dwóch i pół Polski, a ludzie kompletnie nie mogą zrozumieć, jak dobrowolnie można tu przyjechać. W miejsce, które jak często powtarzają, zniszczyło na spółkę dwóch ludzi, czyli Gorbaczow z Jelcynem.

<<Reklama>> Książka dostępna jest w formie e-booka w Publio.pl >>

Michał Milczarek, Donikąd (okładka)Michał Milczarek, Donikąd (okładka) wydawnictwo Czarne

Więcej o: