"Wierzę w to, że nie da się uciec przed przeszłością" - rozmowa z Karoliną Macios

Napisać dobry thriller to sztuka, a thriller psychologiczny, to już wyższy poziom wtajemniczenia. W każdym calu udało się to Karolinie Macios, której "Czarne Morze" jest książką ze wszech miar poruszającą i trzymająca w napięciu. Z autorką, o inspiracjach, zaufaniu i pojmowaniu fatum rozmawiał Mateusz Uciński

<<Reklama>> Książka dostępna jest w formie e-booka w Publio.pl >>

Mateusz Uciński: Pani Karolino, gratuluję bardzo udanego thrillera. Bo zdecydowanie moim zdaniem, Pani książka doskonale wpisuje się w ramy tego gatunku. Jest duszna, bardzo niepokojąca i nieprzewidywalna, a do tego niesamowicie sugestywna. Skąd pomysł na taką opowieść? Mam niejasne wrażenie, że to nie do końca fikcja. Czy była jakaś inspiracja dla jej napisania?

Karolina Macios: Dziękuję bardzo! Nie jestem debiutantką, napisałam już trochę książek, ale przyznam, że przy tej czuję się, jakby to była pierwsza – z drżeniem czekam na głosy czytelników. I pomyśleć, że jako redaktorka tyle się niegdyś nagadałam przed debiutującymi autorami na temat dystansu wobec własnej książki i zachowaniu zdrowego rozsądku, kiedy spływają – czasem sprzeczne – opinie. Cóż, po latach zachowuję się tak jak oni wtedy.

Pomysł na tę powieść nie zrodził się od razu, dojrzewał przez długi czas spędzony na lekturze wielu książek oraz oglądaniu filmów i seriali. Doprawiłam go też moją tęsknotą za morzem, bo wychowałam się w Gdańsku – dzika plaża kwadrans od domu odciska jednak na człowieku piętno. Co prawda tamta plaża już od dawna nie jest dzika, ale i tak brakuje mi morza – na pewno kiedyś tam wrócę. Pomysł zmieniał się, krystalizował, aż wreszcie Międzynarodowy Festiwal Kryminału ogłosił nabór na warsztaty z pisania scenariuszy filmowych. Tym akurat nigdy się nie zajmowałam – scenariusze i powieści to dwa odrębne światy – więc pomyślałam: czemu nie? Spróbuję. Spisałam pomysł na fabułę oraz dwie czy trzy sceny, wysłałam i okazało się, że zostałam przyjęta. Trafiłam do grupy Kuby Żulczyka, który fenomenalnie rozjechał mi pomysł i pokazał palcem jego słabe punkty. „Niech twoja bohaterka wreszcie ruszy dupę z kanapy” powiedział i wtedy mnie olśniło. Bohaterka się ruszyła i nagle wszystko przyspieszyło.Natomiast sama opowieść jest całkowicie wyssana z palca – co prawda gdyński klif jest niebezpieczny, jednak nie wzorowałam się na żadnym prawdziwym wypadku. Zadbałam za to o osadzenie tej historii w prawdziwym świecie: w konkretnych miejscach Gdyni i Wrocławia, a oba te miasta znam i doskonale się w nich czuję. Może stąd to wrażenie, że historia opiera się na faktach?

Książka 'Czarne morze'Książka 'Czarne morze' Fot. instagram/czytaj_na_walizkach

Bohaterka „Czarnego Morza” – Joanna, od dzieciństwa ma dar, albo jak to nazywają inni – zaburzenie, dzięki któremu może „widzieć” różne rzeczy związane z ludźmi, których dotyka, nawet przelotnie. Czy uważa Pani, że taki „szósty zmysł”, teraz w XXI wieku, epoce galopujących odkryć naukowych może realnie istnieć?

Nie, jestem zbyt trzeźwo myślącą osobą. Jako redaktorka pracująca głównie na kryminałach i thrillerach analizuję, rozkładam intrygę na czynniki pierwsze i sprawdzam, czy każdy element do siebie pasuje. Jako człowiek pracujący w domu tak organizuję sobie czas, by podzielić go między redakcję, pisanie i życie. Jako matka jestem jednoosobową firmą zarządzającą światem dziesięciolatka. To wszystko oczywiście jest do ogarnięcia, w końcu tym właśnie zajmują się kobiety od wielu lat, jednak bywa męczące. Dlatego potrzebuję czasem zejść nieco głębiej, zanurzyć się świecie opowieści, który rządzi się innymi prawami, w historiach, które na pierwszy rzut oka wydają się niemożliwe, a mimo to się wydarzają. Zawsze szukałam tego w książkach i filmach, aż w końcu zaczęłam szukać w sobie i okazało się, że trafiłam pod właściwy adres, bo pomysłów na takie historie mam bez liku. 

Tym co bardzo przemawia do mnie w Pani powieści, jest fakt, jak bardzo zanurzyła się Pani w psychikę Joanny. W umysł, który balansuje pomiędzy wiarą w swoje możliwości, a obawą przed chorobą psychiczną. Skąd w Pani twórczości taka dbałość o oddanie stanu oscylowania na granicy szaleństwa? Naprawdę robi to wrażenie.

Zawsze mnie to pociągało. Jak byłam mała, chłonęłam jak gąbka opowieści o znajomej dziadka, schizofreniczce. On mówił o niej z lekceważeniem „wariatka”, a ja z fascynacją myślałam o tym, że ona widzi świat w zupełnie inny sposób.Potem moja babcia, jedna z najważniejszych dla mnie osób, z dnia na dzień odpłynęła: siedzieliśmy przy śniadaniu wielkanocnym, a ona nagle przestała rozpoznawać swojego syna. Wtedy zaczął się proces stopniowego odchodzenia mojej babci – proces długi i bolesny dla nas wszystkich. Zupełnie nie byłam na to gotowa, a musiałam się szybko dostosować do nowej sytuacji. Czytałam wszystko, co wpadło mi w ręce, począwszy od Marzeń sennych Freuda, a skończywszy na Schizofrenii Kempińskiego– chciałam zrozumieć. I wciąż chcę. Pewnie dlatego pokazuję człowieka uwięzionego w pułapce własnego umysłu.

Uchylając rąbka tajemnicy, zdradzę że główna bohaterka po wypadku, kiedy odzyskuje zdrowie, nie może skontaktować, ani odnaleźć swojej córki, którą mąż rzekomo wywiózł do swoich rodziców. Przyznam, że ten wątek, skojarzył mi się troszkę z „Dzieckiem Rosemary” Iry Levina. Lęk o dziecko jest chyba jednym z tych najgorszych jakie może spotkać człowieka.

Tak, to prawda. I chociaż można zdawać sobie sprawę z tego lęku, można rozumieć innych ludzi, którzy boją się o swoje dzieci, to człowiek naprawdę czuje go dopiero wtedy, gdy sam zostaje rodzicem. To jest lęk, który zostaje z nami już na zawsze.

Karolina MaciosKarolina Macios Fot. Rafał Masłow

Po przeczytaniu książki, mam wrażenie, że „Czarne Morze” to także opowieść o zaufaniu i tym, jak chore potrafią być mechanizmy, które je warunkują. Nie uważa Pani?

O zaufaniu, o relacjach między najbliższymi, o wielkich krzywdach, które nieświadomie wyrządzamy innym, o potwornym strachu przed życiem, o pamięci związanej z ukrywanymi emocjami, o ratującym nas mechanizmie wyparcia, który często zamienia się w najgorszego wroga, ale też o sile. Bo nie każdy człowiek potrafi znaleźć w sobie tyle siły, by móc walczyć ze światem albo ze sobą samym. To jest chyba najtrudniejsza część naszego życia, a ja chcę wierzyć, że da się wygrać, i dlatego właśnie moja bohaterka znajduje w sobie tę siłę.

Nie sposób, po zakończeniu powieści, nie odnieść wrażenia, że przed pewnymi sprawami nie da się uciec. Czy wierzy pani w fatum?

Fatum jako tajemniczą siłę, która jednym skinieniem palca skazuje nas na dobry albo zły los? Nie, chociaż w ten sposób tłumaczyłam mojemu dziecku, na czym polega religia. Na pewno wierzę w to, że nie da się uciec przed przeszłością. Cokolwiek nas spotyka, zostaje już z nami na zawsze – bez względu na to, czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy nie. Każde nasze doświadczenie, nawet pozornie nieistotne, sprawia, że dziesięć czy trzydzieści lat później zachowujemy się, myślimy, czujemy i reagujemy w taki, a nie inny sposób. Jeśli mamy tego świadomość i na tyle siły, by to przepracować, w pewien sposób możemy odzyskać nad tym kontrolę. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej – bo cała reszta tkwi w naszej podświadomości, a na nią nie mamy żadnego wpływu.

Pozostawmy na chwilę „Czarne Morze”. Jest Pani redaktorką, felietonistką, współautorką kursów kreatywnego pisania i ghostwriterką. Współpracuje Pani z najważniejszymi autorami kryminałów w Polsce, m.in. z Markiem Krajewskim, Wojciechem Chmielarzem, Maciejem Siembiedą i Martą Guzowską. Jaki ma to wpływ na Pani prozę? Jest inspiracją, może Pani liczyć na pomoc innych pisarzy?

Jest niekończącą się inspiracją! Czuję się tak, jakbym siedziała w samym środku procesu pisania: znam świat wydawniczy (pracowałam w wydawnictwie przez dziesięć lat), uczę warsztatu pisania i pracuję na co dzień z doświadczonymi pisarzami i pisarkami – czy może być coś lepszego? Od razu powiem, że nie: nie może. To idealne miejsce, żeby uczyć się tworzenia historii od samego początku, od pierwszego pomysłu na postać czy fabułę, aż po kompozycję. Nie ma dwóch takich samych autorów, czy autorek, każdy z nich ma własny styl, inne podejście do pisania, inny warsztat, inne priorytety w pracy nad książką – od każdego z nich uczę się czegoś innego.

Jak ocenia Pani kondycję polskiego kryminału? Czy możemy już mówić o rodzimej szkole tego gatunku?

Kryminał ma się świetnie, pewnie dlatego że wciąż się zmienia. To bardzo dynamiczny gatunek literacki, który w Polsce od pewnego czasu coraz bardziej zmierza w stronę thrillera – przestaje być ważny sam pościg za zabójcą i na plan pierwszy wysuwa się gra autora czy autorki z czytelnikiem i czytelniczką. Co do rodzimej szkoły – nie jestem pewna. Większość osób piszących w tym gatunku wręcz pochłania powieści zagraniczne, karmi się filmami i serialami. Nic w tym dziwnego, bo lubimy dobrze opowiedziane historie i zazwyczaj szukamy inspiracji, uczymy się też na błędach innych, a dzięki temu wątki fabularne, styl budowania intrygi, narracja i kompozycja historii przeskakują między granicami, stają się bardziej uniwersalne, przestają przynależeć do jednego kraju, jednego kręgu doświadczeń. 

„Czarne Morze” zakończyło się dość zaskakująco za sprawą wyznania córki Joanny – Mili. Czy możemy liczyć na kontynuację tej opowieści?

Nie chcę pisać serii z jedną bohaterką – to za bardzo ogranicza, narzuca pewne ramy fabularne, od których nie da się już odejść, ale nie wykluczam, że kiedyś wrócę do Joanny i jej córki. Stephen King w książce „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika” wspomina o pewnych pomysłach, które ciągną się za nim przez wiele lat i nie odpuszczają, chociaż znalazły już swoje miejsce w konkretnej powieści. Dlatego wiele lat i wiele książek po „Lśnieniu”pojawił się „Doktor Sen”. Zatem zostawiam sobie otwartą furtkę, tak jak w końcówce „Czarnego morza”. I nie zależy mi na mamieniu czytelników: czekajcie na drugą część, tylko raczej na przekazaniu pałeczki: w tym miejscu kończę swoją opowieść, a reszta należy do Was. Możecie wyobrazić sobie, że „dar” Joanny przeszedł na jej córkę i również naznaczy jej życie albo że to wszystko rozgrywa się wyłącznie w głowie bohaterki, bo nie ma czegoś takiego jak „dar”. Bo wiele zależy od samej historii, ale jeszcze więcej od tego, w jaki sposób się ją odczyta.

Bardzo mi się podoba Pani podejście, ale mimo wszystko mam nadzieję, że Joanna i Mila kiedyś powrócą. Bo to doskonała historia. Bardzo dziękuję za rozmowę.

<<Reklama>> Książka dostępna jest w formie e-booka w Publio.pl >>

Okładka książki 'Czarne morze' Karoliny MaciosOkładka książki 'Czarne morze' Karoliny Macios Wydawnictwo Wielka litera