Wciągnęła cię "Pacjentka"? Nie oderwiesz się od "Psychoterapeutki". Mamy fragment powieści

Najnowszy bestsellerowy thriller psychologiczny z Norwegii już w Polsce. Przeczytaj przedpremierowy fragment "Psychoterapeutki".

To wielki norweski bestseller, prawa do jego publikacji sprzedano aż do dwudziestu sześciu krajów, a prawa do ekranizacji książki kupiło studio, które wyprodukowało takie seriale i filmy, jak: "True Detective", "Spotlight" czy "Mr. Robot". "Psychoterapeutka" wie wszystko o uczuciach swoich pacjentów. Dlaczego więc pozwala się oszukiwać własnym emocjom?

O czym jest "Psychoterapeutka"?

Sara prowadzi praktykę psychoterapeutyczną dla trudnej młodzieży w starym odziedziczonym domu, który odnawia jej mąż Sigurd. Pewnego ranka mężczyzna zostawia jej wiadomość, że wyjechał na weekend z kolegami i jest już na miejscu. Kilka godzin później do Sary dzwonią przyjaciele męża: Sigurd się nie pojawił i nie odbiera telefonu. Początkowy gniew Sary na męża z upływem czasu przeradza się w strach. Kobieta zaczyna czuć się obserwowana, przedmioty wokół niej znikają i znów się pojawiają, a dom przestaje być bezpiecznym miejscem. Gdy wychodzi na jaw straszna prawda o zniknięciu Sigurda, Sara zaczyna wątpić w swoje zdrowie psychiczne…

Książka dostępna w formie e-booka od 15.07.2020 na publio.plKsiążka dostępna w formie e-booka od 15.07.2020 na publio.pl Wydawnictwo Agora

<<Reklama>> Książka dostępna jest w przedsprzedaży w formie e-booka na Publio.pl, a w formie papierowej na kulturalnysklep.pl >>

Przeczytaj fragment książki:

– Komenda policji w Oslo – odzywa się w telefonie damski głos.

– Tak, dzień dobry – mówię – dzwonię w sprawie zaginionej osoby, znaczy chodzi o męża, mojego. Tak. No właśnie. Nie ma go od wczoraj, od wczesnego rana, albo raczej od wpół do dziesiątej, w sumie sama nie jestem pewna. Dzwonił chwilę po wpół do dziesiątej. To ostatnia wiadomość, jaką miałam od niego. Miał dotrzeć do domku letniskowego na piątą, no i nie dotarł.

– Rozumiem – odpowiada kobieta. – Sytuacja wygląda tak, że nie zaczynamy poszukiwań przed upływem dwudziestu czterech godzin. 

– Aha – mówię, szukam słów, nie myślałam o tym z takiej perspektywy, formalne poszukiwania, te sprawy.

– Czy chodzi o osobę dorosłą?

– Tak, chodzi o męża, więc tak, ma trzydzieści dwa lata.

– Rozumiem – odpowiada. – Może pani oczywiście przyjechać i osobiście zgłosić zaginięcie, ale przed upływem dwudziestu czterech godzin nic z tym nie zrobimy.

– No tak.

Nie wiem, co jeszcze miałabym powiedzieć. Dwadzieścia cztery godziny. Zaginiony, poszukiwany.

– Większość zaginionych odnajduje się zazwyczaj sama

po kilku godzinach – mówi kobieta, teraz nieco przyjaźniej.

– Najczęściej nastąpiło jakieś nieporozumienie, ktoś się inaczej umówił albo czegoś nie zapamiętał.

Odchrząkuję.

– Zostawił mi wiadomość na sekretarce – mówię. – Że jest ze swoimi przyjaciółmi. Ale oni twierdzą, że do nich nie dotarł.

– Mhm – odpowiada. – No cóż, często tak bywa, jak już wspominałam, zdarzają się nieporozumienia.

Ta zwięzłość tego krótkiego zdania, jest ze swoimi przyjaciółmi. Oczywiście, że to brzmi jak nieporozumienie.

– Tak, rozumiem – mówię, coś muszę spróbować powiedzieć – ale wie pani, on powiedział, że jest z nimi, a oni mówią, że nie przyjechał, więc, no cóż, albo on kłamie, albo oni.

– Ach, tak – odpowiada, a ja zdaję sobie sprawę, jak to brzmi, jakaś szurnięta baba, ofiara żartu albo skoku w bok, za głupia, żeby to do niej dotarło – no cóż, nigdy nic nie wiadomo, ale tak czy owak, jeśli chodzi o dorosłą osobę i nie dzieje się nic nagłego, to nie podejmujemy sprawy przed upływem dwudziestu czterech godzin. Więc najlepiej byłoby, jakby pani mogła wtedy zadzwonić. O ile w międzyczasie sam się nie pojawi.

– Rozumiem.

– Większość się pojawia. Jak już mówiłam.

Odkładam słuchawkę. Nic nagłego. To z czym tutaj mamy do czynienia?Nadal siedzę w szlafroku na łóżku.

Pod prysznicem staję się znów bardziej normalna. Potem naklejam sobie plaster na palec u nogi. Ubierając się, myślę sobie, że ta kobieta miała rację. Większość osób wraca sama. Policja ma w tym doświadczenie. Wiedzą, o czym mówią. Muszę teraz trochę się uspokoić. Zawsze byłam dobra w opanowywaniu trudnych sytuacji w pracy, udzielaniu szybkiej pomocy, radzeniu sobie ze zbuntowanymi dziećmi, ogarnianiu taksówek, żeby zawieźć nastolatka z zamiarami samobójczymi na pogotowie. Wiem, jak zachować spokój. To jedna z moich mocnych stron.

Dałam się porwać wydarzeniom. Jan Erik jest niestabilny z natury, ze wszystkiego robi sobie żarty, żaden temat nie jest dla niego dostatecznie poważny, czyż nie świadczy to o pewnej dozie braku pewności siebie? Czy to nie za sprawą tej niepewności kurczy się w sobie, kiedy tylko głośniej tupnie się nogą? Thomas, no cóż, Thomas jest rozsądny, ale mógł ulec wpływowi Jana Erika. Albo Julie. Otóż to, właśnie, mężczyzna, który ożeni się z Julie, musi należeć do tego typu, który łatwo poddaje się naciskom.

Ale ja jestem silniejsza. Powinnam trzymać pion. Może to ta sesja z Trygvem, a może butelka wina. Z tą wiadomością na sekretarce to trochę dziwna sprawa, ale na pewno ma jakieś wyjaśnienie. Muszę się tylko uspokoić. Poczekać. Pozwolić, żeby sprawy same się wyjaśniły. Sigurd się pojawi i wszystko stanie się jasne.

I to ja, która wyrzuciłam Julie na zbity pysk. Trochę przesadziłam. Oczywiście, to za sprawą złości, byłam oszołomiona, dopiero co obudzona, trochę wypiłam, bo nie da się ukryć, że odrobinę się wstawiłam poprzedniego wieczoru, straciłam równowagę. Dopadła mnie w łóżku. W najbardziej dosłownym znaczeniu tego słowa. Zareagowałam przesadnie. Jestem z natury skryta, a my nie jesteśmy ze sobą zbyt blisko. Muszę wysłać do niej wiadomość z przeprosinami.

Wciągam powietrze, długo i głęboko. Wreszcie. Czuję się lepiej. Tylko ten lekki niepokój w środku, mała klucha lęku w żołądku. Poza tym wszystko gra. Jestem wyluzowana. Jest sobota. Będę robić to, co wcześniej zaplanowałam.

Na parterze się zatrzymuję. Właśnie mam przejść do naszego aneksu kuchennego, żeby zrobić sobie kawę, kiedy staję jak wryta. Rozglądam się. To dziwne.

Nie jest łatwo opisać słowami, o co mi chodzi. Pamiętam dzień wczorajszy ze wszystkimi szczegółami, co robiłam, czego nie robiłam, ale wspomnienia ostatniego wieczoru są poplątane. Butelka wina ma w tym swój udział, nie można temu zaprzeczyć, ale też sprawa Sigurda. Wszystko, o czym rozmyślałam. Żeby coś sobie przypomnieć, potrzebuję się skupić.

Ale to naprawdę osobliwe.

Na przykład garnek, który stoi na kuchence. Jest pusty, a nawet czysty, odstawiłam go tam wieczorem po zagotowaniu wody na herbatę. Ma długi uchwyt, który można złapać jedną ręką. W naszym domu takie garnki i patelnie należało zawsze stawiać z rączką skierowaną do wewnątrz. Mama bardzo tego pilnowała. Małe dzieci mogą dosięgnąć uchwytu, mówiła. Miałam siedem lat, kiedy umarła i niewiele obchodziły mnie garnki, ale pamiętam, jak Annika mówiła, bądź ostrożna, stawiaj garnek w ten sposób, tak każe mama. Rączką do wewnątrz. Zawsze robię to właśnie w ten sposób, Annika i tata również. Ale teraz rondel stoi tak, że uchwyt wystaje poza blat. Gdyby tu było dziecko, mogłoby za niego złapać. Ja nigdy nie odstawiłabym garnka w taki sposób.

A może jednak tak, mam na myśli, że byłam wczoraj wieczorem tak skołowana winem, wiadomością na sekretarce, że zadziałałam bez namysłu? Pamiętam kubek z herbatą. Pamiętam, że jednocześnie myślałam o Sigurdzie, o jego kłamstwie, wtedy byłam pewna, że to kłamstwo. Zastanawiałam się, dlaczego miałby kłamać. Czy miał kogoś na boku? Na przykład panią Atkinson? Czy był zamieszany w jakieś podejrzane sprawy, o których nie miałam pojęcia? Próbował się przede mną ukryć, bo za bardzo go naciskałam w kwestii remontu? Takie myśli przebiegały mi przez głowę, kiedy tam stałam. Moje dłonie machinalnie przyrządzały herbatę. Zaglądam do śmieci. Torebka po herbacie tam leży. Patrzę na rondel. Przewraca mi się w żołądku, uchwyt tak mocno wystaje poza blat, że od samego patrzenia świerzbią mnie ręce. Czy to naprawdę ja? Czy mogłam być aż tak zakręcona?

A może to Julie? Oddycham z ulgą, przypominam sobie, że leżałam na górze, na łóżku, z telefonem przyciśniętym do czoła i słyszałam, jak Julie krząta się po kuchni i mnie woła. Ach, więc to tak, Julie, przyszłaś tu sobie na małe przeszpiegi. Zajrzałaś do moich garnków. Być może rzuciłaś okiem do lodówki. Nie byłaś w stanie się powstrzymać.

Ponownie tracę spokój, zbyt łatwo się to dzieje. Chyba za bardzo mną to wszystko tąpnęło. Muszę cały czas pamiętać, co powiedziała ta kobieta na komisariacie. Większość osób sama wraca w domu.

Kiedy tak siedzę z kubkiem kawy i patrzę na mój salon, uderza mnie jakaś zmiana. Nie wiem dokładnie jaka, jaki szczegół się zmienił, ale coś tutaj jest inaczej. Czy Julie tu coś robiła?

Potem przypominam sobie, że obudziłam się w środku nocy. Że zawołałam go po imieniu. Czy był tu wtedy? Chodził po domu, ale nie przyszedł do mnie na górę?

Wzdrygam się. Odganiam tę myśl. Jest zbyt nieprawdopodobna. To Julie, oczywiście, że to Julie, szukająca sensacji. Jestem po prostu taka roztrzęsiona, że zbyt łatwo daję się wytrącić z równowagi.

W tym momencie byłoby super mieć dobrą przyjaciółkę. Kiedy cztery lata temu poznałam Sigurda, miałam ich kilka. Najbliższa była mi Ronja, ale było ich więcej, Benedicte, Ida,

Eva-Lise. Razem z Ronją i Benedicte mieszkałyśmy w Bergen, wynajmowałyśmy zapyziałe mieszkanie przy ulicy Håkansgaten, tuż przy kinie.

Ale nie udało nam się utrzymać kontaktu. Ronja podróżuje po świecie, jest prawdziwym obieżyświatem, pisuje tu i tam artykuły do różnych gazet, bierze przypadkowe prace, potem jedzie dalej i trudno ją złapać. Wysyłam do niej mail, a ona odpowiada po kilku tygodniach. Od czasu do czasu dzwoni do mnie, jeśli akurat jest na miejscu, wychodzimy wtedy na miasto napić się piwa, bawimy się i śmiejemy, ale na nią nie można teraz liczyć w taki sam sposób jak wtedy, kiedy razem studiowałyśmy. Ida wyszła za mąż i przeprowadziła się do Stavanger. I ona, i jej mąż pracują w branży paliwowej, mają po uszy roboty, a kiedy nie pracują, zdobywają szczyty kolejnych gór. Benedicte ma roczne bliźnięta. Kiedy do niej dzwonię, krzyczą i wydzierają się w tle. Eva-Lise mieszka w Tromsø i pracuje na uniwersytecie. Ani ona, ani ja nie przepadamy za rozmawianiem przez telefon. Robimy to od czasu do czasu. Nie można powiedzieć. I wcale nie narzekam, nawet jeśli mogłoby się tak wydawać.

<<Reklama>> Książka dostępna jest w przedsprzedaży w formie e-booka na Publio.pl, a w formie papierowej na kulturalnysklep.pl >>

Okładka książki 'Psychoterapeutka', Helene FloodOkładka książki 'Psychoterapeutka', Helene Flood Wydawnictwo Agora

Więcej o: