Kupował własne książki, żeby znalazły się na liście bestsellerów. "Przedsiębiorczość" vs. "niemoralność"

Mark Dawson to brytyjski pisarz, który przyznał, że by dostać się do pierwszej dziesiątki na liście bestsellerów "Sunday Timesa", sam kupił 400 egzemplarzy swojej powieści "The Cleaner".
Zobacz wideo Cenzura w Polsce i za granicą. Te piosenki zostały uznane za kontrowersyjne [Popkultura Extra]

Thriller "The Cleaner" znalazł się na ósmym miejscu rankingu - było to spore zaskoczenie, bo książka została wydana przez niezależne małe wydawnictwo (premierę miała pod koniec czerwca). Mark Dawson w swoim podcaście "Self Publishing Show" przyznał, że udało mu się to osiągnąć, bo w kilka dni kupił 400 egzemplarzy własnej książki. Jego działanie podzieliło pisarzy, czytelników i dziennikarzy.

Książki na wakacje. Polecamy najciekawsze nowości tego roku >>

Wydał 3,6 tys. funtów na swoją książkę. Potem odsprzedał wszystkie egzemplarze

Okazuje się, że po publikacji wyników sprzedaży w środku tygodnia Dawson zauważył, że jest na 13. miejscu rankingu z wynikiem 1300 sprzedanych książek. Wpadł na pomysł, by zebrać grupę zainteresowanych jego powieścią osób ze Stanów Zjednoczonych. Po co? Dzięki temu mógł dogadać się z jedną z księgarń, zamówić i kupić kilkaset egzemplarzy "The Cleaner" w Wielkiej Brytanii, podbić swój wynik, a następnie odsprzedać książki czytelnikom z USA. Kupno 400 książek kosztowało go 3,6 tys. funtów. 

Jedni chwalą przedsiębiorczość i pomysłowość pisarza, inni oskarżają o nieetyczne postępowanie (prawa nie złamał). Pisarka Clare Mackintosh napisała, że chwalenie się trafieniem do pierwszej dziesiątki bez poinformowania od razu, w jaki sposób mu się to udało, było ze strony Dawsona przykładem obłudy.

Dziennikarz "The Guardian" zauważa, że brytyjscy pisarze zarabiają rocznie średnio 10,5 tys. funtów, więc dla większości "zainwestowanie" 1/3 tej sumy jest niemożliwe, a to faworyzuje bogatych autorów. Nazywają takie postępowanie "niedemokratycznym".