Plagi - jak nas zabijały? Trąd miały leczyć kąpiele we krwi dziewic [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Jak próbowaliśmy się z nich leczyć? Komu zawdzięczamy, że się ich pozbywaliśmy, często raz na zawsze? Historia przedstawiona w książce "Plagi" jest jedną z najbardziej fascynujących w dziejach ludzkości. Ta historia wcale się nie skończyła.

Jedne zabijały błyskawicznie, inne powoli, powodując nie mniejsze spustoszenia. Pandemia koronawirusa, która na początku 2020 r. z Chin rozeszła się po całym świecie, sparaliżowała strachem miliardy ludzi. Oto historia plag, zaraz i pandemii – jedna z najbardziej fascynujących w dziejach ludzkości – o sile życia i ludzkim geniuszu.

Oto historia plag, zaraz i pandemii:

– Dżumy, która była skuteczniejsza niż zamki w drzwiach, bo domy zmarłych na dżumę omijali nawet złodzieje.

– Trądu, który miały leczyć kąpiele we krwi dziewic.

– Cholery, która o mało co nie pozwoliła Polakom wygrać powstania listopadowego.

– Gruźlicy, o której pisano, że jest chorobą wzniosłych i szlachetnych części istoty ludzkiej.

– Kiły, sprawczyni rozwodnienia mózgów Stalina i Hitlera.

– Grypy hiszpanki, która zabiła więcej ludzi niż I wojna światowa, po której wybuchła.

– Eboli, na wojnę z którą europejscy lekarze polecieli luksusowym samolotem afrykańskiego dyktatora.

oraz:

– 19 innych plag, które w ciągu wieków nawiedzały ludzkość.

<> Książka dostępna jest w formie e-booka w Publio.pl >>

Książka 'Plagi. Historia bez końca' w formie e-bookaKsiążka 'Plagi. Historia bez końca' w formie e-booka Publio.pl

Przeczytaj fragment książki "Plagi. Historia bez końca. 26 chorób, które zmieniły świat", autorstwa Józefa Krzyka:

Władze każą strzelać do ludzi łamiących kwarantannę i obsadzają granice wojskiem. W stolicy Rosji wybuchają zamieszki, a tłum na ulicach Liverpoolu oskarża lekarzy, że wysyłają pacjentów na pewną śmierć, żeby zdobyć ciała do medycznych eksperymentów. 190 lat temu przez Europę przetoczyła się epidemia cholery.

W XIX wieku cholera atakowała Europę kilka razy, ale najbardziej dała się we znaki ta fala, która na ziemie polskie dotarła z rosyjską armią w trakcie powstania listopadowego. Zaczęło się latem 1830 roku. Choroba pojawiła się na północnych wybrzeżach Morza Kaspijskiego i w Odessie, by kilka miesięcy później wraz z wojskami wysłanymi przeciw Królestwu Polskiemu rozpocząć marsz na zachód. 18 marca 1831 roku była już w Brześciu Litewskim, a dziewięć dni później – w Siedlcach. Do połowy maja zapadło na nią 8720 żołnierzy, 2800 zmarło. W ciągu trzech następnych tygodni, gdy w końcu zabiła Dybicza, do szpitali trafiło 20-25 tysięcy wojskowych. Polacy sarkastycznie nazywali ją wierną towarzyszką Moskali. Inskrypcja z takimi słowami znalazła się na nagrobku generała Aleksandra Błędowskiego, uczestnika bitwy pod Wawrem, który cholery nabawił się najpewniej podczas rosyjskiej niewoli.

W kwietniu 1831 roku choroba przeniknęła do Warszawy i w ciągu kilku tygodni zapadło na nią 2,5 tysiąca ludzi. Prawie połowa zmarła.

Przerażony tymi doniesieniami władca Prus Fryderyk Wilhelm III zarządził blokadę granicy, ale mimo to w ostatnich dniach maja 1831 roku cholera wdarła się do Gdańska i Królewca.

31 maja, piątego dnia od pierwszego zgonu w Gdańsku, powołano komisję sanitarną i otoczono miasto kordonem o długości około 150 kilometrów. Teren aż po Tczew i Wejherowo obsadzono 20 tysiącami żołnierzy. Rozkazano im strzelać do każdego, kto chciałby ten kordon przekroczyć.

Przyjezdni i wyjeżdżający musieli się poddać 20-dniowej obserwacji w specjalnie w tym celu urządzonych stacjach, np. w porcie. Dezynfekowano nie tylko odzież i bagaże podróżnych, ale także pieniądze i listy. Używano do tego oparów spalanej siarki i saletry oraz podgrzewanego octu. Aby nikt i nic się nie prześlizgnęło, na odkażonych listach przystawiano specjalne stemple. W utworzonych naprędce szpitalach stosowano środki, które wcale nie były lepsze od tych, jakie aplikowano rosyjskim żołnierzom na polskim froncie. Wierzono w uzdrowieńczą moc maści z dodatkiem rtęci, opium, a nawet arszeniku. Szczęście mieli ci, którym podano tylko gotowany nawóz krowi albo kwas z kapusty i ogórków.

W Gdańsku epidemia ustąpiła jesienią, ale w całym państwie panowała jeszcze kilka miesięcy i zabiła 41 tysięcy ludzi, z czego w samym Berlinie 1426. We Wrocławiu na cholerę zmarł Carl von Clausewitz, genialny teoretyk wojskowości. Jakby tego było mało, śmierć przynosiła dodatkowe cierpienia tym, którzy musieli poradzić sobie z pogrzebem bliskich. Grabarze nie chcieli bowiem dotykać ciał. Zdarzało się, że wywlekali je z domów, pomagając sobie hakami. O mało nie doszło w związku z tym do buntów – trzeba było interwencji wojska, by uspokoić tych, którzy nie chcieli pogodzić się z takim traktowaniem ich dzieci, żon czy rodziców. Strachowi przed cholerą towarzyszyła też obawa, że zostanie się pogrzebanym za życia. Zdarzało się bowiem, że ciała niektórych zmarłych jeszcze przez kilka godzin po zgonie drżały.

Równie dramatyczne wydarzenia miały miejsce w miastach rosyjskich, w kilku doszło nawet do buntów cholerowych. Aleksander Hercen pisał, że Moskwa w tamtych dniach przybrała nowy wygląd: "Powszechny charakter zjawisk nieznany w innych czasach nadawał życiu nowe oblicze. Mniej było powozów, ponure tłumy stały na skrzyżowaniach ulic i rozprawiały o trucicielach, karety wiozące chorych jechały powoli w asyście policjantów, ludzie usuwali się z drogi przed czarnymi furami pełnymi trupów. Dwa razy na dzień drukowano biuletyn o epidemii. Miasto było otoczone jak podczas wojny i żołnierze zastrzelili jakiegoś biednego diaka usiłującego przedostać się przez rzekę. Wszystko to silnie działało na umysły, obawa choroby była tak wielka, że przestano bać się władzy, mieszkańcy szemrali, mnożyły się wieści, że ten i ów zaniemógł, a tamten umarł". "Nie ma sposobu, którym by można było powstrzymać cholerę i nie dopuścić jej do wsi. Wszędzie przyjdzie, gdzie ją Pan Bóg pośle" – powtarzał zabobonny lud.

W ludowych wierzeniach żydowskich cholera była dziewicą, która potrafiła przemienić się w psa lub kota. W Petersburgu, stolicy rosyjskiego imperium, ludzie pili nieoczyszczoną wodę z Newy, ale gdy masowo zaczęli chorować, obwiniali o sprowadzenie plagi cudzoziemców, urzędników, szlachtę, a przede wszystkim lekarzy. 22 czerwca 1831 roku grupa wściekłych ludzi na placu Siennym, w centrum miasta, utyskiwała na zarządzenia władz o kordonie ochronnym wokół Petersburga, a także kwarantannie, której podlegali przybysze z prowincji. Protest przerodził się w zamieszki, gdy z tłumu padło wezwanie do rozprawienia się z inspektorami sanitarnymi, bo to oni rzekomo mieli zatruwać wodę. Na plac zaczęto już wytaczać działa, sytuację udało się opanować dopiero po przybyciu cara. Mikołaj I zaalarmowany przez swoich dworzan przyjechał w samą porę: pyskacze potulnie padli przed nim na kolana i rozeszli się do domów.

Zamieszki związane z cholerą miały też miejsce w Wielkiej Brytanii. Między 29 maja a 10 czerwca 1832 roku ulice Liverpoolu zostały opanowane przez ludzi, którzy domagali się ukarania lekarzy, rzekomo umyślnie wysyłających zdrowych ludzi na pewną śmierć do szpitali, byleby tylko zdobyć ciała do eksperymentów medycznych.

<> Książka dostępna jest w formie e-booka w Publio.pl >>

Okładka książki 'Plagi. Historia bez końca'Okładka książki 'Plagi. Historia bez końca' Wydawnictwo Agora