Hasło "#RIPJKRowling" jest popularne w sieci. Pisarka nie umarła, to reakcja na jej nową książkę

J.K. Rowling wydała nową książkę kryminalną pod pseudonimem i wywołała poruszenie wśród czytelników. Powieść 'Troubled Blood' ma dotyczyć seryjnego mordercy, który jest jednocześnie osobą trans. Koncept spotkał się z dużą krytyką użytkowników platformy Twitter, którzy zaczęli masowo używać hasła "#RIPJKRowling" - twierdzą, że jej kariera właśnie umarła.
Zobacz wideo

J.K. Rowling, autorka popularnej serii powieści o młodym czarodzieju Harrym Potterze, po raz kolejny w tym roku wywołała kontrowersje. 15 września na brytyjskim rynku ukazała się jej najnowsza detektywistyczna powieść z serii "Cormoroan Strikes", którą publikuje pod pseudonimem Robert Galbraith - co ciekawe, na jej podstawie powstał też serial BBC i niedawno wyemitowano jego trzeci sezon. Najnowsza część nosi tytuł "Troubled Blood" ("Niespokojna krew" - przyp. red.) i zgodnie z recenzją opublikowaną w "The Telegraph", ma się w niej pojawić seryjny morderca - transwestyta.

Hasło "#RIPJKRowling" popularne w sieci. Pisarka nie umarła

Jake Kerridge napisał dla "The Telegraph", że najnowszy kryminał Rowling jest "dobry w opisach i słaby we wszystkim innym, a do tego ma wątek, który sprawi, że krytycy Rowling zapłoną". Powieść ma opowiadać o dochodzeniu w sprawie zaginięcia lekarki Margot Bamborough, która w tajemniczy sposób zniknęła ze swojego gabinetu w roku 1974. Po 40 latach jej córka chce za wszelką cenę dowiedzieć się, co się stało z matką. Jeden z wątków ma wskazywać, że padła ofiarą "seryjnego mordercy transwestyty" - napisał dziennikarz w swojej recenzji (dla porównania, w skrócie książki od wydawcy czytamy 'o psychopatycznym seryjnym mordercy').

To zapowiada kolejną odsłonę skandalu, który pisarka wywołała w czerwcu tego roku. Została oskarżona o transfobię, po tym jak umieściła w sieci link do artykułu, który dotyczył wspierania w czasie pandemii "osób, które menstruują". Inkluzywny nagłówek ironicznie skomentowała, sugerując, że te osoby to kobiety.

Czytelnicy zaczęli zwracać jej uwagę, że taka opinia jest krzywdząca wobec osób transpłciowych i niebinarnych, które pomimo posiadania kobiecych narządów rozrodczych, wcale nie identyfikują się jako kobiety.

Pisarka odpierała krytykę, argumentując m.in. "Mówiąc, że płeć nie istnieje, unieważniamy doświadczenia i rzeczywistość kobiet na całym świecie. Znam i kocham osoby transpłciowe, ale zaprzeczanie istnieniu pojęcia płci umniejsza opis ich życia. Mówienie prawdy nie jest nienawiścią" - pisała na Twitterze.

Napisała wręcz cały esej, by obronić swój punkt widzenia. "Teksty młodych mężczyzn trans [mężczyźni, którym przy narodzinach przypisano płeć żeńską - przyp. red.] wskazują, że to grupa osób szczególnie wrażliwych i inteligentnych. Im więcej czytam ich opisów dysforii płciowej [dawniej nazywano to zaburzeniem tożsamości płciowej. Inaczej mówiąc, jest to cierpienie odczuwane przez osobę transpłciową wywołane przez niedopasowanie jej tożsamości płciowej do płci przypisanej w chwili urodzenia - przyp. red.] pełnych dogłębnych opisów niepokoju, lęku, dysocjacji, zaburzeń odżywania, samookoleczania i nienawiści, tym bardziej zastanawiam się, czy gdybym urodziła się 30 lat później, też bym mogła spróbowała przejść tranzycję [proces mający na celu pełne dopasowanie ekspresji płciowej do tożsamości płciowej - przyp. red.]" - napisała.

Dalej próbowała przekonać: "Chcę to zaznaczyć bardzo jednoznacznie: wiem, że tranzycja jest rozwiązaniem dla pewnej grupy osób z dysforią płciową, ale na podstawie szeroko zakrojonych poszukiwań wiem też, że istnieją badania, które wykazują, że od 60 do 90 proc. nastolatków z dysforią wyrasta z tego stanu". Sęk w tym, że pisarka niezbyt dokładnie wczytała się w badania, na które się powołuje lub ich zwyczajnie nie zrozumiała.

Psychiatra dziecięcy Scott Leibovitz z Uniwersytetu Medycznego w Ohio wyjaśnił, że te badania dotyczyły dzieci przed okresem dojrzewania i niekoniecznie cierpiących z powodu dysforii, a jedynie będących "dziewczęcymi chłopcami" lub "chłopięcymi dziewczynkami". Zauważa, że stwierdzenia, które umieściła w swoim tekście, mogą być bardzo szkodliwe dla młodych osób trans, które pragną akceptacji ze strony rodziny. Rodzice uznają, że skoro tak mówi znana osoba, to dziecko zapewne "z tego wyrośnie" - stwierdza lekarz.

Tym bardziej więc nowa powieść Rowling wzbudza zaniepokojenie opinii publicznej. Pisarka Charlotte Clymer napisała na Twitterze -"Wiele organizacji LGBTQ proponowało J.K. Rowling prywatne spotkanie, na którym mogliby z szacunkiem porozmawiać o transpłciowości, łącznie z omówieniem naukowych i medycznych danych podpierających dyskusję. Odmówiła za każdym razem - pamiętajcie o tym". Z kolei inna publicystka, Paris Lees, dodała: "Nowa książka Rowling jest o 'seryjnym mordercy transwestycie'. Tymczasem w rzeczywistości tylko w samej Brazylii w przeciągu ostatniego roku liczba morderstw trans osób wzrosła o 70 proc., młode kobiety trans są palone żywcem w autach, a mężczyźni, którzy zabijają za bycie trans, dostają ułaskawienia i wracają do domu" - referuje "The Independent".

Najbardziej widoczną reakcją jest rosnąca popularność hasztagu "#RIPJKRolwing" na Twitterze - w ten sposób coraz większe grono osób wyraża swoje oburzenie. We wpisach opatrzonych tym hasłem czytamy: "Ta kobieta jest nieobliczalna. Szkody, jakie wyrządza społeczności trans mogą być cholernie katastrofalne", "Ku pamięci J.K. Rowling. Nie umarła, ale jej kariera jak najbardziej".

Tymczasem rzecznik prasowy pisarki nie udzielił w tej sprawie komentarza dla prasy.