Żadna polska animacja do dziś nie pobiła tego wyniku. "Nie ma sensu, ale w oficjalnych recenzjach nikt nie zwrócił uwagi"

"Wielka podróż Bolka i Lolka" weszła na ekrany 16 września 1977 roku. Był to pierwszy pełnometrażowy polski film animowany. Do końca tamtego roku obejrzało go prawie cztery i pół miliona widzów (dla porównania - "Człowieka z marmuru" Andrzeja Wajdy dwa razy mniej). W sumie do kin poszło prawie osiem i pół miliona widzów, co dało Wielkiej podróży 16. miejsce na liście polskich przebojów wszech czasów. Żadna polska animacja do dziś nie pobiła tego wyniku.

Publikujemy fragment książki "Królowie bajek. Opowieść o legendarnym studiu filmów rysunkowych" Leszka K. Talki i Karola Vesely'ego, wyd. Czarne

Do zrobienia długiego metrażu już nie wystarczało podpatrywanie rzeczywistości i dziecięcych zabaw. Konieczna była rozbudowana fabuła. Władysław Nehrebecki postanowił sięgnąć po klasykę, którą kochał. Wziął "W osiemdziesiąt dni dookoła świata" Juliusza Verne’a.

Sto lat wcześniej ta książka stała się bestsellerem. Verne, zafascynowany techniką, opisał nowe sposoby podróżowania, które pojawiły się po otwarciu Kanału Sueskiego, co wyeliminowało konieczność opływania Afryki. Natychmiast po wydaniu "W osiemdziesiąt dni dookoła świata" podróżnicy i ekscentrycy usiłowali pobić wyczyn Fogga, bohatera powieści. Najsłynniejszym był Amerykanin George Francis Train, któremu w 1890 roku udało się okrążyć Ziemię w zaledwie sześćdziesiąt dni. Twierdził on zresztą, że Verne popełnił plagiat, bo w swojej książce opisał podróż, jaką Train odbył w 1871 roku (ale nie miał żadnych świadków swojego wyczynu).

Powieść Verne’a opowiada o zakładzie, który zawarł londyński dżentelmen Phileas Fogg ze swoimi przyjaciółmi. Ma okrążyć kulę ziemską w osiemdziesiąt dni i stawić się dokładnie po tym czasie w londyńskim klubie – w przeciwnym razie musi im wypłacić dwadzieścia tysięcy funtów. Stawka jest naprawdę wysoka, te dwadzieścia tysięcy stanowi połowę majątku Phileasa Fogga, który jednak jako prawdziwy dżentelmen nie waha się ani chwili. W podróż wyrusza ze swoim dopiero co najętym służącym Obieżyświatem, z pochodzenia Francuzem, a ich śladem podąża inspektor Fix ze Scotland Yardu, przekonany, że Phileas Fogg nie jest tym, za kogo się podaje, i udał się w podróż dookoła świata wyłącznie po to, by uciec przed sprawiedliwością, okradł bowiem brytyjski bank. Inspektor nieustannie usiłuje zatrzymać podróżników, oczekując na nadesłanie telegrafem nakazu aresztowania, ci jednak pokonują zasadzki i Fix aresztuje Fogga, dopiero gdy ten powróci do Wielkiej Brytanii. Fogg o mało przez to nie przegra zakładu. Kiedy pomyłka zostaje sprostowana, bohater, zwolniony z aresztu, przekracza próg klubu dokładnie w chwili, gdy zegar pokazuje, że upłynął czas zakładu.

Bolek i Lolek powtarzają ten sam schemat. Wyruszają z Londynu, gdy dowiadują się, że Phileas Fogg w swoim testamencie pozostawił wygrane dwadzieścia tysięcy funtów w złocie śmiałkowi, który tak jak on okrąży świat w osiemdziesiąt dni. Jest wielu chętnych, wszyscy jednak odpadają z wyścigu.

Reżyser Stanisław Dülz tak opowiadał o "Wielkiej podróży Bolka i Lolka" w "Trybunie Robotniczej":

Początkowo nie zdawaliśmy sobie sprawy z ogromu podjętego przedsięwzięcia. Owszem, wiedzieliśmy, że jest to zadanie trudne, ale że aż tak ciężkie… Akcja filmu rozgrywa się przecież w różnych częściach kuli ziemskiej, autorzy opracowania plastycznego musieli w bibliotekach i muzeach zaznajomić się z florą, fauną, architekturą, urbanistyką, krajobrazami wielu krajów.
Warto przy tym dodać, że film pełnometrażowy rządzi się nieco odmiennymi prawami – jeśli do realizacji 9?minutowego odcinka telewizyjnego potrzeba około 70 ekranów dekoracyjnych, to identyczny odcinek "Wielkiej podróży" wymagał takich ekranów 150–160… Proszę to przemnożyć przez 11 aktów! O ogromie pracy plastyków – animatorów i rysowników – mówi też liczba ponad 50 tysięcy rysunków, które były niezbędne do zrealizowania filmu. W filmie występuje 250 pierwszoplanowych i drugoplanowych postaci, a każda z nich musiała być przecież opracowana w przyjętej konwencji. Lubimy wszyscy naszych urwisów, ale były takie chwile, że chętnie rzucilibyśmy pracę w najciemniejszy kąt, by zapomnieć o niej na jakiś czas.

Kiedy Juliusz Verne pisał swoją książkę w 1872 roku, podróżnicy używali najnowszych zdobyczy techniki, by okrążyć Ziemię: płynęli parowcami, pędzili dopiero co otwartymi liniami kolejowymi, używali balonów, bojerów ślizgających się pod żaglami na zamarzniętych jeziorach, a przez indyjską dżunglę przeprawiały ich słonie. Czasem trzeba było spalić całe drewno z pokładu statku, by osiągnąć większą prędkość i dopłynąć na czas. Ponad sto lat później świat wyglądał już zupełnie inaczej. Aby go okrążyć, można było po prostu wsiąść do samolotu. Kiedy widzowie zobaczyli "Wielką podróż" w 1977 roku, mogli się zastanawiać, dlaczego Bolek i Lolek po prostu nie oblecieli kuli ziemskiej. Przecież miliony osób już to zrobiły. I dlaczego na to samo nie wpadli ich rywale? Film nie dał na to pytanie odpowiedzi. Nie mamy też pojęcia, kto finansuje podróż chłopaków.

Lord Fogg, potomek Phileasa, to szemrany typ; oczywiście nie chce, by fortuna uciekła mu sprzed nosa. Wysyła więc za chłopcami swojego służącego Jeremiasza, który ma Bolka i Lolka usunąć. Tworząc tę postać, Nehrebecki wbijał złośliwą szpileczkę Leszkowi Mechowi, swojemu przyjacielowi, który, choć był wspaniałym kompanem, nader często naginał przepisy, by wejść w posiadanie gotówki.

Bolek i Lolek w końcu okrążają świat, zaprzyjaźniają się z Jeremiaszem, a ten zostaje wyrzucony ze służby u lorda Fogga. Kiedy spadek trafia wreszcie w ich ręce, okazuje się, że w kopercie nie ma pieniędzy – tylko akt własności bezludnej wyspy na Morzu Śródziemnym, którą Fogg kupił za wygraną sumę. Chłopcy postanawiają wybudować tam park rozrywki i oddać wyspę wszystkim dzieciom świata, a Jeremiasz zostaje szefem tego przedsięwzięcia. Na wyspie powstaje wielki Disneyland – znowu nie wiemy, kto go sfinansował, ale Bolek i Lolek dokonują uroczystego otwarcia i odlatują.

Całość nie ma specjalnie sensu, w scenariuszu zieją wielkie dziury, a jednak w oficjalnych recenzjach nikt nie zwrócił na to uwagi. Krytycy zauważyli natomiast, że w przeciwieństwie do innych kreskówek, robionych zwykle z perspektywy dorosłego, Bolek i Lolek był kręcony z punktu widzenia dziecka, które wyobraża sobie, że przeżywa przygody: że zostaje kapitanem okrętu, choć nie ma przecież pojęcia o nawigacji, albo steruje statkiem kosmicznym, którego oczywiście nikt nie powierzyłby dziecku. Tak patrzył na świat Władysław Nehrebecki i tak robił swoje filmy.

Wielkiej podróży ekipa poświęciła blisko trzy i pół roku swego życia, tyle bowiem czasu upłynęło od powstania pomysłu, przygotowania scenariusza i opracowania plastycznego do zakończenia montażu i udźwiękowienia niemal trzykilometrowej taśmy. Wystarczy wspomnieć, że tylko okres zdjęciowy trwał aż osiemnaście miesięcy. Pracę tę, również w "Trybunie Robotniczej", opisywał Władysław Nehrebecki:

Wytwórnia filmów rysunkowych Walta Disneya realizuje swoje pełnometrażowe filmy animowane w czasie trzech–pięciu lat, mając oczywiście o wiele większe od nas doświadczenie i możliwości, zarówno techniczne, jak i dokumentacyjne. Filmowcy węgierscy zrobili parę lat temu długometrażowy film rysunkowy w ciągu ponad dwóch lat, zatrudniając sto czterdzieści osób. Podobnie trwa produkcja tego rodzaju filmów w Związku Radzieckim czy w Japonii. Tak że możemy powiedzieć, że mieścimy się 'w normie'. A przecież pracowaliśmy w szczuplejszej ekipie – zaledwie sześćdziesięcioosobowej. Wiele czasu zajmowały wędrówki taśmy po kraju, bo obróbka laboratoryjna nakręconych zdjęć filmowych dokonywana była w Łodzi, zaś udźwiękowienie – w Warszawie. Mamy więc powody do zadowolenia, zdobyliśmy przeświadczenie, że stać nas na najwyższą próbę sprawności technicznej, jaką jest realizacja długometrażowego filmu rysunkowego w naszym bielskim studiu.

Pierwszy polski pełnometrażowy film rysunkowy okazał się tak wielkim sukcesem – trafił do sześćdziesięciu pięciu krajów na wszystkich kontynentach – że zdecydowano o powstaniu opartej na nim serii. W tej wersji "Wielka podróż Bolka i Lolka" liczyła piętnaście odcinków i została ukończona w 1979 roku.

I był to pierwszy raz, kiedy chłopcy przemówili do widzów. Głosów użyczyły im Ewa Złotowska i Danuta Mancewicz, notariuszem był Lech Ordon ("Jak rozpętałem drugą wojnę światową", "Westerplatte", "Stawka większa niż życie"), sprawozdawcą – Andrzej Zaorski, lordem Foggiem – Wiesław Michnikowski, a hersztem rozbójników i właścicielem słoni został Kazimierz Brusikiewicz ("Zakazane piosenki").

'Królowie bajek...' - okładka'Królowie bajek...' - okładka wyd. Czarne