Publiczność wysysała z niej każdą kroplę energii, a Springsteen chował przed jej zalotami. Taka była Janis Joplin [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Na przełomie wiosny i lata 1969 roku wszyscy mówili o wydarzeniu zapowiadanym jako "trzy dni pokoju i muzyki". To sielankowe zgromadzenie, które miało odbyć się na północ od Nowego Jorku, zanosiło się na monumentalne. 15 sierpnia Janis i zespół przybyli do hotelu Bethel Holiday Inn, na dzień przed wyznaczonym terminem ich koncertu w ramach The Woodstock Music and Arts Fair.

Publikujemy fragment książki "Janis. Życie i muzyka" - Holle George-Warren, tł. Andrzej Wojtasik, wyd. Czarne

Janis i zaprzyjaźnieni muzycy z The Grateful Dead i Jefferson Airplane spędzali czas w motelowej bawialni, pijąc, grając w pokera i wielokrotnie odtwarzając "Hey Jude" Beatlesów z szafy grającej. Joe McDonald spiknął się na nowo z Janis w jej pokoju hotelowym, co – jak wspominał – skończyło się "zrobieniem laski". Janis zdążyła jeszcze odbyć szybki numerek ze swoim roadie Vince’em Mitchellem, po czym przybyła Peggy Caserta i przejęła rolę towarzyszki jej zabaw. W pewnym momencie, podczas rozmowy z dziennikarzami Janis zalotnie złapała pierś Caserty.

Według niektórych relacji para kochanek, aby skrócić sobie czas oczekiwania na występ Janis i zespołu, wzięła heroinę. Jednak dzień później w festiwalowej strefie dla artystów Janis wydawała się aktywna i pełna życia, bawiąc się w najlepsze i polewając wszystkim szampana. The Kozmic Blues Band wyszedł na scenę przed świtem 17 sierpnia, po nocnych występach The Grateful Dead i Creedence Clearwater Revival. Muzycy spojrzeli w ciemność, w której zgromadziło się pół miliona ludzi; rozświetlały ją jedynie pojedyncze migoczące światełka. Janis zwróciła się do tłumu niczym troskliwa matka: "Czy macie wystarczającą ilość wody i dość miejsca do spania?". Był to pierwszy koncert Johna Tilla jako jedynego gitarzysty zespołu. Till stanął na wysokości zadania, umiejętnie dzieląc się prowadzeniem z sekcją dętą i klawiszami. O trzeciej nad ranem, po kilku niemal bezsennych dobach, Janis nie umiała wykrzesać z siebie takich ilości energii, jak zazwyczaj przy "Raise Your Hand", które otwierało koncert, chociaż jej wrzaski z pewnością obudziły przysypiających na widowni. Przez większość improwizowanych partii instrumentalnych w "As Good as You’ve Been to Me" tańczyła boso, ubrana w farbowany w hipisowskim stylu komplet w jaskrawych kolorach i długą kamizelkę wykończoną złotem (którą szybko zdjęła). Zaśpiewała soulowy utwór "To Love Somebody" i zmysłowe "Summertime". Następnie eksplodowała w "Try (Just a Little Bit Harder)", by zwolnić tempo na "Kozmic Blues". Zapowiedziała ją, ostrzegając: "À propos kozmicznego doła. Jeśli nie wiecie, co mam na myśli, to wkrótce się dowiecie".

Zaczynając "Ball and Chain", po blisko godzinnym występie, Janis sprawiała wrażenie wycieńczonej; śpiewała ściszonym, a pod koniec utworu wręcz zużytym głosem, przy instrumentalnej kakofonii kolegów z zespołu. Mimo zmęczenia wróciła jednak na bis, by wykonać przyśpieszoną, lecz mocną wersję "Piece of My Heart". Ellen Sander donosiła, że

Janis Joplin tańczyła z [publicznością], tak jakby byli jednością. Odkrzykiwali jej i nie pozwalali odejść, dopóki nie wycisnęli z niej każdej kropli jej energii

Ponieważ Grossman nie zgodził się na włączenie nagrań z występu Janis do oryginalnego dokumentu na temat Woodstock wydanego w marcu 1970 roku, plotkowano, że koncert okazał się porażką – lecz istniejące nagrania nie potwierdzają tych pogłosek; przez większą część godziny spędzonej przez zespół na scenie występ był udany.

Tego lata festiwale muzyczne zaczęły pojawiać się i rozrastać w zawrotnym tempie, a Janis i The Kozmic Blues Band grali podczas takich imprez w Teksasie, Ohio i Luizjanie.

Dziewiętnastoletni Bruce Springsteen z grupą Child występował jako support przed Janis w Convention Hall w Asbury Park w stanie New Jersey. Był dokładnie w jej typie, co Janis dała mu wyraźnie do zrozumienia, lecz chłopak nie chciał z tego skorzystać. "Pomocy, ona się na mnie uwzięła!", błagał swojego gitarzystę "Little Stevena" Van Zandta, który po latach, chichocząc, wspominał, jak Springsteen chował się, aby uniknąć zalotów Janis.

Ciągła trasa nie przyczyniała się do podniesienia morale muzyków. Kiedy saksofonista Terry Clements znalazł rzadką chwilę, żeby porozmawiać z Janis sam na sam, wyznał jej, że chce odejść z zespołu. Zrezygnował też Luis Gasca, a na jego miejsce zatrudniono trębacza Dave’a Woodwarda. Następnie jej zaufany przyjaciel i road manager John Cooke zapowiedział odejście od 5 października, po powrocie grupy do Winterland. Aby go zastąpić, zatrudniono Joego Crowleya, młodego promotora z Seattle.

Na szczęście Janis wciąż miała w swojej ekipie Neuwirtha, który jesienią tego roku podarował jej najdziwniejszy prezent, jaki kiedykolwiek dostała. Pewnego dnia Neuwirth rozmawiał w biurze Grossmana z kanadyjskim piosenkarzem i kompozytorem Gordonem Lightfootem, ten zaś podrzucił mu fantastyczną piosenkę, której właśnie nauczył się w Nashville. - Wyjął gitarę i zagrał 'Me and Bobby McGee' – opowiadał Neuwirth. - Powiedziałem: »Cholera! To dobry kawałek. Naucz mnie go«. Zapisałem więc słowa i spytałem, kto to napisał, a on odpowiedział: »Jakiś facet z Nashville, nazywa się Kris Kristofferson. Ma całą masę dobrych numerów«. To było, jeszcze zanim Kris ją nagrał – może faktycznie Roger Miller już to zrobił, ale ja w każdym razie tego nie słyszałem. Tego samego wieczora byłem umówiony na kolację z Janis. Podjechałem po nią, a kiedy ona i jej dziewczyna się szykowały, zagrałem tę piosenkę na gitarze. Ona na to: »Co to za kawałek, stary? Naucz mnie tego!«. I tak zrobiłem.

Janis zaczęła ćwiczyć piosenkę na swojej gitarze akustycznej, a kiedy 16 grudnia występowała z zespołem w The Fairgrounds Coliseum w Nashville, poczuła, że nadszedł właściwy moment. Bez żadnej zapowiedzi zaczęła śpiewać ten porywający utwór, a zespół dołączył do niej. Gdy powiedziała publiczności, że utwór "Me and Bobby McGee" napisał autor z Nashville, rozległy się burzliwe oklaski.

Zobacz wideo "Janis: Little Girl Blue" - zwiastun dokumentu z 2015 roku

Janis słuchała country rocka w wykonaniu The Flying Burrito Brothers i innych grup w klubie The Palomino w północnym Hollywood. Podobnie jak Gram Parsons z The Burritos zamówiła kostiumy u projektanta znanego jako Nudie the Rodeo Tailor, twórcy stylu "estradowego kowboja". "Czytałaś o nim w 'Rolling Stonie'?" – pisała do Lindy Gravenites, która nadal przebywała w Londynie. "Facet robi niesamowicie efektowne, jakby westernowe ciuchy, totalnie kiczowate. Właśnie tego chciałam! Będę mieć spodnie i kamizelkę. Fioletowe, w kwiaty i wzorki, inkrustowane wszelkiego rodzaju kolorowymi kryształkami. Jestem bardzo podekscytowana. Wyobraź sobie: prawdziwe kryształy w ostrych kolorach!" Janis usilnie prosiła Gravenites, żeby wróciła do Kalifornii, dodając: "Tak naprawdę wolałabym jakiś ciuch uszyty przez ciebie". Ale Linda na razie nie miała zamiaru wracać.

Album "I Got Dem Ol’ Kozmic Blues Again Mama!" zadebiutował na liście Billboardu 11 października i pozostał tam przez dwadzieścia osiem tygodni, stopniowo wspinając się ku piątej pozycji. Zawierał tylko jeden pomniejszy przebój, piosenkę "Kozmic Blues", która utknęła tuż poniżej Top 40. Recenzje płyty były chłodne, a Janis ponownie zbierała cięgi za obranie nowego kierunku muzycznego. Niektórzy krytycy – mężczyźni – oskarżali ją o "próbę zostania Arethą Franklin" i drwili z powodu odejścia z Big Brother.

Recenzenci gwałcą ją słowami, jakby nie było innego sposobu, aby sobie z nią poradzić

- ubolewała australijska krytyczka Lillian Roxon. Wyjątkiem była wnikliwa recenzja pióra Johanny Schier zamieszczona w "The Village Voice", w której autorka pisała, że Janis "śpiewa mocniej i lepiej. […] Kontroluje swój głos w dojrzalszy sposób, a jej górna część skali jest teraz solidniejsza. […] Według wszelkich standardów zbliża się do świetności". W rzeczy samej album nadal brzmi dzisiaj świeżo, a niektóre utwory – zwłaszcza "Little Girl Blue", "Mayne" i "Kozmic Blues" – należą do jej najlepszych dokonań wokalnych.

Jednak względny brak sukcesu albumu potwierdził przeczucie Janis i Grossmana, że trzeba rozwiązać grupę. The Kozmic Blues Band grał w najbardziej prestiżowych miejscach w jej karierze, a także pojawił się w kilku ogólnokrajowych programach telewizyjnych, na przykład dał oszałamiający występ na żywo w programie Toma Jonesa. "Little Girl Blue" w wykonaniu Janis zapiera dech w piersiach, a chemia widoczna między nią a natchnionym Walijczykiem – ich wspólny taniec podczas śpiewanego razem "Raise Your Hand", gdy sekcja dęta gra solo – była (i wciąż pozostaje) czymś zupełnie wyjątkowym w historii telewizji.

Woodstock, Love Parade, Opole 2017... Festiwale, którym nie było dane powodzenie. "Rzućmy w tłum banknoty" >>

Ostatnim miejscem postoju The Kozmic Blues Band miała być hala Madison Square Garden, gdzie Janis niedawno tańczyła przy muzyce The Rolling Stones – po tym, jak zaśpiewała improwizowany duet z Tiną Turner, kiedy zespół The Ike & Tina Turner Revue grał jako support przed Stonesami – na początku ich pierwszego od trzech lat amerykańskiego tournée. 19 grudnia na wyprzedanym do ostatniego miejsca koncercie Janis dołączyli do niej starzy znajomi: geniusz gitary z Beaumont Johnny Winter, który właśnie podpisał kontrakt z Columbią, oraz grający na harmonijce wokalista bluesowy Paul Butterfield – by wspólnie wykonać luzacki numer "Bo Diddley". To był szalony wieczór; John Bowers wspominał, że hala niemal "zapadła się pod ciężarem tego szaleństwa i skakania" podekscytowanej publiczności. Janis zadedykowała występ drużynie futbolu amerykańskiego The New York Jets. Było to echo jej przygody na jedną noc z kudłatym rozgrywającym tej drużyny Joem Namathem, znanym jako "Broadway Joe".

<<Reklama>> Książka dostępna jest w formie e-booka w Publio.pl >>

Janis. Życie i muzykaJanis. Życie i muzyka Wyd. Czarne