Nikt nie wie, jak zginęła. Od ognia, wody czy kuli. Po Geli Seksztajn zostały jej prace, kilka zdjęć i dokumentów

Żyła 36 lat. Zostało po niej 61 akwareli, 178 szkiców i 71 rysunków. Kilka zdjęć i dokumentów. Dwie kartki zapisane nie jej pismem: testament i krótki biogram. Wszystko włożone do metalowego pudła o wymiarach 50 x 30 x 15 cm. Publikujemy fragment książki "Gela. Z Archiwum Ringelbluma".

Reportażysta, pisarz, laureat Nike Mariusz Szczygieł napisał o Geli Seksztajn:

Raz w życiu nie wytrzymałem emocjonalnie w muzeum. Kiedy na wystawie w ŻIH zobaczyłem autoportret Geli Seksztajn (fot.2), uwięzionej w warszawskim getcie i jej słowa: 'Stojąc na granicy życia i śmierci, będąc przekonana, że raczej zginę, niż będę żyła, chcę się pożegnać z moimi przyjaciółmi i moimi pracami. 10 lat pracy – zbierałam, darłam i znów pracowałam. Teraz ratuję, co się da (...). Chciałabym, żeby przetrwała pamięć o moich obrazach. Żegnajcie, moi kochani przyjaciele, żegnaj, żydowski narodzie! Nie dopuśćcie już nigdy do takich zniszczeń'.
A obok (fot.3) portret jej córeczki z tekstem: 'Nie proszę o pochwały – pisze – lecz tylko o zachowanie pamięci o mnie i mojej córeczce. Ta zdolna dziewczynka nazywa się Margolit Lichtensztejn'.
To błaganie o pamięć tak mnie poruszyło, że nie mogę już myśleć o Zagładzie bez Geli i jej dziecka.

Dzięki książce Moniki Libickiej, która ukazała się 14 kwietnia nakładem Wydawnictwa Wielka Litera, możemy bliżej poznać losy utalentowanej malarki, która prawdopodobnie zginęła w warszawskim getcie. 

"Gela. Z Archiwum Ringelbluma" - fragment

Nikt nie wie, jak zginęła. Od ognia, wody czy kuli. Scenariusz ostatnich godzin jej życia możemy sobie tylko wyobrażać. Pod koniec kwietnia 1943 roku oddziały Jürgena Stroopa przesuwały się po terenie getta, z metodyczną dokładnością niszcząc dom po domu, zatapiając lub zadymiając piwnice i ukryte wewnątrz bunkry.

W rozmowie z Kazimierzem Moczarskim, przeprowadzonej po wojnie w więziennej celi, Stroop w psychopatycznym uniesieniu wspomina tamte dni. Opisuje, jak esesmani zajmują kolejne ulice, jak narasta zmasowany atak przy użyciu artylerii, miotaczy płomieni, min i coraz większej ilości materiałów wybuchowych: „Saperzy doszli do wielkiej wprawy w wysadzaniu budynków w powietrze. W pół godziny po wydanym rozkazie już się chałupa paliła! [...] Rozgardiasz niebywały. Pożary, dymy, płomienie, iskry pędzone wiatrem, kurz, fruwające pierze, zapachy przypalonych materaców i ciał, huk armat, granatów i łuny [...]”(3 - przypisy zamieszczamy na dole tekstu).

Jaki los mógł spotkać matkę z dwuletnim dzieckiem, która znalazła się w tym piekle? Jeśli nie wywieziono jej ostatnimi transportami do Treblinki, co jest mało prawdopodobne, to zginęła w kwadracie ulic: Okopowej, Nowolipek, Smoczej i Gęsiej.

Zobacz wideo Zginęła prawdopodobnie w żydowskim gettcie. Autorka "Geli" spróbowała odtworzyć losy malarki [POPkultura]

Po wojnie ten fragment miasta, dawniej należący do Muranowa, oficjalnie włączono w obręb dzielnicy Wola. Dawna Gęsia zmieniła nazwę na Anielewicza, a cała okolica została zabudowana blokami z wielkiej płyty albo czteropiętrowymi kamienicami. Pomiędzy nimi wiosną i latem zielenią się skwery. Posiano na nich trawę, posadzono żółto kwitnące forsycje i pachnące jaśminy. Tam, gdzie kiedyś stała żydowska świecka szkoła podstawowa imienia Bera Borochowa, dziś jest zadbane podwórze. Wychodzą na nie tylne okna kamienicy, której fasadę wytyczono wedle dawnego biegu ulicy Nowolipki.

Gdzieś w tej okolicy jest jej grób. Nie ma tu żadnej tabliczki, nie ma kamienia, który by ją upamiętniał. Do niedawna nic nie wskazywało na to, że tu – na dziedzińcu domu oznaczonego dziś numerem 28 – odnaleziono skarb warszawskiego getta, czyli Archiwum Ringelbluma*. Dziesięć skrzynek ukrytych przez członków tajnej organizacji żydowskiej, Oneg Szabat: Izraela Lichtensztejna, Nachuma Grzywacza i Dawida Grabera. Skrzynki zakopano w piwnicy szkoły Borochowa, w dole pod podłogą. Potajemnie, szybko, w nerwowej atmosferze zbliżającego się końca.

Kobieta, której śladów szukam, nazywała się Gela Seksztajn, a jej córeczka miała na imię Margalit, co w języku hebrajskim znaczy „klejnot” lub „perła”. Pamięć o nich przetrwała w jednej ze skrzynek zakopanych w ostatnich dniach powstania w getcie. W skrzynce przechowały się też zapisane na kartce słowa Izraela Lichtensztejna:

Nie chcę podziękowań, żadnych pomników, żadnych pieśni pochwalnych, chcę jedynie by wspomniano o mnie [...]. Chcę by wspomniano o mojej żonie, Geli Seksztajn, zdolnej artystce malarce, której dziesiątki prac nie zostały wystawione, nie ujrzały światła dziennego.(4)

(...) 16 września 1946 roku – tego dnia dziesięć metalowych skrzynek zostaje przewiezionych do budynku CKŻP przy Siennej 60. Tam członkowie Komisji otwierają je po kolei. Radość z odnalezienia Archiwum szybko mija. Okazuje się, że Lichtensztejn i jego pomocnicy nie mieli czasu, by skrzynie zalutować, i do środka dostała się woda. Cenne dokumenty napęczniały od wilgoci i ciasno przywarły do metalowych ścian. Część uległa zniszczeniu, niektóre spleśniały lub posklejały się, były i takie, które udało się wyjąć dopiero po rozcięciu blachy.

Wrocław. Z Manhattanu do gabinetu stomatologicznego. Kobieta ze zdjęcia Chrisa Niedenthala odnalezionaWrocław. Kobieta ze zdjęcia Chrisa Niedenthala odnaleziona

Borwicz opisuje:

[…] każdy z tych tysięcy świstków trzeba przemyślnie od pozostałych odklejać, potem rozkładać na odpowiednich bibułach, a bibuły zmieniać. Cieniutki papier – bo takiego bardzo często do zachowanych aktów i rękopisów używano – moknący od czterech lat, rozdziera się przy najdelikatniejszym wstrząsie.
[...] Wkrótce podłogi, stoły i półki dużej sali (zamienionej na konserwatorską pracownię) nakrywają się żyworostami obandażowanych filtracyjną bibułą, książek, arkuszy, strzępów (25).

Pracownikom CKŻP pomagają konserwatorzy z Muzeum Narodowego, którzy doradzają, jak ratować zniszczone dokumenty.

Borwicz widzi też skrzynkę wypełnioną niemal w całości rysunkami i akwarelami. Dziwi się, że „wszystkie zachowały się w stanie nadspodziewanie dobrym. Tak samo inne fotografie i inne jeszcze ryciny” (26). To prace Geli Seksztajn, które zaraz zostaną rozłożone na podłodze i przypięte pinezkami. Zajmie się nimi przybyły na Sienną Józef Sandel, przedwojenny krytyk sztuki. Sandel wspominał potem, jak brał poszczególne arkusze „całkowicie przemoczone” i ostrożnie „przyszpilał je do podłogi”. Starał się robić to jak najszybciej, by zapobiec kurczeniu się i sklejaniu mokrego papieru.

Wkrótce na ziemi leży ponad 300 kartek. Sandel patrzy na te same portrety, które 70 lat później będę oglądać z Ruth w dziale konserwacji ŻIH-u. Rozpoznaje na nich twarze bywalców słynnego klubu literatów żydowskich na Tłomackiem. Wydaje mu się, że dawni przyjaciele wstają z martwych i wypełniają pokój. Myśli też o Geli, z którą widywał się przed wojną.

Autorka książki 'Dziewczyna, kobieta, inna' - Bernardine EvaristoTa nagrodzona Bookerem powieść zmieni wasze wyobrażenia na temat kobiet

Wyjmuje ze skrzynki wycinki gazet, informujące o wystawach, w których Gela brała udział, oraz kilka zdjęć. Obok tego, które kilkadziesiąt lat później przykuje moją uwagę, jest też nieduża fotografia artystki trzymającej na ręce małą dziewczynkę – ładną, zadbaną, o bystrym spojrzeniu i jasnych włosach. Na odwrocie ktoś napisał: „mit der Tochter” (z córką). Gela stoi bokiem do fotografującego, a jej uwaga skupiona jest na dziewczynce. Aparat zarejestrował ciepło uśmiechu na jej twarzy, gdy z czułością patrzy na swoje dziecko.

W pudełku jest też autoportret wykonany tuż przed śmiercią i dołączony do zbioru w dwóch częściach. Gela musiała przyciąć rysunek od góry, żeby go spakować. To szkic węglem, na szarym papierze o wymiarach 17 × 22 cm. Portret „zmęczonej i zatroskanej kobiety” – notuje Sandel – „pełen bólu i cierpienia” (27). Gela nie przypomina już uśmiechniętej dziewczyny z przedwojennej fotografii. Zniknęła tamta radosna energia i łagodny uśmiech. W jej poważnym spojrzeniu odbijają się mroczne obrazy, które widziała w ostatnich miesiącach. Kobieta, którą sportretowała, patrząc w lustro, wydaje się smutna i rozczarowana.

Autoportret Geli SeksztajnAutoportret Geli Seksztajn ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma

Sandel chwilę spogląda na szkic. W milczeniu odkłada go na bok i wyjmuje z pudełka dwie kartki w kratkę. Obie zapisane w jidysz, pokryte rzędami hebrajskich literek i podpisane przez Gelę. Datowane na 1 sierpnia 1942 roku. Jedna z nich to testament, druga – zatytułowana „Kilka dat z mojego życia”. Zaczyna się tak:

Urodziłam się, według zapisu dokonanego przez mego ojca, w 1907 roku w miasteczku Łosice, chociaż w rzeczywistości urodziłam się w Warszawie. Ojciec mój pochodził z Łosic i z tego powodu zapisał mnie w tamtejszych księgach. Matka moja jest drugą żoną mego ojca, a ja jej jedynym dzieckiem. Umarła mi, gdy miałam 11 lat (28).

Sandel przerywa czytanie na moment, bo litery na kartce zaczynają mu się zamazywać od łez napływających do oczu. Dziesięć lat później wspomni ten moment w eseju poświęconym przedwojennym artystom żydowskim: „Oczyma pamięci ujrzałem [...] ją samą, gdy jako młode dziewczątko płochliwie spoglądała do lokalu literatów żydowskich, szukając kogoś, a potem przypominałem ją sobie taką, jak widziałem kilkakrotnie, gdy ją odwiedzałem w domu” (29).

Gela. Skarb z Archiwum Ringelbluma - okładkaGela. Skarb z Archiwum Ringelbluma - okładka mat. prasowe

Przypisy:

  • 3 Kazimierz Moczarski, Rozmowy z katem, PIW, Warszawa 1985, s. 229.
  • Archiwum Ringelbluma. Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy, t. 4, Życie i twórczość Geli Seksztajn, oprac. Magdalena Tarnowska, Żydowski Instytut Historyczny, Wydawnictwo DiG, Warszawa 2011, s. 14.
  • 25 Pieśń ujdzie cało... Antologia wierszy o Żydach pod okupacją niemiecką, oprac. Michał M. Borwicz, Centralna Żydowska Komisja Historyczna w Polsce, Warszawa 1947, s. 43.
  • 26 Tamże.
  • 27 Józef Sandel, Umgekumene jidysze kinstler in Pojln [Żydowscy artyści plastycy ofiary hitlerowskiej okupacji], t.2, tłum. Magdalena Wójcik, Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa 1957, s. 235.
  • 28 Archiwum Ringelbluma. Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy, t. 4,s. 23

<<Reklama>> Ebook "Gela. Skarb z Archiwum Ringelbluma" dostępny jest w Publio.pl >>

Więcej o: